TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Kroniki Równowagi

"W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną." ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Sakrex

Kroniki Równowagi

Post autor: Sakrex » 14 grudnia 2012, 22:42

Pierwsze kilka słów wyjaśnienia - zamieszczam nową wersję Kronik Równowagi, gdyż postanowiłem trochę je edytować. Mam nadzieję, że okaże się lepsza od poprzedniczki. Doznałem głębokiej ochoty, aby coś zmienić w pierwotnym tekście. Tak więc - nie liczę na jakieś rozbudowane krytyki (chociaż te jak najbardziej mile widziane), ale głównie na kilka słów ogólnej opinii. Rozumiem, że po przeczytaniu pierwszej wersji niewielu będzie się chciało przebrnąć przez kolejną, ale jak najbardziej nie będę miał nikomu tego za złe, sam nie wiem, czy miałbym ochotę na podobny wyczyn ;)
A więc, I give you: Kroniki Równowagi

„Jeśli nie chcesz mieć swego udziału w klęskach,
nie będziesz go miał również w zwycięstwach”.


Antoine de Saint-Exupéry



Prolog
Klęska


Na początku był chaos... Zaraz, zaraz, gdzieś to już chyba słyszałam... A może tak mi się tylko wydaje? Bo to tylko część prawdy. Owszem na początku był chaos, ale była też logika. Tak, czysta, racjonalna, uporządkowana i zimna logika. Mało kto już o tym pamięta – jedni zapomnieli, inni być może w ogóle nie chcieli zajmować sobie głowy takimi błahostkami. Prościej było mówić, że wszystko jest dziełem chaosu, że początek był zbiegiem okoliczności i nic innego, jak tylko czysty przypadek, stanowił o powstaniu tak wspaniałej wszechrzeczy.

To jednak nie prawda, potrzebna była bowiem siła, która zebrałaby wszystko razem, nadała sens materii, tworzyła skomplikowane algorytmy... ale przede wszystkim równoważyła dzieło chaosu i wspólnie z nim kreowała cudowną rzeczywistość. Tylko te dwie potęgi – porządek i nieporządek, splatające swe ramiona, działające razem, tak odrębne, a jednak tworzące jedność, mogły dać początek światu. Proporcje między mocami miały być idealnie wyważone, żadna nie mogła dominować, a władzą miały dzielić się po połowie.

Powstał bóg, choć nikt tak naprawdę nie wie z czyjej inicjatywy został on zrodzony. Wiadomo jedynie, że jego zadaniem było strzeżenie nieposkromionych sił. Miał bowiem wielką władzę i tylko on mógł opanować tak niespokojne i nieokiełznane moce.

Czas płynął, a wraz z nim powstawały coraz to nowe twory – dzieło finezji chaosu i twardych reguł logiki. Rośliny, zwierzęta, ludzie i inne istoty osiedlały się w świecie stworzonym dla nich. W świecie, który był niczym więcej jak kaprysem porządku i nieporządku. W świecie z jednej strony idealnym, z drugiej pełnym niedociągnięć i uchybień, nadających mu, właściwe tylko jemu, piękno.

Wraz z powstaniem pierwszych cywilizacji stworzenia rozumne próbowały uszczknąć coś z logiki, podkraść część wiedzy chaosowi. Tak rozwijała się technika i magia. Dwie dziedziny, równie niebezpieczne, co sprawiające, że życie stawało się prostsze dla tych, którzy umieli właściwie się nimi posługiwać.

Czarna plama pojawiła się jednak w historii. W głowach ludzi zaświtała myśl: „A czemu by tak nie podporządkować sobie świata? A czemu by nie zostać bogiem?” – szeptali między sobą. Tak w ich umysłach zrodził się iście szatański plan.

Najwięksi z magów połączyli swe siły z najwytrawniejszymi technikami by wspólnie stworzyć broń przeciw bogu i zająć jego miejsce. Poznawali najskrytsze arkana swych kunsztów. Zgłębiali się w odwieczne siły, by dzięki nim, zdobyć władze. I tak, stało się. Stworzyli Nicość.

Nicość była czymś całkiem odrębnym od tego, co do tej pory było znane na świecie. Opierała się regułom, wygrywała z nieporządkiem. Była bowiem całkowitym antonimem chaosu i logiki – antymaterią, przeciwsiłą. Dzięki pradawnej magii, ludzie byli zdolni sterować Nicością. Jednak w rękach istoty tak kruchej jak człowiek, była ona niewyobrażalnie niebezpieczną bronią.

Ludzie skierowali ją przeciw bogu. Nawet jego siła nie mogła się równać z siłą Pustki. Dlatego bóg uczynił ostatnią rzecz, jaką w tej chwili mógł uczynić. Wypowiedział słowa, w których zawarł całą swą moc - „Rozdzielcie się!” - zabrzmiał jego rozkaz. I tak oto rozdzieliły się. Logika i chaos nigdy już nie miały być razem.

Stworzyły swoje własne, odrębne światy – nie tak doskonałe jak poprzedni, ale wystarczająco stabilne, aby trwać. Jednocześnie Nicość rozproszyła się w bezświecie, by nigdy już nie powrócić, a ludzie stracili swą dawną moc. Rozpoczęła się Era Odrodzenia. Zapanował od dawna upragniony spokój.

Tak przynajmniej sądzili ci, którzy przetrwali, swoją drogą, naiwne istoty. W końcu coś, co potrafi obalić boga, musi pozostawić po sobie jakiś ślad. Ślad, który w ukryciu tylko czekał będzie na właściwy moment. I tu rodzi się pytanie: czemu w wir wydarzeń zostałam wciągnięta akurat ja? Czemu to mi przyszło brać udział w wydarzeniach, które z pewnością na długo zostaną zapamiętane? Mogę tylko snuć domysły, w końcu czas nie ma teraz dla mnie żadnego znaczenia...

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 430
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Kompot » 15 grudnia 2012, 13:48

"W końcu nic, co potrafi zmieść boga, nie pozostawia po sobie śladu." - zmieść boga. Bardzo mi się nie podoba. Jakoś potocznie to brzmi, a ostatni akapit jest równie, a może nawet bardziej ważny niż pierwszy. Zastanów się czy tego się nie da zastąpić zgrabniejszym słowem. Więcej niedoskonałości nie zauważyłam, bo mnie wciągnęło cholernie!

Hmmm. Muszę przyznać, że jest bardzo dobrze i udało ci się mnie wciągnąć bez reszty. Uwierzyłam w ten twój świat. Podoba mi się kierunek, który wybrałeś/łaś (niepotrzebne skreślić). Troszkę krótki tekst, jak na prolog, a może zwyczajnie pozostawił niedosyt i to o to chodzi. Faktem jest, że to chyba nie ma być powieść, więc proporcje może nie są aż tak zachwiane, jak mogłoby się wydawać. Z przyjemnością będę śledzić twoją twórczość, głównie dlatego, że przeplatasz style w pewien sposób mi bliskie i tworzysz coś swojego. Bardzo ciekawie się zapowiada. Mam nadzieję, że jak najszybciej dodasz kontynuacje, bo mnie aż ssie żeby się dowiedzieć, jak ty to dalej pociągniesz, jakich bohaterów wybierzesz, jak ich nakreślisz i jakie trudności przed nimi ustawisz.
Obrazek

Awatar użytkownika
Sakrex

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Sakrex » 16 grudnia 2012, 14:33

Dziękuje bardzo za tak pozytywny komentarz ;D Postaram się nie zawieść oczekiwań...

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1462
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Kanterial » 22 grudnia 2012, 13:57

Technicznie nie pomogę, bo było świetnie, nie mam się czego czepić. Tak się cieszę, że ludzie zamieszczają teksty bez błędów, bo rozumiem, że wszystkim się zdarza (mi zwłaszcza) ale potrafię docenić własną pracę autora, który sprawdza tekst zanim go wrzuci. Tak więc - plus dla Ciebie za tak czysto napisany prolog ;)

A co można powiedzieć o samym tekście? Wnioski wyciągane po kolei ze wszystkich akapitów i ciąg opisów, który zaserwowałeś, podoba mi się i zaciekawia. Nie zmieniłabym nic, bo uważam, że tak napisany fragment idealnie się sprawdza w roli prologu - opisówka, ale jaka barwna i żywa, a na dodatek mamy element mówiący, JA, które wypowiada się jako narrator, dodało tekstowi charakteru. Nie jest to bezbarwny zlepek zdań, omawiający powstanie świata, są to myśli... No właśnie, kogo? Choćby po to czytelnik sięgnąłby do pierwszego rozdziału, z ciekawości, by poznać to imię.

Czekam na ciąg dalszy, czy może raczej "właściwy" bo, jak pewnie wiesz, nawet najlepiej napisany prolog ciężko jest zachować w pamięci - im szybciej dodasz więcej, tym lepiej dla Ciebie i wygodniej dla nas ^ ^
Blah
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: wołszebnik » 22 grudnia 2012, 14:54

SpoilerShow
Proporcje między mocami miały być idealnie wywarzone, żadna nie mogła dominować, a władzą miały dzielić się po połowie.
http://www.sjp.pl/wywa%BFy%E6
chodzi Ci o czwarte znaczenie ;)
Wiadomo jedynie, że stanowić miał piecze nad nieposkromionymi siłami.
Bóg miał stanowić pieczę (w sensie być pieczą, jak zostało to napisane), czy też on miał pieczę nad tymi siłami trzymać? Jest różnica, tak jak napisałeś, bóg jest ową ochroną (a więc pewną siłą, co przemyca myśl, że jest coś innego, co pieczę-boga powołało, albo nawet nadal kontroluje), a powinien chyba bóg być podmiotem sprawczym tej ochrony i ją sprawującym.

W świecie z jednej strony idealnym z drugiej pełnym niedociągnięć i uchybień, nadających mu, właściwe tylko jemu, piękno.
przecinek po 'idealnym'
W głowach ludzi zaświtała myśl. „A czemu by tak nie podporządkować sobie świata?
a nie powinien być dwukropek zamiast kropki?
Najwięksi z magów połączyli swe siły z najwytrawniejszymi technikami by wspólnie stworzyć broń przeciw bogu i jednocześnie zająć jego miejsce.
Niefortunne to sugerowanie jednoczesności, tak jakby tworzenie broni równało się zajmowaniu miejsca Boga, a przecież to nie tożsame i raczej procesy następowały w czasie. Ot, dziś się zbroimy, szykujemy, jutro uderzamy. Po co tworzyć broń w połowie kampanii? Znaczy się, dozbrojenie ma sens, ale przed uderzeniem musi już istnieć pewien arsenał, najpierw jest przygotowanie, potem działanie.

Opierała się regułą, wygrywała z nieporządkiem.

za to należy Ci się spranie tyłka
Była bowiem całkowitym antonimem chaosu i logiki – antymaterią, przeciwsiłą. Dzięki pradawnej magii, ludzie byli zdolni nią sterować.
Zmieniłeś podmiot, w rezultacie napisałeś: dzięki pradawnej magii ludzie byli zdolni sterować pradawną magią (no, masło maślane, bezsens i w ogóle)
zamiast:
dzięki pradawnej magii ludzie byli zdolni sterować nicością.
Jednak w rękach istoty tak kruchej jak człowiek, była ona niewyobrażalnie niebezpieczną bronią.
zaimki Cię gubią, nadużywanie ich zamiast podmiotów sprawia, że tu już naprawdę nie wiadomo, którego użytego wcześniej rzeczownika masz na myśli.
Ludzie skierowali przeciw bogu.
acz to już wynika z błędów wcześniejszych.
I tak o to rozdzieliły się.
oto... *gryzie paluchy*

Tak przynajmniej sądzili ci, którzy przetrwali, swoją drogą naiwne istoty.
Tak przynajmniej sądzili ci, którzy przetrwali, swoją drogą, naiwne istoty.
Ślad, który czekał będzie tylko w ukryciu na właściwy moment.
Ślad, który w ukryciu tylko czekał będzie na właściwy moment.
wolałabym tego nie tłumaczyć...
Rodzi się tylko pytanie:
powtórzenie, użyłeś 'tylko' zdanie wcześniej.
Mogę tylko snuć przypuszczenia,
i dwa zdania później O.o
W spoilerze uwagi... niby trochę ich jest... acz wydają mi się niedużego kalibru.
Wow! No jestem zaskoczona. Pojawia się dokładnie to, czego oczekiwałam. Ten wstęp pisany na modłę mitu intryguje, przyciąga, to jest naprawdę świetne rozpoczęcie!

Gratuluję, czekam na więcej... hmm... i tylko... czy mógłbyś spróbować częściej podmieniać czasownik 'być' na nieco dynamiczne formy?
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Sakrex

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Sakrex » 23 grudnia 2012, 00:09

Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki wszystkim ;D Błędziki poprawiłem - ciągle zastanawiam się czemu gdy czytam tekst trudno mi je dostrzec - nawet te najbardziej oczywiste ??? Ale to pozostanie zagadką do końca moich dni, i dziękuje tylko, że istnieją na świecie tacy ludzie jak Wołsza, których sprawne oko dostrzeże niemal każde uchybienie.

Szczególnie zależało mi na ocenie kogoś kto czytał poprzednią wersję dlatego dziękuje po raz wtóry Wołszy, że chciało się jej ponownie zanurzyć w mój świat ;P Ale oczywiście jestem także wdzięczny każdemu, kto pokusił się o przeczytanie mojego tekstu i skomentowanie go.

Postaram sie w okresie świątecznym wrzucić pierwszy rozdział. Powinno pójść mi to w miarę szybko bo mam już bazę;P W drugim planuje wprowadzić dość spore zmiany, które w pierwotnej wersji planowane były dopiero na rozdział czwarty. No mam nadzieję, że w tekście każdy znajdzie coś dla siebie i obiecuję włożyć w niego sporo wysiłku, żeby chociaż nie był gorszy od poprzedniej wersji :D

Dzięki Waszym komentarzom dostałem nowego zapału, aż się tak strasznie rozpisałem...

Pozdrawiam wszystkich;P

Awatar użytkownika
Hellbringer

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Hellbringer » 23 grudnia 2012, 14:24

Witaj, Sakrexie! Dzisiaj postanowiłem zająć się twoim tekstem i wytknąć ci każdy - nawet najmniejszy - błąd oraz dodać kilka, mam nadzieję, pomocnych uwag. Jeśli w moim komentarzu pojawią się jakieś drobne literówki, wybacz mi za to, ale klawiatura tego laptopa doprowadza mnie do furii. Oby ten nastrój nie przełożył się na język komentarza ;]

Rozsiądźmy się wygodnie, ja na swoim, ty na swoim fotelu i popatrzmy na twój tekst. Mam nadzieję, że doskonale widzisz każdą literkę... A zauważyłeś, czego brakuje? Znaków interpunkcyjnych. Jedziemy z koksem, koleś!
SpoilerShow
Sakrex pisze:Pierwsze kilka słów wyjaśnienia - zamieszczam nową wersję Kronik Równowagi, gdyż postanowiłem trochę je edytować. Mam nadzieję, że okaże się lepsza od poprzedniczki. Doznałem głębokiej ochoty, aby coś zmienić w pierwotnym tekście. Tak więc - nie liczę na jakieś rozbudowane krytyki (chociaż te jak najbardziej mile widziane), ale głównie na kilka słów ogólnej opinii. Rozumiem, że po przeczytaniu pierwszej wersji niewielu będzie się chciało przebrnąć przez kolejną, ale jak najbardziej nie będę miał nikomu tego za złe, sam nie wiem, czy miałbym ochotę na podobny wyczyn ;)
Proszę, proszę, niby wyjaśnieni, a już brak przecinków! Oj, zły początek, zły... Żartowałem ^^ Nie martw się, brak kilku przecinków nie skłoni mnie do zabicia cię, ale lepiej je popraw. Doradzam ci też, żebyś sam szukał błędów, nim coś opublikujesz nie dlatego, że jestem leniwy... Dobra, dlatego też, ale głównie chodzi o to, żebyś miał nawyk szukania błędów i poprawiania ich. Kto wie, może kiedyś dojdziesz do poziomu mistrza interpunkcji, który nie popełnia błędów?
Jeśli masz jakieś wątpliwości, istnieje ciekawa strona, która może ci odrobinę pomóc: http://www.przecinki.pl/ Skorzystałem z niej, żeby sprawdzić, czy moje poprawki są słuszne. Pokazało mi, że tak ;]
Sakrex pisze:„Jeśli nie chcesz mieć swego udziału w klęskach,
nie będziesz go miał również w zwycięstwach”.

Antoine de Saint-Exupéry
Postaw kropkę za cudzysłowem dla poprawności interpunkcyjnej. Swoją drogą, świetne motto, które zostało bardzo zgrabnie zaznaczone. Dziesięć punktów dla Gryffindoru za formę pracy!
Sakrex pisze:Na początku był chaos...
Wstawiłbym tu wielokropek zamiast kropki, bo następne zdanie jakby burzy ciągłość poprzedniego.
Sakrex pisze:To nie była jednak prawda, potrzebna była bowiem siła, która zebrałaby wszystko razem, nadała sens materii, tworzyła skomplikowane algorytmy... ale przede wszystkim równoważyła dzieło chaosu i wspólnie z nim kreowała cudowną rzeczywistość.
Te zdania są dla mnie rozdzielone na siłę, nie ma potrzeby tak ich kaleczyć. Razem wyglądają pięknie, o ile dobrze je połączyć. Nie bójmy się zdań-tasiemców, jeśli są dobrze napisane.
Sakrex pisze:Stworzyli Nicość. [...] Nawet jego siła nie mogła się równać z siłą pustki.
Jak dla mnie, jest to pewna niekonsekwencja, raz pisać coś wielką literą, raz małą. Nicość to nie pustka, ale to wyrazy bliskoznaczne, a u ciebie to po prostu zamienniki. Proponuję i pustkę pisać wielką literą.
Sakrex pisze:Nawet jego siła nie mogła się równać z siłą pustki. Lecz bóg uczynił ostatnią rzecz, jaką w tej chwili mógł uczynić.
Lecz? Lecz pasuje tu jak kwadrat do okrągłej dziury - no nijak nie przejdzie! Zamień to lecz na dlatego, wyjdzie lepiej.
Sakrex pisze:Ślad, który w ukryciu tylko czekał będzie na właściwy moment.

Chyba zjadłeś "kiedy". Smaczne było? A jak już wstawisz "kiedy", to postaw przed nim przecinek, niech mu samotnie nie będzie.
Sakrex pisze:I tu rodzi się pytanie: czemu w wir wydarzeń zostałam wciągnięta akurat ja?
To całe "i tu" dodałem tylko ze względów stylistycznych. A co do "czemu" - ma zaczynać się małą literą.
Brawo! Dotrwaliśmy do końca tych nudnych poprawek, możemy teraz razem popiszczeć jak dwunastolatki, bo to opowiadanie jest piękne jak Edward ze Zmierzchu! A nie, czekaj, to by nie był komplement... I nie jest. Prolog faktycznie jest śliczny, tak. Jest on niejako twarzą całego opowiadania i tak jak twarzyczka Edzia-pedzia, jest naprawdę piękny. Sam Edzio jako postać nie był jednak zbyt fajny, dlatego poznając go lepiej, można tylko coraz mocniej strzelać facepalma. W ten oto zawoalowany sposób chcę ci powiedzieć, że spoczywa na tobie ogromna odpowiedzialność, gdyż poziom prologu jest wysoki, dlatego jeśli coś zepsujesz, będzie to podwójnie widoczne. Ale tego ci nie życzę ;]
Forma tekstu jet super. Akapitów nie stawiasz, ale je zastępujesz w widoczny i ładny sposób, więc się nie przyczepiam. To, co ma być wyszczególnione, jest wyszczególnione, czego chcieć więcej? Szału nie ma, bo niektórzy robią na przykład gify jako tytuły albo coś takiego... ale na cholerę się męczyć, skoro tak też jest ładnie?
Treść... powalająca. Mnie to zaciekawiło i uważam, że to jeden z lepszych tekstów tego roku. Będzie głosowanie na najlepszy tekst miesiąca, to zagłosuję na twój (o ile nie pojawi się coś lepszego).

No, to tyle. Chcesz czegoś więcej? Jeśli tak, pisz.

Awatar użytkownika
Sakrex

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Sakrex » 23 grudnia 2012, 21:38

O jej ;P Dzięki, nie sądziłem, że zasłużę na takie treściwe oceny. Muszę przyznać, że boję się wstawiać kolejną część. Boję się, że nie uda mi się wystarczająco dobrze kontynuować opowieści. Z drugiej strony, jest to pewna mobilizacja. Gdyby nie to, że przed świętami tyle roboty i jestem już padnięty po całym dniu pracy, na pewno dokończyłbym pierwszy rozdział dzisiaj... Niestety, nie wiem, kiedy znajdę na to chwilę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie;P

Jedno, malutkie pytanko mam do Hella - nie czaję, w jaki sposób, mam wcisnąć to "kiedy". Chyba mój umysł już poszedł spać, bo naprawdę nie sposób mi znaleźć dla "kiedy" miejsca ;P
Hellbringer pisze:
Sakrex pisze: Ślad, który w ukryciu tylko czekał będzie na właściwy moment.
Chyba zjadłeś "kiedy". Smaczne było? A jak już wstawisz "kiedy", to postaw przed nim przecinek, niech mu samotnie nie będzie.
Tak poza tym to chyba wszystko rozumiem;P Dzięki za wysiłek i poświęcenie mi cennego czasu.

Awatar użytkownika
Hellbringer

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Hellbringer » 23 grudnia 2012, 21:53

Między "czekał" a "będzie", gdzie niby indziej? O____O

Dobrze, że czujesz strach i że ten strach mobilizuje, taki był mój cel. Życzę ci powodzenia.

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: wołszebnik » 23 grudnia 2012, 21:58

Hell... nie tym razem, przeczytaj uważnie ;)
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Hellbringer

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Hellbringer » 24 grudnia 2012, 10:20

Jak to nie? O MÓJ BOŻE FAKTYCZNIE! Przepraszam, przepraszam, przepraszam!

Awatar użytkownika
Sakrex

Re: Kroniki Równowagi

Post autor: Sakrex » 30 grudnia 2012, 12:15

I oto nadszedł czas na pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że okaże się w miarę dobry ;D

„Najważniejsze spotkania odbywają się w duszy,
na długo przed tym, nim spotkają się ciała”.


Paulo Coelho



Rozdział I
We mgle


Mogłabym się rozpisywać, tworząc zmyślne historie. Mogłabym snuć długie opowiadania, pełne fantastycznych zjawisk i niezapomnianych przygód. Pragnę jednak, by świat poznał prawdę, dlatego zacznę od samego początku...

...

-Andy! Andy, wstawaj dziecko! Jeszcze chwila i zaśpisz! Już więcej cię budzić nie będę! – Usłyszałam potworny tupot. Hałas, przypominający stąpanie żelaznej bestii, nie pozwolił mi na dłuższe lenistwo. Powoli mój mózg zaczynał trzeźwo myśleć. Wysiliłam więc wszystkie zmysły i...

- O nie, przecież to dziś – dotarło w końcu do mnie. Niechętnie podniosłam z łóżka ociężałą głowę. – Jak to jest, że im dłużej śpię, tym trudniej jest mi wstać rano? – po raz kolejny zadałam sobie pytanie, frapujące mnie od jakiegoś czasu.

Hałas na schodach nasilił się i powoli zbliżał do drzwi pokoju. Była to dla mnie pewna nowość – moją sypialnię nie często odwiedzali goście. Można by rzec, że odwiedziny, stanowiły dla mnie niezwykłą rzadkość. Moja rodzina składała się z czterech, bardzo leniwych osób, a że nie mieliśmy zbyt wiele pieniędzy, nie mogliśmy sobie pozwolić na podnośnik osobowy, który znajdował się już w niemal każdym mieszkaniu w sąsiedztwie. A komu chciałoby się wspinać po stromych schodach aż tu, na poddasze?

Ceniłam jednak za to mój pokój – owszem, był mały, oszczędnie urządzony, potrafił przytłoczyć ciemnymi kolorami ścian – których to nie rozjaśniały najróżniejsze plakaty, porozwieszane niemal na każdym skrawku wolnej przestrzeni. Znajdował się jednak na tyle wysoko, że mogłam liczyć na pewnego rodzaju prywatność. Posiadałam swoją własną, niezbędną do życia, intymną sferę, której naruszenie wiązało się z obnażeniem moich tajemnic przed całą rodziną. Miałam niewiele sekretów, jednak tych kilka, które pielęgnowałam od jakiegoś czasu, nie mogło tak po prostu wyjść na światło dzienne.

Na poddaszu żyłam swoim własnym życiem. Śmieci zagracały podłogę, a ubrania walały się niemal wszędzie. Jednak podobał mi się tak urządzony pokój. Nigdy nie byłam zwolenniczką zasad feng-shui. Chaos – to jedyna rzecz, która sprawiała, że mogłam poczuć się sobą, w tym uporządkowanym świecie.

Mama w końcu dotarła na górę. Niepewnie uchyliła drzwi. Od razu uderzył mnie zapach jej delikatnych perfum. Zapach, który nieodłącznie kojarzył mi się z moim domem, miłością i dzieciństwem.

Victoria wyglądała na jeszcze bardziej podekscytowaną całą sytuacją niż ja. Już od kilku dni rozsadzał ją nadmiar energii, jednak dzisiaj przeszła samą siebie i wspięła się, by odwiedzić mnie na poddaszu.

Uzmysłowiłam sobie, że minęły wieki, od kiedy ostatni raz gościła w mojej sypialni. Byłam wtedy mała, naprawdę mała. Pamiętam jak opowiadała mi bajki na dobranoc. „Królewna śnieżka i jej siedmiu robo-służących” – kawał dobrej lektury, a nie te straszydła, które dziś bez problemu można oglądać w elektronicznych wizualizatorach. Ogłupiają tylko umysły naiwnych dzieci, ot co.

Mama nic nie zmieniła się od czasów mojego dzieciństwa. To samo spojrzenie brązowych oczu, wymierzone wprost we mnie, jak za dawnych dni. Wzrok Victorii dało się bez problemu rozszyfrować – wiedziałam, że targają nią silne uczucia. Zdenerwowanie biło wyraźnie z jej twarzy. Wprawne oko dojrzałoby też odrobinę zakłopotania i głębokiego żalu za popełnione w przeszłości czyny.

- Andy! – Jej idealnie owalna, wręcz elfia twarz, wykrzywiła się w delikatnym grymasie, gdy zaczęła rozglądać się po moim pokoju. Zapewne zauważyła wielką stertę brudnych ubrań. Popatrzyła na mnie groźnie, ale wiedząc chyba, iż mam na głowie ważniejsze sprawy, zreflektowała się szybko udając, że tak naprawdę nie przeszkadza jej bałagan szalejący wokół.

- Mamo, spokojnie, już wstaję. – Pozbierałam na powrót moje myśli. Skupiłam się na chwili obecnej. - Widzę, że pofatygowałaś się aż tu. Wow, jestem pozytywnie zaskoczona. – Mój wzrok potoczył się po pokoju i na chwilę zatrzymał na budziku, który po raz kolejny się zepsuł. – Znowu to samo, gdyby nie był prezentem od Angusa, już dawno wyrzuciłabym ten szmelc! – zezłościłam się. Miałam nadzieję, że Victoria tego nie zauważyła. Nie chciałam, by źle zinterpretowała moje negatywne odczucia.

- Która godzina? – zapytałam.

- Wpół do dziewiątej. Czekam na ciebie już od trzech kwadransów. Twój prom na pewno dawno odleciał.

- Spokojnie... – W jednej chwili przeanalizowałam całą sytuację. – O dziewiątej leci następny, szybko się pozbieram i zdążę. – Odetchnęłam z ulgą. Nie jest jeszcze tak źle. Na szczęście nie byłam nigdzie umówiona na określoną godzinę.

- Dobrze kochanie, ale pospiesz się. – Kiedy Victoria usiadła na skraju łóżka, jej ręka bezwiednie powędrowała w stronę ciemnobrązowych włosów. Często tak robiła, gdy była zaniepokojona. Poprawiała fryzurę, chociaż ta sama układała się, falując i dając zdumiewająco dobry efekt. Praktycznie nie musiała czesać włosów, by te wyglądały, jakby dopiero co wyszła z salonu kosmetycznego.

W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Starając się przerwać impas, wstałam nagle na równe nogi.

- No dobra, koniec leniuchowania, czas się zbierać, w końcu mam dzisiaj sporo zajęć. – Mama kiwnęła potakująco głową i wyszła. Usłyszałam tupot na schodach i ponownie cisza zawisła w powietrzu.

Podeszłam do okna. Na zewnątrz rozlewała się niezwykle gęsta mgła. Odsunęłam szerzej zasłony, pragnąc wpuścić więcej światła do środka smętnego pokoju, jednak mokre powietrze doskonale pochłonęło promienie słoneczne. W gruncie rzeczy, przyzwyczaiłam się do tego widoku. Od dłuższego czasu była to niemal codzienność. – Żałosne – pomyślałam. Człowiek, w całej swojej doskonałości, zapanował już niemal nad wszystkim, o czym tylko marzył. Siły natury nadal przerastały jego możliwości. No oczywiście, ludzie potrafili powodować ulewne deszcze, umieli sprawić, by dany dzień był słoneczny lub pogrążył się w chmurach. Jednak nieprzewidywalność złożonej struktury świata sprawiała, że często pojawiał się jakiś błąd, wypadek, czy anomalia – niespodziewana i niemożliwa do powstrzymania, niczym skutek uboczny zażywania jakiegoś leku.

Poszłam do naszej niewielkiej łazienki. Spojrzałam w lustro i przestraszyłam się trochę. Długie włosy były okropnie poplątane. Mieniły się różnymi odcieniami rdzawego i kasztanowego koloru, tworząc nieuporządkowany kołtun, przypominający miedziane druciki.

Po szybkiej, porannej toalecie i uporaniu się z fryzurą, wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy moje znoszone, choć najelegantsze ciuchy i ubrałam je szybko. No cóż, wyglądałam w nich dość schludne. Były czyste, zadbane, fakt faktem używane, ale jednak w miarę przyzwoite.

- Pora na śniadanie – pomyślałam i czym prędzej udałam się na dół. W kuchni zastałam mamę. Chodziła z jednego kąta w drugi, bez bliżej określonego celu. Zauważyłam gorący napój na stole. Para wesoło ulatywała z jego wnętrza, zachęcając do upicia chociaż łyczka płynu. Z pewnością był przygotowany specjalnie dla mnie, więc bez wahania, wlałam do gardła kilka kropel. Victoria najwyraźniej dopiero po chwili zauważyła moją obecność, lecz nie była skora do poprowadzenia rozmowy. Wobec tego, odezwałam się pierwsza:

- Alan śpi? – spytałam. – Już dawno nie widziałam mojego małego braciszka – ostatnie słowa wypowiedziałam z silnym akcentem, gdyż nazywanie tego chłopca „małym”, było lekką przesadą. Mierzył prawie dwa metry, chociaż był ode mnie o trzy lata młodszy. Ta dzisiejsza młodzież rośnie strasznie szybko...

- Tak , poszedł spać naprawdę późno... – w głosie mamy wyczułam zmartwienie.

- Moim skromnym zdaniem, powinniście się bardziej przyjrzeć poczynaniom tego urwisa – znów wyraziłam się o nim dużo łagodniej niż wymagała tego sytuacja. – Mówiąc wy, mam na myśli ciebie i Konrada. Powinien w końcu pokazać swoją ciężką, ojcowską dłoń. – Spojrzałam wymownie na Victorię. Moje stwierdzenie było jak najbardziej uzasadnione. Alan włóczył się już od jakiegoś czasu z grupą podejrzanych znajomych. Wracał nad ranem i wstawał popołudniami w bardzo kiepskim stanie. Ale niedługo się to skończy, a przynajmniej taką mam nadzieję. To już ostatnie dni wakacji - szkoła nie pozwoli mu na hulanki. Chociaż znając jego kreatywność... na pewno znajdzie sposób, na spędzanie czasu ze swoją zgrają.

- Znasz przecież Alana, on i tak zawsze postawi na swoim. – No tak. Najlepsze wyjście z każdej złej sytuacji – odpuścić. Mogłam się tego spodziewać. Wygląda na to, że będę musiała uciąć sobie małą pogawędkę z Konradem, bo rozmowa z mamą nie przynosiła nigdy żadnych rezultatów.

Po chwili opuściłam dom. Wychodząc, omal nie potknęłam się na nierównych schodach. Złapałam jednak równowagę i pobiegłam, używając wszystkich zapasów siły. Na szczęście zdążyłam na przystań, nim jeszcze pojawił się prom.

Statek powietrzny jak zwykle zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wielka sterta żelastwa, pomyślałby ktoś, nie wgłębiający się w szczegóły. Ja zauważyłam jednak duszę machiny. Kolos kształtem przypominał duże, poziomo ułożone jajo. Zaopatrzono go w parę jasnych reflektorów. Połyskliwy metal, z którego zrobiony był prom, mienił się lekkim błękitem – to zapewne za sprawą chromowania powierzchni statku. Kilka owalnych okien przeszywała żelazna siatka - dosłownie wtopiona w szkło, mająca zabezpieczyć pasażerów przed zbłąkanymi obiektami niewiadomego pochodzenia, często trafiającymi w którąś burtę. Z tyłu umieszczono niewielkie silniki odrzutowe sprawiające, że pojazd mógł wykonywać dowolne manewry w powietrzu. Dość pokaźne drzwi, znajdujące się wprost przede mną, dopełniały dzieła. Wykonane były bowiem z wielką dokładnością. Wygrawerowane obrazki przedstawiały krótką instrukcję obsługi, niezbędną dla osób, pierwszy raz korzystających z promu. Obok wejścia na statek znajdowało się miejsce przygotowane specjalnie do skanowania dyskietek. Podsunęłam więc mój Magnetyczny Identyfikator dla Nieletnich Obywateli pod laser. Po chwili zapaliła się zielona lampka, co oznaczało, że mogę swobodnie wejść do wnętrza machiny.

Na promie nie było wiele osób. Ot, jakaś starsza pani kuliła się na przednim siedzeniu. Niedaleko niej siedział młody chłopak, zafascynowany śledzeniem jakiś obrazków na swoim fotowizjerze. Nie lubiłam towarzystwa innych, więc zajęłam miejsce w samym tyle pojazdu, na wygodnym, szerokim fotelu, tuż przy oknie. Automat, wiszący nad moją głową, natychmiast obniżył się lekko. Z głośnika wydobył się syntetyczny głos, pytający, gdzie chciałabym się udać. Wiedząc, że odbiornik w aparaturze nie jest zbyt czuły na fale dźwiękowe, prawie krzyknęłam:

- POZIOM ÓSMY, PRZYSTAŃ NUMER TRZY – dokładnie zaakcentowałam każdą głoskę. Miałam nadzieję, że zostałam dobrze zrozumiana. Potwierdzeniem odebrania komendy, było wysunięcie się specjalnego monitorka z otworem. Na ekranie wyświetlił się napis: „Poziom ósmy; Przytań III”, a pod nim kwota do zapłaty. Bilet kosztował trzy aury, niby niewiele, ale jednak zawsze coś. Była również opcja zapłacenia kartą, lecz jako niepełnoletnia osoba, nie posiadałam swojego konta w banku. Wrzuciłam więc małą, połyskliwą monetę do wnętrza automatu. Na koniec wyświetlił się napis: „Transakcja zakończona powodzeniem. Linie PromCity życzą przyjemnej podróży”.

Wygodnie ułożyłam się więc w fotelu. Błądziłam wzrokiem po mijanych za oknem budynkach. Platformy rozmywały się w smugach przymglonego światła. Poziomy i przystanie przelatywały tak szybko, że nie mogłam zorientować się, gdzie tak naprawdę teraz jestem. - Fascynujące konstrukcje – pomyślałam. Poziomy istnieją tu, odkąd tylko sięgam pamięcią, a nawet o wiele dłużej. Najbogatsi zamieszkiwali te najwyżej położone, biedniejsi środkowe. Ten oznaczony cyferką zero był zawładnięty przez groźne mafie i ugrupowania. Nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszczałby się tam. Wszędzie tylko narkotyki, broń i przemoc.

Poziomy wyglądały jak zawieszone w przestrzeni, jednak wspierały się na silnych, stalowych i żelaznych konstrukcjach. Na twardym gruncie nie dało się już żyć. Ziemia była zbyt skażona, by móc się tam pojawić bez odpowiedniego skafandra ochronnego. Taki stan rzeczy miał jeszcze jedną zaletę. Na kilometrze kwadratowym ziemi można było postawić nie więcej, niż kilometr kwadratowy zabudowań. Jednak stosując poziomy, z jednostki powierzchni, otrzymywaliśmy obszar dziesiątki razy rozleglejszy.

Jedynym sposobem na sprawne przemieszczanie się po kondygnacjach był lot. Kogo nie było stać na własny pojazd, korzystał najczęściej z linii PromCity. Nasza rodzina nie miała statku, więc jedynym wyjściem, były niezastąpione promy.

Usłyszałam wyraźny głos robota, oznajmującego koniec trasy:

- Poziom ósmy, przystań numer trzy, drzwi po lewej. – Bezzwłocznie udałam się do wyjścia. Zauważyłam, że starsza pani dalej zajmuje swoje miejsce i w ogóle się nie porusza. Podeszłam bliżej i nagle... chrapnęła. Biedna starowinka ucięła sobie tylko małą drzemkę.

Mgła była znaczne mniej gęsta, ale i tak czułam się odrobinę zagubiona. Podróż tutaj nie należała do łatwych zadań. Vimontcity było jednym z większych miast-kondygnacji. Rozpościerało się na trzech poziomach – od siódmego (zajętego przez sieci sklepów, firmy, fabryki i dział rozrywki), poprzez ósmy (sektory administracji i zarządzania), kończąc na dziewiątym (strefa mieszkalna z siedzibami uczelni, małymi pubami oraz restauracjami). Przeraził mnie odrobinę ogrom aglomeracji. Wszędzie tylko góry żelastwa. Mgła rozchodząca się aż po widnokrąg i ni to cienie, ni duchy, przemykające gdzieniegdzie, napełniły mnie nieuzasadnionym lękiem. Żółte światło, rozlewające się niczym mleko na chodniki, przywodziło na myśl złote wysepki. Latające pojazdy, przypominające żyjątka nieśmiało poruszające się w toni wodnej sprawiały, że całość nabierała wyrazu smutku i samotności. Niewiele ludzi przemieszczało się po ulicach. Miasto funkcjonowało jak trybiki w zegarku, wolno odmierzające każdą minutę.

Po pewnym czasie dotarłam do Biura Kontroli Obywateli – pierwszego punktu na mojej dzisiejszej liście. Budynek z zewnątrz prezentował się nie najlepiej. Konstrukcja wyglądała na chwiejną, tynk dawno odleciał z ogromnych ścian. Przez olbrzymie okna sączył się nieśmiały blask. Obok drzwi znajdowała się tablica, w dużej części nieczytelna z powodu martwych pikseli. Dało się jednak odczytać na którym piętrze i w którym okienku mogę załatwić mój interes.

Wewnątrz czekało mnie miłe zaskoczenie. Przestronne atrium, zachęcało do wejścia dalej, w głąb budynku. Lśniąca posadzka była tak wypolerowana, że niemal dostrzegałam w niej swoje odbicie. W centrum sali znajdowały się... nie, wzrok mnie chyba nie mylił. - Żywe kwiaty - pomyślałam w pierwszej chwili. Podeszłam bliżej i z rozczarowaniem stwierdziłam, że to imitacje. Niezwykle realne, z dopracowanymi szczegółami, jednak tylko hologramowe duplikaty. Były naprawdę piękne. Rośliny znałam tylko ze starych obrazów, jednak nic nie zastąpi prawdziwej natury. Gdybym miała dość pieniędzy, stworzyłabym swój własny ogród. Jednak na taki luksus pozwolić sobie mogli tylko nieliczni.

- Dzień dobry, pani w jakiej sprawie – odezwał się żeński głos z okienka. Android popatrzył na mnie szklanymi oczami.

- No tak – pomyślałam – Andy, chyba nie spodziewałaś się zobaczyć żywego człowieka? – Od ostatniej ustawy pozwalającej istotom, posiadającym prawie ludzką inteligencję, zajmować stanowiska w dziale administracji, urzędy z pewnością zyskały dużo pieniędzy. Jednak nikt nie przewidział fali bezrobocia, która ogarnęła społeczeństwo. Pensja androida jest znacząco mniejsza, ale jakość świadczonych usług też jakby odrobinę spadła.

- Dzień dobry! – nachalnym głosem powtórzył robot.

- Witam, ja w sprawie nowego Magnetycznego Identyfikatora dla Pełnoletnich Obywateli – wysapałam do okienka, prawie jednym tchem.

- Proszę okazać stary egzemplarz. – Zaczęłam gorączkowo przeszukiwać swoją torebkę. Kiedy wsiadałam do promu jeszcze tu był. Włożyłam rękę do kieszeni i nareszcie się odnalazł.

- O jest, to znaczy... proszę bardzo! – Podałam kartę do okienka.

- Dziękuję, proszę odebrać MIPO w kolejnym okienku, do widzenia.

- Strasznie bezosobowa była ta rozmowa – pomyślałam. - Nie lubię androidów...

Razem z moją nową magnetyczną kartą, udałam się promem do kolejnego punktu podróży. MIPO – rzecz, bez której szary obywatel nie mógł się obejść. Ten dokument był naprawdę bardzo potrzebny. Wymagali go niemal wszędzie – w urzędzie, pracy, szkole, czy nawet głupiej komunikacji międzypoziomowej. Podejrzewałam, że dzięki tej zmyślnej karcie, władze mogły monitorować każdy nasz ruch. Jednak nie przeszkadzało mi to za bardzo. W końcu nie miałam nic do ukrycia.

Na miejsce dotarłam w kilkanaście minut. Blok wydał mi się niezwykle obskurnym i ponurym miejscem. Gdy już uporałam się z audiofonem, weszłam na klatkę schodową. Uderzył mnie tam ostry zapach stęchlizny. Zapukałam do drzwi numer jeden. Otworzył mi starszy jegomość. Kiedy ujrzał mnie u swego progu, jego twarz złagodził delikatny uśmiech.

- Witaj, ty musisz być Andy? – Od razu rozpoznałam ten głęboki, tubalny głos. Kilka dni wcześniej szukałam ogłoszenia dotyczącego wynajmu małego mieszkanka. Trafiłam na anons pana Clarka. Oferta wydała mi się kusząca, więc zadzwoniłam do niego i oto teraz stałam przed jego drzwiami.

Lokal nie był może zbyt duży, ale wystarczająco wszechstronny dla dwóch osób. Poza tym Angusowi również oferta przypadła do gustu. Nie zastanawialiśmy się długo, w obawie, że ktoś sprzątnie nam ten ciepły kąsek sprzed nosa.

- Dzień dobry, panie Clark. – Mój rozmówca lekko drgnął, na dźwięk swojego imienia. – Mogłabym obejrzeć mieszkanie? – spytałam nieśmiało. Staruszka moje słowa jakby nagle obudziły z odrętwienia. Pokiwał twierdząco głową.

- Oczywiście. – Mężczyzna zachowywał się, jakby był lekko zaniepokojony. Zaprosił mnie jednak do środka.
Niepewnie przekroczyłam próg. Powietrze wreszcie nie drażniło nozdrzy okropnym zapachem. Wręcz przeciwnie. Wokół unosił się przyjemny aromat świeżego mentolu i syntetycznych przypraw.

Mieszkanko było urządzone naprawdę uroczo. Wszystko utrzymane w klimatach lat pięćdziesiątych, trzydziestego czwartego wieku. Każda rzecz miała tu swoje miejsce – malutka szafeczka tuż obok drzwi, automatyczny wieszak na ubrania, stylowa, imitująca drewno podłoga, geometryczne kształty i jasne kolory sprawiały, że lokal nabierał specyficznego wyrazu. Dwa pozostałe pokoje, kuchnia i łazienka, również przypadły mi do gustu.

- Wiele wspomnień? – spróbowałam odkryć obawy staruszka.

- Oj tak dziecko. Ale nie czas na ckliwe historie. Po prostu, tu się urodziłem i wychowałem, a trudno rozstać się z przeszłością. Jej nigdy nie zmienisz – zapamiętaj kochanie. Można o niej zapomnieć, ale ona i tak wróci, niczym natarczywa wiedźma, będzie cię prześladować do końca twych dni. Trzeba mieć wiele odwagi by się z nią zmierzyć, ale szanse na wygraną są raczej nikłe. Pamiętaj o tym, oj tak, pamiętaj. – Oczy mężczyzny zaszkliły się od łez, jednak żadna nie spadła na podłogę. Postanowiłam wziąć sobie jego radę do serca. Nie rozumiałam jeszcze tego co powiedział, ale wydawało mi się to, w pewien sposób, ważne. Stanowczo znaczyło to coś dla pana Clarka. Nie mogłam więc całkowicie zignorować jego słów, choć był to dla mnie całkowicie obcy człowiek.

- Zapamiętam, proszę pana – podsumowałam obojętnym tonem.

Nie pozostało nam nic innego, jak tylko zatwierdzić umowy. MIPO okazał się znów niezbędny, gdyż wszystko odbywało się drogą elektroniczną i tylko moją magnetyczną kartą, mogłam potwierdzić wynajem mieszkania. Dokument był dość prosto sformułowany, więc stwierdziłam brak jakichkolwiek pułapek, czy kruczków prawnych.

Opuściłam dom pana Clarka z mieszanymi uczuciami. Zdawało mi się, że przed chwilą byłam świadkiem niecodziennego wydarzenia. Przytłoczyła mnie też odpowiedzialność za pierwszą, poważną transakcję w moim życiu. Pełna różnego rodzaju myśli pędziłam na stację, gdyż niedługo miał się pojawić mój prom.

Gdy byłam już blisko, zdarzyło się coś całkowicie przeze mnie niespodziewanego. Mężczyzna pędzący w przeciwnym kierunku potrącił mnie. Z jego rąk wypadł jakiś neseser, a ja rozłożyłam się plackiem na chodniku.

- Najmocniej przepraszam – wysapał przechodzeń, potykając się jeszcze raz, tym razem o studzienkę ściekową. Szybko jednak pozbierał się z upadku. – Nic się panience nie stało? – zapytał uprzejmie. W tym momencie, zepsuta latarnia nade mną, rozbłysnęła jasnym światłem, ukazując sylwetkę i odkrywając każdą, nawet najdrobniejszą rysę mojej twarzy.

Młody mężczyzna na chwilę zaniemówił. Poprawił okulary i po chwili milczenia usłyszałam tylko jego ciche, ledwo docierające do moich uszu, słowa – To nie może być... zaraz, zaraz... To... podobieństwo. Tak, to musi być... Nie to niemożliwe. – Obrócił się szybko i pognał w swoją stronę, zostawiając neseser na ulicy. - Zachował się wyjątkowo niegrzecznie – pomyślałam. Podniosłam walizeczkę. Postanowiłam zaopiekować się nią w nadziei, że chłopak kiedyś znów mnie spotka, a cała sprawa się wyjaśni.

Ostatni raz popatrzyłam w stronę, w którą pobiegł podejrzany przechodzeń. Zobaczyłam tylko ciemną sylwetkę, rozpływającą się w mlecznobiałej, gęstej mgle...

Zablokowany