Drodzy Literkowicze!

Trwa głosowanie na PROZĘ MAJA! Zapraszamy do udziału w ankiecie.

Pompowanie ego w Internetach

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
Alrune
Posty: 106
Rejestracja: 29 czerwca 2013, 13:02

Pompowanie ego w Internetach

Post autor: Alrune » 20 listopada 2017, 21:36

Tekst napisany pod wpływem chwili i refleksji, które mnie naszły. Pisany prostym językiem, takim, jakbym mówiła, tłumaczyła komuś albo opowiadała. Jeśli błędy jakieś są to bardzo dziękuję za ich wskazanie, poprawię je na pewno jak najszybciej. Z góry dziękuję za wszelkie uwagi.

Człowiek to już taka istota odczuwająca wewnętrzną potrzebę przynależenia do jakiejś grupy. Takie to zwierzę stadne i nic na to się nie poradzi. Ktoś może powiedzieć, że są osoby żyjące całkowicie samotnie w dzisiejszych czasach, bez jakichkolwiek głębszych interakcji z innymi ludźmi. Zgadza się, jeśli mówimy tu tylko o osobach głównie starszych. Są one zazwyczaj z komputerem, „tą piekielną machiną” jak ją nazywają, nieobeznane i często także nie chcą z nich korzystać, tym bardziej do kontaktu z innymi przedstawicielami swojego gatunku.
Jednak teraz nie chcę o takich osobach mówić, oceniać ich czy cokolwiek. Nie są oni przedmiotem mojego zainteresowania.

Chciałabym przedstawić moim zdaniem dość ciekawy problem, a mianowicie o pompowaniu ego przez osoby w Internecie (albo jak kto woli w Internetach [błąd zamierzony]).
Zdarzało mi się swego czasu, jak każdemu, szwędać się to tu, to tam po różnego rodzaju stronach internetowych, forach czy czatach. Czasami to była ciekawość, kiedy indziej chęć poznania kogoś nowego, nauczenia się czegoś. Różne miałam motywy i różne osoby spotykałam. Zacznę może od początku swoich wędrówek, a zaczęło się nie inaczej jak właśnie na Literce (gdzieś koło 2010 roku, może 2011; dokładnie nie pamiętam a konto miałam skasowane, więc daty rejestracji nie sprawdzę). Przez przypadek wpadłam na forum, spodobało mi się i w niecałe dwa dni po znalezieniu strony wytworzyłam pierwszy tekst. Migusiem wrzuciłam go do odpowiedniego działu licząc na to, że to istny cud świata. No cóż, nie był. Co się dziwić, dopiero zaczynałam na bardziej poważnie przygodę z pisaniem (nie liczę skrobania gdzieś w zeszytach a później chowania ich w szufladach). Komentarze, mimo że nie takich oczekiwałam i liczyłam chociaż na jedną pochwałę, jakoś przyjęłam na klatę. Pisałam dalej, starałam się a nie zawsze to było łatwe. Czasami miałam wrażenie, że niektóre osoby, które mi pomagały w tamtym czasie wywyższały się, albo wręcz wymądrzały. Można by powiedzieć, że według mnie „pompowały swoje ego”. Wtedy tak myślałam. Po pewnym czasie, czego nikomu nie przyznałam, po prostu chciały dobrze, ale inaczej nie potrafiły przekazać i już. Albo i nie. Tego się nie dowiem, bo kontaktu z nimi nie mam aby zapytać wprost, czy ich ego tego potrzebowały, czy ja się myliłam.

Sama również doświadczyłam na samej sobie tego pompowania. Tak, sama mocno „pompowałam swoje ego w Internetach”, więc potrafię powiedzieć jak mocno jest to uzależniające uczucie. Taki swojego rodzaju narkotyk, z którego ciężko zrezygnować, a kiedy się go zostawia to jednak zostaje z tyłu głowy ciągle myśl o tym, że „a może jednak jeszcze trochę”. W moim przypadku w tamtym czasie posiadanie władzy nad innymi użytkownikami było niezbyt dobre, bo pompowało moje ego. Wiecie, admin to brzmi dumnie. Jest moc, jest władza nad innymi.

Ostatnimi czasy, chyba z nudów, zbłądziłam na jedną stronę tematyczną. Dotyczyła świata Harry’ego Pottera. Taka wirtualna szkoła magii. I się zaczęło. Cykl o czarodzieju zawsze lubiłam, taka lekka lektura, bajeczka. Nie ociągając się zbyt długo kliknęłam aby „zapisać się” do szkoły. Tak, zrobiłam to. Akurat były wakacje, więc zajęć szkolnych nie było, ale był czat. Zaczęłam czatować. Było bardzo miło, zachęcająco. Niektóre osoby były mocno ujmujące, aż można by pokusić się o stwierdzenie, że panowała tam „domowa atmosfera”. Nic bardziej mylnego, jak by powiedział Radek Kotarski. Wszystko było tylko pozorami.

Wspominałam, że były tam osoby, które pełniły funkcje „profesorów”? Podczas wakacji nie wiedziałam kto jaką funkcje pełni tam. Myślałam, że to tylko grupka osób, które zainteresowane są światem młodego czarodzieja i wspólnie spędzają czas, rozmawiają. Głupia byłam. I tutaj zauważyłam pierwsze pompowanie ego. Tytułowanie. Nie wystarczyło zwrócenie się nickiem z czatu (najczęściej zawierającym nazwisko wymyślonej przez nas osoby), trzeba było używać „panie profesorze X” albo „pani profesor X”.
SpoilerShow
Aż przypomina mi się zdarzenie, w którym koleżanka do jednego wykładowcy zwróciła się na studiach „panie doktorze X”, a ten jej odpowiedział, że „doktorem to ja byłem dawno, teraz jestem profesorem”. Z tym, że ten wykładowca w rzeczywistości miał stopień naukowy profesora, a przed nim zdobył wszystkie inne (dużo ich miał przed nazwiskiem).
W tamtej szkole magii uważałam, że to przecież tylko miała być zabawa, bo kto niby uzna nam „świadectwo” z takiej szkoły, a przynajmniej ja wychodziłam z założenia, że to tylko forma rozrywki. Zdarzyło mi się zwrócić samym imieniem lub nazwiskiem. Więcej tego nie zrobiłam. Dla świętego spokoju i nie kłócenia się.
Oczywiście nie wszystkie osoby pełniące funkcje nauczycieli były tak przewrażliwione, normalne jednostki też tam występowały.

Kolejnym w pewien sposób problemem były lekcje. Ja rozumiem, że jak nie chcesz to nie chodzisz, bo to nie jest zwykła szkoła. Miałam tam wrażenie, że zapisując się zobowiązuję się do chodzenia jak niemal na ćwiczenia czy zajęcia laboratoryjne na studiach. Wymogiem odgórnym było aby mieć 30% obecności na wszystkich obowiązkowych (tak, były obowiązkowe przedmioty) i tych, co się wybrało. Jeśli nie mogło nas być to trzeba było się usprawiedliwić, a wyglądało to tak, że wysyłało się wiadomość do danego nauczyciela, dyrekcji i opiekuna domu (tak jak było w kanonie byliśmy podzieleni na domy i każdy z nich miał opiekuna) z usprawiedliwiem się, wytłumaczeniem dlaczego nas nie było. Aż cisnęło się na usta czy L4 od lekarza wystarczy im lub zaświadczenie ze szpitala. A co zajęcia była lista obecności.

Same zajęcia odbywały się w takich godzinach, że na przykład większość osób w piątki planuje gdzieś wyjść albo wychodzi. Ewentualnie wracały po pracy i chciały odpocząć, spędzić czas ze znajomymi albo po prostu poleżeć na kanapie czy cokolwiek. Najgorsze było wtedy czepianie się „pompowanych profesorów” jeśli zjawiło się na następnych zajęciach albo przyszło posiedzieć i popisać na czacie. Wielkie oburzenie dlaczego śmieliśmy opuścić ich zajęcia dotyczące zaklęć magicznych i jak trzymać różdżkę, czy jak akcentować wyrazy. Wręcz obraza majestatu.

Jeśli chodzi o treści przekazywane na zajęciach to inna inszość. W większości przypadków było to coś, co nigdy nam się do życia nie przyda, ściśle związane z konkretnym uniwersum, to jest światem Harry’ego Pottera (o czym wiedziałam i się zgadzałam). Myślałam, że wystarczy przeczytać książki i coś wiedzieć. Myliłam się. Odpowiedzi na pytania własnymi słowami – jasne, ale tylko jeśli zawierają „słowa klucze”. Odpowiedź skopiowana z Internetu – źle, bo skopiowana, bo mieliśmy sami wymyśleć, „bo mam zły dzień a ty jesteś ze Slytherinu”. Uwierzycie, że dostałam opiernicz na zajęciach, bo nie dałam spacji w jakimś tam zapisie? Albo, że nie wiedziałam o co chodzi i poprosiłam o wytłumaczenie lub starałam się jakoś coś skojarzyć o co może chodzić? Takie akcje właśnie najczęściej odbywały się u „profesorów napomopowanych”. I były to zajęcia typowo niezwiązane w żaden sposób z rzeczywistością.
SpoilerShow
Bo taka astronomia, czy opowiadanie o ciekawych miejscach występujących w rzeczywistości bardzo mi się podobały. Wręcz z chęcią czytałam informacje o gwiazdach albo rozmawiałam o powstaniu Wszechświata, lub o nawiedzonych domach czy miejscach. Taka ciekawość.
W pewnym momencie niektórzy nauczyciele zaczęli odchodzić, uczniowie, za zgodą dyrekcji, przenosić się do innych domów. Niezbyt miło było wchodzić już na czat, gdzie mówiono o „klątwie Slytherinu”, kiedy ktoś odchodził, bo miał dosyć konkretnych osób (chodziło głównie o osoby mające wysokie mniemanie o sobie, albo wręcz można by rzec będące narcyzami). Plus dochodziło dogryzanie na zajęciach, jeśli było się właśnie ze Slytherinu lub nie daj Bóg przeniosłeś się do tego konkretnego domu.
Największe natężenie nagonki zaczęło się niedługo po rozpoczęciu roku, a konkretnie po Chrzcie Kotów, bo takowy był. „Napompowani” nie mogli się pogodzić z werdyktami jury, bo są stronniczy, nieobiektywni. Robili burze na czacie, odchodzili obrażeni kiedy nie szło po ich myśli. Sama, z czystej złośliwości do której się przyznaję teraz i przyznawałam wtedy, dawałam kuksańce tym osobom, mówiłam dosadnie i niezbyt miło. Myślałam, że każdy może wyrazić swoje zdanie. Myliłam się, należało mówić tylko to, co powinno się mówić, albo milczeć, i ani słowa więcej, bo „oni mają problemy w życiu realnym, mają ciężko i jeszcze tutaj się im dokłada nerwów”. Jakby nikt z nas nie miał swoich zmartwień. Ciekawe, że prawo do braku „nerwów” mieli tylko „napompowani”.

Nauczyciele, ci co mieli ciekawe zajęcia albo byli normalni, odchodzili bo mieli dość, uczniowie uciekali. Główni sprawcy niewinni, ba nawet ich nagrodzono. Nie rozumiem do dzisiaj tej polityki. Sama po pewnym czasie stwierdziłam, że wystarczy i odeszłam. Mój Refluks mi w żartach powiedział, że więcej czasu spędzam na durnotach niż z nim, a on na przykład tego konkretnego dnia szedł na nockę, a ja przed nią zamiast posiedzieć z nim (lub jak narzekał, że mogłabym chociaż mu kanapkę zrobić), pisałam o budowie różdżki i jeszcze na dodatek się denerwowałam, że ktoś mi coś napisał i stresowałam się, że mam kartkówkę (jaka ja głupia byłam).
Zbiegło się to w czasie z odejściem większej ilości osób, w tym też osoby pełniącej funkcje dyrektora. Podobno sam odchodził, ale z pewnych źródeł wiadomo, że nie wiedział, że odchodzi ( :facepalm: ). I tak oto, ci co uwielbiali siebie i swoje ego osiągnęli szczyt. Myślicie, że to wystarczyło? Nie. Po nominacjach sypały się komentarze, że szkoła upada, że nie pociągną dalej i tym podobne (niektóre z nich po prostu były stwierdzeniem faktu). Sama także wypowiedziałam się w podobny sposób, nie obrażając nikogo. Wyraziłam swoje zdanie. Nie spodobało się to „napompowanym”. Bo kto ośmiela się mówić źle o ich rządach.
SpoilerShow
Rozumiem kiedy posypały się bany dla konkretnych osób, bo swoje myśli wyraziły w bardzo niecenzuralny sposób na temat „napompowanego profesora” i jego zaufanych osób.
Polityka domowej atmosfery, gdzie każdy może powiedzieć swoje zdanie, nawet neutralne, która była mi pokazana podczas wakacji zmieniła się na „z nami, albo przeciwko nam”.

Nadal zdarza mi się wchodzić na ich stronę (mają fajną gierkę i mi się spodobała, a do grania w nią nie trzeba „być uczniem”; fasola sama się nie podleje). Dzisiaj jednak nie mogłam wejść na stronę. Wyskakiwało mi okienko, że konto zablokowane. Grzecznie udałam się na czat w celu wyjaśnienia co i dlaczego. Dostałam tylko odpowiedź, że to dobrze i powinnam mieć zablokowany dostęp (co się później okazało to tylko jakieś ich problemy).
Być może za jakiś czas spojrzę na szkołę magiczną inaczej i na „napompowane” osoby, w co wątpię.

Awatar użytkownika
kreSka
Posty: 10
Rejestracja: 01 marca 2018, 20:50

Re: Pompowanie ego w Internetach

Post autor: kreSka » 21 kwietnia 2018, 11:51

współczuję... sama kiedyś przez parę dni była adminką na forum . Korciło mnie - dac upomnienie, zedytować, nie reagować na skargi , dać bana ... - admin - to brzmi dumie a władza uderza do głowy...

Awatar użytkownika
Alrune
Posty: 106
Rejestracja: 29 czerwca 2013, 13:02

Re: Pompowanie ego w Internetach

Post autor: Alrune » 24 kwietnia 2018, 05:30

kreSka - Twój komentarz był mi niezmiernie pomocny. Dziękuję za niego.

ODPOWIEDZ