Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Kroniki Shannary, czyli o sztuce teleportu

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 211
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Kroniki Shannary, czyli o sztuce teleportu

Post autor: MononokeGirl » 05 lutego 2017, 06:24

Skończyły mi się wszystkie seriale. Na czytanie za bardzo nie ma czasu, bo w moim grafiku mogę wyszarpać najwyżej jedną wolną godzinę dziennie, a jak się zagłębiam w książkę to nic mnie nie wyrwie - a na pewno nie coś tak prozaicznego jak praca, czy obowiązki. Zatem w ramach rozrywki pozostają filmy i seriale. Wtedy przeglądając Kawerna.pl, natknęłam się na króciutki post pt. "Czy czekacie na drugi sezon Kronik Shannary?" Przyciągnęło mnie magiczne słowo kronika. Kronika to książka, a na niemożliwy do zaspokojenia głód książek cierpiałam, więc wszystko co książkowate jest dobre, zatem Kroniki Shannary prawdopodobnie też. Żelazna logika. Tak na wszelki wypadek sprawdziłam sobie na Filmwebie i Wikipedii, co to w ogóle jest i zapowiadało się fajnie.
Pomysł wyglądał oryginalnie. Nasz świat - Świat Ludzi - uległ niemal całkowitej zagładzie. Tysiące lat po tej apokalipsie, która prawie wybiła ludzkość, Ziemię zasiedlają cztery rasy - władające nią niemal niepodzielnie elfy, niedobitki ludzi, buntownicze gnomy i przerażające trole. Nasza współczesność dla elfów jest tym, czym dla nas opowieści o Atlantydzie. Odległa i trudna do uwierzenia. Tymczasem mają własne, nieco bliższe ich czasom legendy. Otóż w Srebrnym Mieście rośnie święte drzewo Ellcrys. Jest ono pieczęcią utrzymującą hordy demonów od elfiej cywilizacji z daleka. Jeśli Ellcrys umrze, świat zaleje demoniczna armia pod wodzą potwornego Dagda Mora. I w ochronie Ellcrys, z którego nagle zaczynają opadać liście, w podróż wyrusza trójka bohaterów. Pierwsza elfka wśród Wybranych - prywatnej straży Ellcrys - i księżniczka, Amberle (Poppy Drayton). Z nią idzie nieświadomy swego dziedzictwa potomek sławnego rodu Shannara - Wil (Austin Butler). A później dołącza do nich Wędrowniczka Eretria (Ivana Baquero).
O ile drużyna zebrała się klasyczna to nie wiem jak Wy, ale ja jeszcze nie spotkałam się w serialu z taką mieszanką - trochę postapo, trochę steampunk i epic fantasy? Brzmiało bardzo zachęcająco. Zwłaszcza, że okazało się też być ekranizacją książki Terryego Brooksa (czyli już jest poziom książkowatości do 2 potęgi), a ja akurat potrzebowałam zanurzyć się w takiej opowieści z potworami i wojownikami.
Czy twórcom udało się sprostać oczekiwaniom, które sobie wyrobiłam? Mogłabym na to pytanie odpowiedzieć równie dyplomatycznie jak mój kuzyn po zaciągnięciu na Zmierzch przez jego dziewczynę:
-I jak, podobało ci się?
-Wiesz co... Efekty specjalne były dobre!
Po czym następowała bardzo długa litania tego, jakie efekty mu się podobały: że wilki, że walka, że coś. Tak, jakby spędził cały film, zapamiętując takie szczegóły i szykując się do zmylenia w ten sposób przeciwnika. Naiwny dałby się oszukać tej wyliczance, bo skoro zapamiętał aż tyle to musiało mu się podobać. Fakt jest jednak taki, że było wręcz odwrotnie. Nie podobało mu się tak bardzo, że jak pojawiło się coś, na czym mógł się skupić choć na chwilę to mimowolnie zapadało mu to w pamięć. Moja odpowiedź na pytanie, czy podobały mi się Kroniki Shannary byłaby podobna. Ładni aktorzy, ładne stroje, ładne scenerie, porządne efekty specjalne. Pod tym względem serial został dobrze dopracowany. Jest na czym zawiesić oko. Muzyka jakoś się nie przebija, aż do ostatniego odcinka. Tam pojawiły się dwa kawałki, które mogłabym mieć.
Jednak przecież nie tylko o to chodzi.
Pierwszym grzechem serialu są aktorzy, którzy chyba zostali dobrani właśnie przez śliczne buźki. W wypadku panów również przez ładne mięśnie brzucha. Taki sposób selekcji aktórów sprawdzałby się przy kręceniu pornola, ale tu to było trochę za mało. Poziom ich gry aktorskiej można porównać do poziomu statystów na naszym podwórku z W11 albo Detektywów, a i tak nie wiem, czy im się nie zdarza lepiej ukazywać emocje. Z jednej strony niby elfy są trochę statyczne i wyzute z emocji, ale główna aktorka nawet podczas sceny tortur tylko pochlipywała, zamiast krzyczeć. Ani przez chwilę nie potrafiłam się przestraszyć, czy choćby przejąć ich losami.
I to łączy się z grzechem numer dwa. Szybkością akcji oraz użyciem przeznaczenia, jako dobrego wytłumaczenia na wszystko. Już w pierwszym odcinku serialu akcja zaczyna przyśpieszać, a później cały czas gna na łeb na szyję. Zwalnia tylko po to, aby główni bohaterowie mogli podzielić się - i to w najmniej odpowiedniej chwili - jakimiś swoimi przemyśleniami. Zazwyczaj tak głębokimi, że zaliczałam face palm. Najgorsze jest to, że wspomniane przeznaczenie jest jedyną siłą napędową. Od początku wiemy, że jeśli pojawił się jakikolwiek bohater to on będzie miał ważną rolę do odegrania... a potem prawdopodobnie zostanie usunięty. Tak się stało podczas uwięzienia grupy przez elfiego psychopatę. Zostali uratowani, ale osoba, której to zawdzięczali tylko by im zawadzała, więc zginęła w tym samym odcinku. I tak ma się z każdą postacią. Bardzo łatwo jest przewidzieć, kto będzie żył, a kto zginie. Ci, którzy są potrzebni później do ruszenia fabuły dalej, przetrwają - nawet jeśli cała logika podpowiada, że nie powinni.
Jeszcze co do szybkości akcji - niesamowite jest to jak błyskawicznie bohaterowie potrafią się przemieszczać. Niby tylko konno, niby tylko pieszo, ale jak szybko! Akcja rozgrywa się w na kontynencie amerykańskim w Królestwie Czterech Krain. To znaczy, że jest to bardzo rozległy teren, a mimo to... przedostanie się z gór do morza zajmuje im niecały dzień, czasami mniej. Jakby używali teleportu. Albo przynajmniej autostrady i sportowego samochodu. Strasznie mnie to drażniło. Najdłużej zajmuje im podróż do Tajnej Sali, bo rozciąga się ona przez dziewięć odcinków... Jednak podróż powrotna tylko jeden. Wiadomo - trzeba się spieszyć, bo mroczne siły już nadciągnęły!
Niestety przez te wpadki fabuła, która na początku wydaje się być ciekawa - rozmywa się, a w ostatnim odcinku zostajemy z pytaniem: I po co było potrzebne to wszystko? Ja sobie nie potrafiłam odpowiedzieć. Dla mnie ta cała podróż nagle przestała mieć jakikolwiek sens.
Zatem na pytanie serwisu Kawerna.pl mogę teraz udzielić odpowiedzi: nie, nie czekam na drugi sezon. I nie polecam nikomu. O ile kiedy byłam młodsza, pewnie bym przymykała oka na wymienione wpadki... O tyle źle jest oglądać coś takiego, bo wyrabia się w człowieku wrażenie, że skoro to przeszło to znaczy, że nawet najsłabszy gniot może stać się popularny. W skali od W11 (0) do Gry o tron (+10) ma gdzieś 2 (poniżej poziomu Pamiętników wampirów). Za fabułę, która mogłaby być ciekawa. Za świat, który pobudzał wyobraźnię. I za ładność wykonania.
****
Do tej pory nie pisywałam recenzji, więc owy twór prezentuje sobą poziom przedszkolaka, ale zawiodłam się tak bardzo, że postanowiłam się podzielić spostrzeżeniami. Tak, aby nikt inny się nie naciął (jestem osobą, która jak zaczyna to kończy - a ten serial można spokojnie sobie odpuścić po 2 odcinku =.=)
[/align]
Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
Alrune
Posty: 106
Rejestracja: 29 czerwca 2013, 13:02

Re: Kroniki Shannary, czyli o sztuce teleportu i poradnik ja

Post autor: Alrune » 23 lutego 2017, 20:40

Podoba mi się Twoja recenzja. Napisana przystępnie i przyznam szczerze - mam bardzo podobne do Ciebie przemyślenia na temat tego konkretnego serialu. Nie zauważyłam jakiś rażących błędów, przyjemnie mi się czytało całość. Podoba mi się porównanie do naszych polskich "superprodukcji". Tak samo jak nawiązanie do Zmierzchu - bardzo trafne. Sam koncept serialu także mi się podobał, ale wykonanie, lepiej przemilczmy to.
W sumie po jego obejrzeniu w zeszłym roku, może przez max miesiąc go jeszcze pamiętałam o co tam chodziło, teraz zupełnie nie pamiętam (ale pamiętam, że grał tam Manu Benett, ale taki bezpłciowy chyba był).

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Kroniki Shannary, czyli o sztuce teleportu i poradnik ja

Post autor: Krin » 12 marca 2017, 19:30

Dobrze, że czytam tę recenzję, bo inaczej pewnie bym się nacięła. Bo (wiem, że wstyd...) lubię elfy, zwłaszcza jeśli, jak mówisz, pojawia się elfi psychopata i ogólnie są one przedstawiane nadal po elfiemu, a jednak nie tak kryształowo jak na przykład te Tolkienowskie. Bo są one postaciami kojarzącymi się wprawdzie z fantasy-tandetą, ale smoki tak samo, co nie znaczy, że nie pisze się już dobrych książek o smokach.

Mam tylko uwagi natury wizualnej. Znacznie milej by się czytało, gdybyśmy mogli tu uświadczyć wyjustowania i interlini, bo szczerze mówiąc, tekst w takiej formie odstrasza mnie niezależnie od wartości merytorycznej. Ha! Odstrasza mnie jak porozbierane elfki na okładkach.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 211
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Kroniki Shannary, czyli o sztuce teleportu i poradnik ja

Post autor: MononokeGirl » 29 marca 2017, 00:25

Alrune,
Dziękuję za tak pozytywny odbiór, bo naprawdę do tej pory nie próbowałam się jakoś udzielać w recenzjach, ale może to da mi jakiś impuls, aby spróbować? Zwłaszcza, że nadal poluję :P Po "Kronikach" znalazłam "The 100" w całkiem innym podejściem do postapo i to oglądało mi się znacznie lepiej.
Co do aktorów - nikt się nie wybił, ale to może wina scenariusza, który był koszmarny :<

Krin,
Czemu lubienie elfów to wstyd? O.o (pyta osoba, która uwielbiała z niewiadomych również dla siebie samej powodów Legolasa :pas: ) Zdarzają się i genialne elfu, i genialne smoki, aczkolwiek boli mnie trochę w epic fanstasy to, że autorzy ubzdurali sobie 4 rasy i się schematu trzymają. Dlatego bardziej od zachodniej fantastyki wolę wschodnią z Gromyko na czele i jej wampirami, czy smokami. Podchodzi do tematu inaczej i jakoś tak bardziej w moich mniej nadętych klimatach :P
Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

ODPOWIEDZ