Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Chomik i koniec świata

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Chomik i koniec świata

Post autor: szczepantrzeszcz » 27 września 2015, 13:27

Nie, felieton nie ma związku z sympatycznym zwierzątkiem, które szanuję ze względu na chomiczą-hierarchię-wartości (chomik bardzo sobie ceni święty spokój), ale z tą częścią natury ludzkiej, która każe gromadzić wszelakie dobro i w owym procesie gromadzenia znajdować satysfakcję. Chomikuję więc jestem (chomico ergo sum). Jakiś czas temu przeczytałem na Artefaktach wątek Nasze biblioteczki — ciekawą dyskusję o księgozbiorach. W pierwszym odruchu zapragnąłem coś dopisać do tematu, jednak tekst się zrobił trochę przydługi, trochę osobisty i postanowiłem dorzucić co nieco do publicystyki.


Książki, tak jak każda materialna wartość, mogą być przyczyną zmagań nieustających pomiędzy postawą "być" i stawianą niżej w hierarchii wartości postawą "mieć". Pierwsza przejawia się w jakże praktycznej postawie: papier niepotrzebny. Ważna jest myśl słowem drukowanym utrwalona. Zamiast efektownej witryny wypełnionej okazałymi tomami wystarczy czytnik, wystarczy zapis elektroniczny. Oszczędność i miejsca, i pieniędzy. Druga postawa, o wiele bardziej powszechna, emocji rodzi więcej. Liczy się wydanie... z reguły im starsze tym lepsze, liczy się jakość druku, a i stan książek nie jest bez znaczenia. Jeżeli już zaczytane do imentu, to najlepiej tak, aby nawet niewprawne oko dostrzegło, że nie pierwsze i nie drugie pokolenie z "inkunabułu" korzysta. Wszystko to umieszczone w nobliwych drewnianych biblioteczkach (słowo regał przez gardło nie przejdzie), pomieszczenie oświetlone ciepłym światłem miękko rozpraszanym przez satynowe obicia foteli i orzechowy blat biurka. Dopuszczam delikatny zapach fajkowego tytoniu (papierosy w żadnym wypadku).
Ech, rozmarzyłem się. Nie potrafię ukryć, że ja sam zdecydowanie optuję za tą drugą postawą, choć mam świadomość "bycia gorszym", żeby nie powiedzieć "głupszym". Nie bez kozery bohaterowie mojego opowiadania dyskutując o tym co zrobią, kiedy dobiorą się do skarbów harnasia Oleksy, schodzą mimo woli na temat książek, na to, jak urządzą swoje własne gniazdko, w którym, co oczywiste, miejsce do poczytania będzie bardzo ważne.
Mój Ojciec księgozbiór miał spory i myślę, że po prostu go kochał szczerą i bezinteresowną miłością chomika. Szczepantrzeszczowy stosunek do książek ukształtował się na wzór i podobieństwo. Słowa zapisanego na papierze od zawsze posiadałem wiele, żeby nie powiedzieć nadmiar, z każdym rokiem coraz więcej. W studenckich czasach sam, podobnie jak wymyślony przeze mnie Joachim, marzyłem o niewielkim mieszkanku, którego urządzanie zacząłbym od ustawienia konstrukcji ze skrzynek po owocach, skrzynek rzecz jasna wypełnionych książkami. Potem, kiedy przyszło zmienić mieszkanie, a ja powodowany po części koniecznością, a po części ciekawością liznąłem stolarskiego fachu, popuściłem wodze fantazji i z bezdusznej laminowanej płyty stworzyłem kilka konstrukcji, które z mojego punktu widzenia bezduszne nie były, a w założeniach miały wystarczyć na długie lata.
O słodka naiwności!
Chorobliwy zapał do buszowania po zakamarkach antykwariatów przejawiałem, odkąd sięgam pamięcią, nawet wtedy, kiedy w antykwariatach kosztowało więcej niż w księgarni... tak, były takie czasy. Dzisiaj w jedynie słusznej zimnej, ascetycznej architekturze wnętrz nie ma miejsca na ciepło półek wypełnionych książkami. Podejrzewam, że coraz mniej osób potrafi takie ciepło poczuć. Ot, prawo rynku, prawo przemijania... z jednej strony smutne, z drugiej — raj dla antykwariatożerców. Po kilku latach od przeprowadzki zaczęło się w mieszkaniu robić ciasno. Do zbieranych przeze mnie książek doszły książki dwóch latorośli (skoro tata ma, to ja też muszę), gromadzone raz z większym, raz z mniejszym zapałem. Po kolejnych kilku latach znowu musiałem podjąć radykalne działania.
Tym razem w sukurs przyszła dobra ciocia, a konkretnie poddasze w domu położonym daleko od szosy. Krajzega rozgrzewała się do czerwoności, trociny leciały na wszystkie strony i przestrzeni przybyło. Nauczony doświadczeniem teraz już nie napiszę, że myślałem perspektywicznie... Na razie miejsca jest dosyć, nawet na Horyzonty Techniki sprzed półwiecza. Co będzie za lat kilka, kiedy przedostatni czytelnik wypchnie swoje zbiory do antykwariatu?
Dobrze jest usiąść i popatrzeć. Nie, nie popatrzeć — znaleźć się "pomiędzy". Półki zapełnione książkami emanują spokojem, jedynym w swoim rodzaju. To jest nie tylko moje indywidualne odczucie. Pierwszy raz usłyszałem tę opinię od osoby, która ukończyła cztery lata podstawówki, a potem żyjąc długo i ciekawie, posiadła znajomość światowej literatury na poziomie znacznie przekraczającym średnią człowieka z wyższym wykształceniem. Z upływem lat załapałem, na czym rzecz polega. Tłumaczyć nie ma sensu. Niewiele jest do tłumaczenia — to trzeba poczuć. Szkoda, że nie każdy potrafi uchwycić zwiewną, choć zaskakująco mocną barierę, jaką księgozbiór, słowo pisane, potrafi nas oddzielić od tego wszystkiego, co się nam na świecie nie podoba, co powoduje lęk, co budzi nienawiść.
Wierni wyznania prawosławnego przywiązują wielką wagę do ikon. Na wschodnich rubieżach chrześcijaństwa zrodził się zwyczaj budowania specjalnych pomieszczeń — czasowni, w których umieszczano naruszone zębem czasu przedstawienia świętych, aby w spokoju czekały na koniec świata. Trochę świadomie, po części nieświadomie, zbudowałem własną czasownię i złożyłem w niej ikony ludzkiej myśli. Siedzę na moim poddaszu. Za oknem mgły wieczorne niosą głosy małej wyludnionej wioski, która się powoli do snu układa. Świerszcz przestał grać swą piosnkę o niedalekiej jesieni. Cisza srebrna księżycowa nastała. Mój księgozbiór czeka na koniec świata.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Chomik i koniec świata

Post autor: Siemomysła » 02 stycznia 2016, 16:30

Tak mnie jakoś w te leniwe dni świętowania i niemuszenia zagnało do porządków na półkach z książkami. I tych domowych, ręką Monsza uczynionych, a wiecznie za małych i tych wirtualnych na portalu Lubimy Czytać. Porządki polegały głównie na ustaleniu, iż mam zupełnie sporo książek, które kiedyś kupiłam, bo MUSIAŁAM je MIEĆ, albo nie musiałam, ale korciły, pachniały przygodą, łechtały ciekawość i mnóstwo obiecywały, więc też je kupiłam, i których nie przeczytałam. Zebrałam takich 75 tytułów z półek drewnianych. Śmiem podejrzewać, iż na czytniku jest ich drugie tyle, ale już nie miałam siły, a może strach mnie dopadł.
I wyobraź sobie, Szczepanie, że te porządki uczyniwszy, zaczęłam sobie buszować po czeluściach forum i znalazłam Twój felieton osobisty. Ten właśnie. Przypadek? ;)
Przypominam sobie, iż nawet zaczęłam go czytać, jak się pojawił, ktoś mi przerwał i głupi mózg zaliczył czynność do dokonanych :/
Podobają mi się te Twoje rozważania i fakt, że się w taki sposób nieoceniający i łagodny nimi dzielisz. Z moim stosunkiem do książek w temacie papier, czy elektronika jest tak, że wszystkie są dla mnie jednakowo ważne i gromadzenie i jednych i drugich stanowi jakiś instynkt, a może aberrację, skoro nie wszystkie jestem nawet w stanie przeczytać. Po co mi ich tyle zatem? Najprostsza odpowiedź jest taka, że nieprzerwanie wierzę, że to kiedyś zrobię i że każda jest warta mej uwagi. Był czas myślałam, że papier ponad wszystko, że nigdy się nie przekonam do elektroniki. Nieprawda. Po elektronice łatwiej bazgrać na marginesach, łatwiej ją wszędzie ze sobą wziąć, znacznie łatwiej skakać między książkami. Ale i tak przyznaję, jeśli przeczytam coś w wersji kindlowej i bardzo, ale to bardzo mi się spodoba - kupuję drugi egzemplarz w papierze. Lubię nasze drewniane półki w dwóch kolorach - bo tak się złożyło, że część była dorabiana później i już nie było ich gdzie bejcą ciemną pociągnąć - i lubię, że trzeba robić nowe. I kiedy czasem myślę o tym, że jak nas zabraknie to zostaną same, to robi mi się ot zwyczajnie smutno. Prawdą jest, że książki winny żyć w rękach czytelników, nie pokrywać się kurzem na półkach.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Chomik i koniec świata

Post autor: szczepantrzeszcz » 06 stycznia 2016, 15:34

Siemomysła pisze:...znalazłam Twój felieton osobisty. Ten właśnie. Przypadek? ;)
Nie ma przypadków. Jedynie zwątpienie w sens świata, który nas otacza, każe tak myśleć.
Siemomysła pisze:...papier, czy elektronika jest tak, że wszystkie są dla mnie jednakowo ważne i gromadzenie i jednych i drugich stanowi jakiś instynkt
Bo to jest myśl człowiecza i pragnienie, aby tym, co po nas przyjdą, zostawić.
Siemomysła pisze:...a może aberrację
Coś w tym jest.
Siemomysła pisze:...skoro nie wszystkie jestem nawet w stanie przeczytać. Po co mi ich tyle zatem? Najprostsza odpowiedź jest taka, że nieprzerwanie wierzę, że to kiedyś zrobię i że każda jest warta mej uwagi.
Cieszę się, że tak napisałaś. Myślę podobnie.
Siemomysła pisze:...jeśli przeczytam coś w wersji kindlowej i bardzo, ale to bardzo mi się spodoba - kupuję drugi egzemplarz w papierze.
W ostatnich latach większość książek zakupiłem w ten sposób.
Siemomysła pisze:Lubię nasze drewniane półki w dwóch kolorach - bo tak się złożyło, że część była dorabiana później i już nie było ich gdzie bejcą ciemną pociągnąć - i lubię, że trzeba robić nowe.
Miło poczytać.
Siemomysła pisze:I kiedy czasem myślę o tym, że jak nas zabraknie to zostaną same, to robi mi się ot zwyczajnie smutno. Prawdą jest, że książki winny żyć w rękach czytelników, nie pokrywać się kurzem na półkach.
Najprościej spróbować być nieśmiertelnym. Fiziologicznie rzecz ujmując, to się chyba dzieci nazywa... a potem wnuki. ;)

Awatar użytkownika
underzagt
Posty: 16
Rejestracja: 16 kwietnia 2016, 11:53

Re: Chomik i koniec świata

Post autor: underzagt » 21 czerwca 2016, 22:51

szczepantrzeszcz pisze:Nie, felieton nie ma związku z sympatycznym zwierzątkiem, które szanuję ze względu na chomiczą-hierarchię-wartości (chomik bardzo sobie ceni święty spokój), ale z tą częścią natury ludzkiej, która każe gromadzić wszelakie dobro i w owym procesie gromadzenia znajdować satysfakcję. Chomikuję więc jestem (chomico ergo sum). Jakiś czas temu przeczytałem na Artefaktach wątek Nasze biblioteczki — ciekawą dyskusję o księgozbiorach. W pierwszym odruchu zapragnąłem coś dopisać do tematu, jednak tekst się zrobił trochę przydługi, trochę osobisty i postanowiłem dorzucić co nieco do publicystyki.


Książki, tak jak każda materialna wartość, mogą być przyczyną zmagań nieustających pomiędzy postawą "być" i stawianą niżej w hierarchii wartości postawą "mieć". Pierwsza przejawia się w jakże praktycznej postawie: papier niepotrzebny. Ważna jest myśl słowem drukowanym utrwalona. Zamiast efektownej witryny wypełnionej okazałymi tomami wystarczy czytnik, wystarczy zapis elektroniczny. Oszczędność i miejsca, i pieniędzy. Druga postawa, o wiele bardziej powszechna, emocji rodzi więcej. Liczy się wydanie... z reguły im starsze tym lepsze, liczy się jakość druku, a i stan książek nie jest bez znaczenia. Jeżeli już zaczytane do imentu, to najlepiej tak, aby nawet niewprawne oko dostrzegło, że nie pierwsze i nie drugie pokolenie z "inkunabułu" korzysta. Wszystko to umieszczone w nobliwych drewnianych biblioteczkach (słowo regał przez gardło nie przejdzie), pomieszczenie oświetlone ciepłym światłem miękko rozpraszanym przez satynowe obicia foteli i orzechowy blat biurka. Dopuszczam delikatny zapach fajkowego tytoniu (papierosy w żadnym wypadku).
Ech, rozmarzyłem się. Nie potrafię ukryć, że ja sam zdecydowanie optuję za tą drugą postawą, choć mam świadomość "bycia gorszym", żeby nie powiedzieć "głupszym". Nie bez kozery bohaterowie mojego opowiadania dyskutując o tym co zrobią, kiedy dobiorą się do skarbów harnasia Oleksy, schodzą mimo woli na temat książek, na to, jak urządzą swoje własne gniazdko, w którym, co oczywiste, miejsce do poczytania będzie bardzo ważne.
Mój Ojciec księgozbiór miał spory i myślę, że po prostu go kochał szczerą i bezinteresowną miłością chomika. Szczepantrzeszczowy stosunek do książek ukształtował się na wzór i podobieństwo. Słowa zapisanego na papierze od zawsze posiadałem wiele, żeby nie powiedzieć nadmiar, z każdym rokiem coraz więcej. W studenckich czasach sam, podobnie jak wymyślony przeze mnie Joachim, marzyłem o niewielkim mieszkanku, którego urządzanie zacząłbym od ustawienia konstrukcji ze skrzynek po owocach, skrzynek rzecz jasna wypełnionych książkami. Potem, kiedy przyszło zmienić mieszkanie, a ja powodowany po części koniecznością, a po części ciekawością liznąłem stolarskiego fachu, popuściłem wodze fantazji i z bezdusznej laminowanej płyty stworzyłem kilka konstrukcji, które z mojego punktu widzenia bezduszne nie były, a w założeniach miały wystarczyć na długie lata.
O słodka naiwności!
Chorobliwy zapał do buszowania po zakamarkach antykwariatów przejawiałem, odkąd sięgam pamięcią, nawet wtedy, kiedy w antykwariatach kosztowało więcej niż w księgarni... tak, były takie czasy. Dzisiaj w jedynie słusznej zimnej, ascetycznej architekturze wnętrz nie ma miejsca na ciepło półek wypełnionych książkami. Podejrzewam, że coraz mniej osób potrafi takie ciepło poczuć. Ot, prawo rynku, prawo przemijania... z jednej strony smutne, z drugiej — raj dla antykwariatożerców. Po kilku latach od przeprowadzki zaczęło się w mieszkaniu robić ciasno. Do zbieranych przeze mnie książek doszły książki dwóch latorośli (skoro tata ma, to ja też muszę), gromadzone raz z większym, raz z mniejszym zapałem. Po kolejnych kilku latach znowu musiałem podjąć radykalne działania.
Tym razem w sukurs przyszła dobra ciocia, a konkretnie poddasze w domu położonym daleko od szosy. Krajzega rozgrzewała się do czerwoności, trociny leciały na wszystkie strony i przestrzeni przybyło. Nauczony doświadczeniem teraz już nie napiszę, że myślałem perspektywicznie... Na razie miejsca jest dosyć, nawet na Horyzonty Techniki sprzed półwiecza. Co będzie za lat kilka, kiedy przedostatni czytelnik wypchnie swoje zbiory do antykwariatu?
Dobrze jest usiąść i popatrzeć. Nie, nie popatrzeć — znaleźć się "pomiędzy". Półki zapełnione książkami emanują spokojem, jedynym w swoim rodzaju. To jest nie tylko moje indywidualne odczucie. Pierwszy raz usłyszałem tę opinię od osoby, która ukończyła cztery lata podstawówki, a potem żyjąc długo i ciekawie, posiadła znajomość światowej literatury na poziomie znacznie przekraczającym średnią człowieka z wyższym wykształceniem. Z upływem lat załapałem, na czym rzecz polega. Tłumaczyć nie ma sensu. Niewiele jest do tłumaczenia — to trzeba poczuć. Szkoda, że nie każdy potrafi uchwycić zwiewną, choć zaskakująco mocną barierę, jaką księgozbiór, słowo pisane, potrafi nas oddzielić od tego wszystkiego, co się nam na świecie nie podoba, co powoduje lęk, co budzi nienawiść.
Wierni wyznania prawosławnego przywiązują wielką wagę do ikon. Na wschodnich rubieżach chrześcijaństwa zrodził się zwyczaj budowania specjalnych pomieszczeń — czasowni, w których umieszczano naruszone zębem czasu przedstawienia świętych, aby w spokoju czekały na koniec świata. Trochę świadomie, po części nieświadomie, zbudowałem własną czasownię i złożyłem w niej ikony ludzkiej myśli. Siedzę na moim poddaszu. Za oknem mgły wieczorne niosą głosy małej wyludnionej wioski, która się powoli do snu układa. Świerszcz przestał grać swą piosnkę o niedalekiej jesieni. Cisza srebrna księżycowa nastała. Mój księgozbiór czeka na koniec świata.
ładne :) przecytałam dwa razy. Podzielę się Ciastkiem. choc jestem na diecie jak zawsze ;)

ODPOWIEDZ