Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Na wakacje motorynką na etos

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Na wakacje motorynką na etos

Post autor: pierdoła saska » 08 lipca 2015, 13:21

Bo się na klawiszki cisnęło.


Na wakacje motorynką na etos

Chwilami można odnieść wrażenie, że skoro literatura to rzecz uduchowiona, to pisarz ani chybi powinien być duchem. Ewentualnie spróbować przejść na bretarianizm. Zamieszkanie w ziemiance (ewentualnie porzuconym bunkrze na radzieckim poligonie) byłoby również na miejscu, ale tu można zrobić wyjątek. Autor biedny
Temat wypłynął nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni przed ponad rokiem, gdy nominowana do nagrody Nike Kaja Malanowska napisała o tym, jakie wynagrodzenie otrzymała za szesnaście miesięcy pracy nad książką. Pracy, która zjadała jej większość czasu, w czasie której nie była nigdzie zatrudniona na stały etat i jej szczęście, że zarobki męża pozwalały się im utrzymać. Internet wtedy zagrzmiał głosami tych, co twierdzili, że pani powinna się cieszyć, bowiem robi to co lubi, więc niech na pieniądze nie narzeka. Wypowiadali się w tym tonie przypadkowi ludzi, wypowiadali się inni pisarze, ci drudzy zbulwersowani faktem, że ktoś się pożalił – co warto wspomnieć na Facebooku1.
Oto nasza rzeczywistość – jeśli robi się coś, co się lubi, to choćby na suchy chleb nie starczyło, należy się cieszyć i nie narzekać; to raz. Dwa – w Polsce o pieniądzach nie rozmawiamy. Zarobki to temat tabu, bo jak zarabiasz dużo, to źle, a jak mało, to ciesz, się, że chociaż masz pracę, a jeśli jesteś w stanach średnich stanów średnich, to też milcz, bo co z tego, że ci brakuje na to czy tamto, skoro są tacy co zarabiają mniej i naprawdę nie dotyczy to tylko pisarzy.
Czy problem w dosadnych słowach rzucony przez panią Malanowską doczekał się jakiegoś rozwiązania? Nie. Ucichło zapewne do następnego razu.
Autor medialny
W ostatnich dniach wypłynęła sprawa odwrotna. Pisarz ma pieniądze. A jeśli nie pieniądze, to przynajmniej dobre układy z kimś kto je posiada. Mercedes i Szymon Twardoch podjęli współpracę, w ramach której ten drugi stał się ambasadorem marki samochodów z górnej półki i sam stał się posiadaczem modelu serii S. Oczywiście wywołało falę oburzenia. Co ważne znowu również wśród ludzi z branży. Paweł Dunin-Wąsowicz, krytyk i wydawca, napisał Twardochowi
Nie mogę cię odtąd poważnie traktować jako pisarza.2
Nasuwa się pytanie: dlaczego?
Jak posiadanie Mercedesa CLS400 wpływa na to czy właściciela można traktować poważnie czy nie? Czy gdyby otrzymał ticocento, to wpłynęłoby to dodatnio na to jak byłby postrzegany?
I tak źle i tak nie dobrze
Z jednej strony autor chcący zarabiać rozsądne pieniądze jest naiwny, jak to stwierdził Krzysztof Varga w sprawie pani Malanowskiej:
[...] [autor] jeśli zaś ma jakieś ambicje literackie, to spodziewać się, że się zgarnie za swoje pisanie kupę hajsu - doprawdy brawurowa naiwność.3
I trudno się z jego słowami kłócić. Jeśli natomiast udaje się autorowi realizować twórczo i jeszcze dzięki temu odnosi znaczące korzyści materialne, to zgodne ze słowami pana Dunina-Wąsowicza nie można go traktować poważnie jako pisarza.
Krytycy współpracy Twardocha z Mercedesem powołują się na etos pisarza. Czym jest etos pisarza trudno powiedzieć. Ktoś mógłby chcieć poszukać w Internecie, ale tam hasło głównie pada w kontekście pana Twardocha i pozostaje hasłem właśnie. Czy chodzi o to, że podstawą istnienia pisarza powinien być brak? Czy pisarz powinien być oddany tylko pisarstwu? Jako człowiek sztuki powinien być szarą myszką skromności, jego największym marzeniem winna być pozytywna recenzja jego dzieła, na skrzydłach której to tworzyłby kolejny utwór i tak po kres czasu, a poza spotkaniami z czytelnikami powinien pisarz w zasadzie nie istnieć w sferze publicznej.

Trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy i stwierdzić, że współcześnie wielu autorów pisze książki jednocześnie pracując gdzieś na etat. Takie są realia rynku, że z samego pisania wyżyć trudno i pisał o tym choćby Andrzej Pilipiuk4 przed kilkoma laty, acz upływ czasu niewiele w sytuacji zmienił. Może się komuś marzyć zawód pisarz, ale niestety jeszcze pewnie długo, a może i zawsze, będą to marzenia. A co w całej sprawie pana Twardocha zdaje się tonąć, to fakt, że pisarz jako ambasador marki samochodowej to u nas coś w sumie nowego. Ale zamiast skupić się na tym, że dla odmiany nie wybrano do tego typu interesu muzyka, aktora lub modelki, to uderzono w wysokie tony, jakby literaci byli ponad takie przyziemne, materialne układy, bo tak, taki etos i basta.

I jak tu teraz żyć pisarzom? Jak żyć?

1 Facebook Kaji Malanowskiej - konto oraz wywiad udzielony NaTemat.pl Dostęp: 08-07-2015
2 Wypowiedź Wojciecha Orlińskiego – »Twardochgate, czyli pisarz w mercu. Orliński: "Szczepanie, zjedz te pieniądze!"« - Wyborcza.pl Dostęp: 08-07-2015
3 Wypowiedź Krzysztofa Vargi – „Ja piszę tylko dla hajsu, czyli Malanowska obrażona” - Wyborcza.pl Dostęp: 08-07-2015
4 Andrzej Pilipiuk – „Ile zarabia pisarz” - Portal Pisarski Dostęp: 08-07-2015
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 479
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Na wakacje motorynką na etos

Post autor: Krin » 12 lipca 2015, 18:25

Poniższy komentarz jest moją próbą wyrażenia mojej opinii na ten temat, co w przypadku moim jest trudne, bo z wyrażaniem opinii mam problem. Mam nadzieję, że zbyt nie odchodzę od tematu. ;)

Tacy biedni pisarze tworzący jedynie dla sztuki kojarzą mi się z romantyzmem. Wiadomo - nasi wspaniali wieszcze narodowi nie należeli do ludzi szczególnie radzących sobie z pieniędzmi. Bardzo fajnie by było, gdyby romantyzm pozostał w epoce romantyzmu, bo ja mam wrażenie, że gdy reszta świata dawno go już porzuciła, w Polsce romantyzm wciąż kwitnie w umysłach ludzi. Naprawdę. W sumie... Po zastanowieniu to jest jakaś dziwna mieszanka romantyzmu z echem socjalistycznej propagandy. Wiadomo, że bogaty to znaczy zły. Prawdziwie dobre i patriotyczne są tylko ciemiężone dresy chlejące tanie wino pod kioskiem. Pamiętam jak nam w szkole puszczano taki właśnie współczesny film patriotyczny gdzie tak było dosłownie, ale niestety nie pamiętam już, jak się nazywał. Mam wrażenie, że tylko ja w całej sali uznałam go za idiotyczny, bo wychowywani jesteśmy w takich ideałach od najmłodszych lat.
Wracając jeszcze do romantyzmu, właśnie - jak zapewne wiele czytających wie - idę do drugiej klasy liceum i zaczynam od romantyzmu. Prawie cała druga klasa to romantyzm. Prawie rok zajmie nam rozdzieranie szat i machanie szabelkami. Romantyzm to najdłużej omawiana epoka. Słyszałam, że będziemy się uczyć na pamięć biografii Mickiewicza. Wspaniały wzór cnót dla współczesnego człowieka.
Można powiedzieć, że tego i tak nikt, a uczniowie w szczególności, nie słucha. Ale my jesteśmy od najmłodszych lat dosłownie torpedowani etosem, honorem, wyższymi celami, opowieściami o poświęceniu dla sztuki, o heroicznych czynach, o poświęcaniu życia dla wyższych wartości. W ogóle od najmłodszych lat powtarzają nam, że powinniśmy zajmować się swoimi pasjami, nie licząc na wsparcie, bo chęć zarabiania jest przyziemna i obca prawdziwej sztuce, a co za tym idzie zła i czyniąca nasze twory fałszywymi. Wiadomo - pisarze mają swoją misję. Tzn. są jeszcze pisarze nie mający misji, pisarze popularni, którzy wyzbyli się "pisarskiego etosu", ale oni są nieistotni a poza tym i tak nie będzie ich na maturze. Szkoda tylko, że mam dziwne wrażenie, że zazwyczaj bardziej do namysłu skłaniające są powieści, na których autor zarobił wielkie pieniądze niż te uznane za "niezwykle piękne i mądre". Może dlatego, że mimo, iż są niekiedy fantastyczne i zupełnie pokręcone, ich autorzy podchodzą w zwykły, zrozumiały także dla biednych nieoświeconych mas sposób.

Ech... I tak poczyniłam długi, nie do końca zrozumiały, pełen żalu do świata wywód w stylu, jakiego sama nie lubię. Straszne nieprawdaż? (Zwłaszcza, że pewnie nikt z was nie zrozumiał, co chciałam wyrazić i teraz będę musiała słuchać jak to niektórzy nie zgadzają się z tym, czego i tak nie napisałam. Mam to codziennie.) Ale nieważne. Wszak na chwilę wcieliłam się w pisarza gotowego znieść wszystko dla niesionego przekazu. Pomińmy jednak wartości najwyższe i najwznioślejsze, a dotrzyjmy do tego, że zrobiło mi się przykro. Tak po prostu. Bo na swój grafomański, nieco dziecinny sposób identyfikuję się z tą grupą. Zrozumiałam ich trudy, których wielu nie potrafi zrozumieć, bo po prostu nigdy nie zmagali się z pisarskimi kryzysami i wszystkim innym, co ludziom niepiszącym się wydaje błahostką. Może jest błahostką. Może jesteśmy przewrażliwieni na własnym punkcie. Nieważne. Przykro mi się zrobiło, że zawód w zamierzeniu i przyjemny i pożyteczny staje się jakimś dziwnym czymś, właściwie nie wiadomo czym, ale czymś tak mdłym od ilości posiadanego wewnątrz patosu, że nadającym się tylko do postawienia za szybą i podziwiania przez "inteligentów". A ja przecież znam wspaniałych piszących ludzi, którzy równie wspaniale piszą jak są sami w sobie wspaniali, a jeśli nawet tak wspaniale nie piszą, to mają wspaniałe pomysły. Niestety jest to wspaniałość zwyczajna, nie pasująca do muzeum ani listy lektur szkolnych, ani do prawd filozoficznych.
Nie wyda ich nikt, bo polska literatura to zło. Zarówno ludzie i wydawcy zgrzytają zębami na wspomnienie lat szkolnych, kiedy katowano ich takową. W polskiej literaturze przecież nie może być nic dobrego. Musimy brać literaturę z zagranicy. Ona na pewno jest dobra. Ludzie stamtąd rozmawiają o fanach i sprzedanych egzemplarzach a nie o tajemniczym "etosie pisarza" i tym co autor miał na myśli. Wszak literatura polska po otwarciu bombarduje nas filozoficznymi kulami z powstańczych armat. Nawet chłam musimy tłumaczyć. Spojrzyjcie na te wielkie regały powieści o wampirach dla nastolatek. Jeśli są tam polskie nazwiska, to mało ich. Aż się ostatnio zdenerwowałam, bo wygląda to tak jakbyśmy nawet własnego chłamu nie potrafili pisać. Amerykańska kultura w marzeniach polaka uosabia wszystko to czego nie dostaje od własnej - przyjemność. Jeśli nawet polska literatura nie opowiada o filozofii i powstaniach, to mówi o szarym, nudnym polskim życiu, próbując się zwać odkrywczą i kontrowersyjną, choć jest przez beznadziejny, smutny świat wewnątrz zwyczajnie odpychająca. Naturalnie jest też mnóstwo normalnych pisarzy, ale co z tego skoro niektórzy czytelnicy nie potrafią znieść nawet polskich imion w tekście? Wszystko co polskie źle się kojarzy. Wpływa na to pewnie również film. Pamiętam jak miała iść na film "Bogowie". Nie wiedziałam o czym, rodzina mnie zabrała i już prawie chciałam się wymigać, bo usłyszałam, że polskie i od razu pomyślałam o niestrawnych dramatach psychologicznych i bzdurnych komediach. To się okazało błędem, ale pierwsze skojarzenie to jednak pierwsze skojarzenie. Tak to działa. Za najlepszy polski film krytycy uznają teraz "Idę", na której myślę, że nie tylko ja się męczyłam. Nawet nie o to chodzi, że jest nudna - jest nieprzyjemna.

I tak oto umykając jednym głębokim rozważaniom, popadłam w kolejne. Nie wszystkie powyższe twierdzenia są prawdą absolutną, wiec proszę mi tu nie wykrzykiwać, że przecież istnieją rzeczy takie i takie, bo ja wiem, że są wyjątki, ale to wyjątki.

Tekst moim zdaniem napisany został (podobnie jak ten komentarz) w emocjach, co nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę sytuację. Przedstawia opinię, z którą się zgadzam i w przeciwieństwie do treści powyższej nie popełniony został grzech braku konkretnych przykładów. :D I cóż rzec więcej? Oby tak dalej.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Na wakacje motorynką na etos

Post autor: pierdoła saska » 13 lipca 2015, 08:43

Od zadka strony, ale od rzeczy dla mnie ważnych, bo technicznych:
Tekst moim zdaniem napisany został (podobnie jak ten komentarz) w emocjach, co nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę sytuację.
Mogę wiedzieć, gdzie to przebija? Znaczy emocjolany "WTF?" był jak najbardziej obecny, bez niego nie chciałoby mi się odgrzebywać sprawy sprzed ponad roku na potrzeby gadania o sprawie nowej, niemniej ciekawa jestem, czy gdzieś mnie przesadnie poniosło przesadnie na przypuszczalnie zbyt osobistą nutę (jak moją fabię kocham, to merca z celownikiem by się chciało mieć :3).

Krin pisze:(Zwłaszcza, że pewnie nikt z was nie zrozumiał, co chciałam wyrazić i teraz będę musiała słuchać jak to niektórzy nie zgadzają się z tym, czego i tak nie napisałam. Mam to codziennie.)
Cóż. Możliwe. Zobaczmy. Przepraszam za cytatowy charakter odpowiedzi, ale tak było mi łatwiej się połapać.


Wiadomo - nasi wspaniali wieszcze narodowi nie należeli do ludzi szczególnie radzących sobie z pieniędzmi.
będzie wiki-time, ale książkę, w której opublikowano jak Słowacki dokładnie zapisywał ile na co wydał i w ogóle jak kontrolował swoje pieniądze gdzieś zawieruszyłam. Muszę przegrzebać drugi rząd na regale. Niemniej:
Przysyłane przez matkę pieniądze [Słowacki] umiejętnie pomnażał, inwestując je na paryskiej giełdzie, m.in. w akcje kolei lyońskiej. Pozwoliło mu to zyskać pewną niezależność finansową. Umożliwiło to też Słowackiemu nie tylko wydawanie własnej twórczości, ale przede wszystkim poświęcenie się tej twórczości.
Wieszcze narodowi jedzący korę z drzew, to taki trochę mit. Mit romantyczny, oh well... Romantyzm, to zło, ale co do tego się zgadzamy :)
Tzn. są jeszcze pisarze nie mający misji, pisarze popularni, którzy wyzbyli się "pisarskiego etosu", ale oni są nieistotni a poza tym i tak nie będzie ich na maturze
Możesz mi powiedzieć czym jest ten pisarski etos? bo ja nadal nie znalazłam jego definicji. Definicji, która byłaby współczesna, a nie odtwarzała romantyków sprzed dwóch wieków, bo nie wszystko da się przenieść. Definicji, która przypasowałaby do więcej niż kilku współczesnych pisarzy. I w ogóle dlaczego wszystko sprowadza się do romantyzmu. Polscy pozytywiści przewracają się w gorbach, oświeceniowcy też. Ani chybi prawdą jest, że romantyzm skrzywił nasz naród na wieki, bo jak widać ciągle mamy romantyczną czkawkę. >.> Mickiewiczu, przepadnij - i tak, powtarzam się, ale:
Słyszałam, że będziemy się uczyć na pamięć biografii Mickiewicza. Wspaniały wzór cnót dla współczesnego człowieka.
No ba! Ślubów udzielał i w ogóle *-* W sumie warto jego biografię znać, chociażby po to, aby się zbyt idealny nie wydawał. :) Bez biografii Mickiewicz wygląda za ładnie i jakkolwiek źle wspominam czytanie jego biografii na feriach zimowych, to trochę smaczków dało się z tego wyłowić. :devil: Zresztą w "Upadku" widać, jak ja wieszcza naszego lubię. xD

Inna rzecz, że obecność w kanonie lektur to wg mnie kiepski miernik.

O życiu naszym małym i radośnie nieradosnym

W ogóle od najmłodszych lat powtarzają nam, że powinniśmy zajmować się swoimi pasjami, nie licząc na wsparcie, bo chęć zarabiania jest przyziemna i obca prawdziwej sztuce, a co za tym idzie zła i czyniąca nasze twory fałszywymi.
Składam wyrazy współczucia, mnie tak nie wychowano. ^^"
Ale nieważne. Wszak na chwilę wcieliłam się w pisarza gotowego znieść wszystko dla niesionego przekazu. Pomińmy jednak wartości najwyższe i najwznioślejsze, a dotrzyjmy do tego, że zrobiło mi się przykro. Tak po prostu. Bo na swój grafomański, nieco dziecinny sposób identyfikuję się z tą grupą. Zrozumiałam ich trudy, których wielu nie potrafi zrozumieć, bo po prostu nigdy nie zmagali się z pisarskimi kryzysami i wszystkim innym, co ludziom niepiszącym się wydaje błahostką.
Nie wiem, czy mam to rozważać w kontekście Malakowskiej (która chyba najbardziej odbija się w komentarzu), czy Twardocha. A nawet w każdej z nich można by, bo cały ból obu sytuacji, że głosy na nie, nie padły tylko z ust ludzi z twórczością niezwiązanych, takich co patrzą z boku tylko i mają podejście, że pisanie książek, to takie "siedne se i se naklepię", ale wypowiadali się ludzie jak najbardziej znający proces od środka. :)



W polskiej literaturze przecież nie może być nic dobrego. Musimy brać literaturę z zagranicy.
A to jest ciekawy inny temat, który sobie zaczęłam ostatnio draficić. :3 póki co zbieram cytaty z komentarzy z LubimyCzytac i takie tam, więc póki co tu się w rozmowę nie wdam. Jak się uda, to niebawem coś o tym wyklepie jak nie tu, to na blogu. Albo znów na obu.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo
na starą pannę to się nie zachowujesz
CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Na wakacje motorynką na etos

Post autor: szczepantrzeszcz » 17 sierpnia 2015, 21:38

Odnoszę wrażenie, że w owej ciekawej dyskusji nikt nie próbował założyć, że obecna sytuacja pisarza jest normalna (bardzo podobna do tej sprzed lat stu), że "dorabianie" do działalności pisarskiej nie było i nie jest wyjątkiem oraz to, że różnice pomiędzy pewnym krajem nad Wisłą a innymi krajami są niewielkie, o ile w ogóle są.

Krin, spróbuj spojrzeć na romantyzm jako na kociołek idei (zbiór czegoś tam, mniejsza o nazwę), z którego łyżeczką (albo widelcem) wybierasz to, co Ci odpowiada lub smakuje - dobrze jest nie słuchać przemądrzałych, którzy będą z pewnością grzmieć, że ten kąsek może zaszkodzić :)

...a wiecie jak Ludvig van Beethoveen szukał tańszego papieru na nuty? A Freddie Czopin zarabiał głównie udzielając lekcji i komplementując średnio uzdolnione (muzycznie) panienki. Z Preludium d-moll, jak babcię kocham, nie wyżyłby.

ODPOWIEDZ