Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Syria - właściwie o co cho?

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Syria - właściwie o co cho?

Post autor: wołszebnik » 12 września 2013, 13:24

Odsłona 1.

Czasy ostatnimi hasło "Syria", dzięki uprzejmości mass-mediów, większości z nas może kojarzyć się dość jednoznacznie: zamęt, chaos, wojna domowa, umierające dzieci.
Tego, czego jednak brakuje w doniesieniach mediów, to jednoznaczne określenie o co właściwie w syryjskim konflikcie chodzi, co stało u jego źródeł i jakich stanowisk bronią poszczególne strony. Brak rzetelności prowadzi zaś do powstawania kuriozalnych bujd i mitów, jak choćby ten, że syryjskie społeczeństwo usiłuje wywalczyć idee demokracji, bądź iż walczy z islamskim reżimem. Ziarno prawdy w tym tkwi. Szczegół jest taki, że z islamskim reżimem walczą wyznawcy islamu, pragnący w miejsce islamskiego reżimu wprowadzić islamski reżim - o czym często media wspomnieć zapominają.
Prawdą jest, że gdybym chciała rzetelnie przedstawić jakikolwiek konflikt wewnętrzny, musiałabym napisać nie esej, a długą rozprawę. Więc z góry wyłuszczam założenie, że bieżący tekst nie wyczerpuje tematu, a porusza tylko jeden aspekt bardzo złożonego zjawiska - konfliktu wyznaniowego, który składa się na konflikt polityczny i militarny od dwóch lat od wewnątrz toczący Syrię. Mój tekst jest zatem próbą zrozumienia i przedstawienia przyczyn, przez które ludzie tej samej nacji dzielą się na wrogie obozy, na tyle wrogie, iż na chwilę obecną nie są w stanie zasiąść do wspólnych rozmów. Co dzieli Syryjczyków? Wcale nie tęsknota za demokracją.
Konflikt wyznaniowy w Syrii dojrzewał od lat, jak wcześniej podobne w swej konstrukcji konflikty dojrzewały na Bałkanach, jak nadal tlą się analogiczne na półwyspie Iberyjskim czy w Turcji. Konflikt w Syrii dojrzewał podskórnie, wybuchnął w roku 2011 dlatego, że natrafił na sprzyjające swemu rozwojowi okoliczności, z których jedną stanowi wpływ Arabskiej Wiosny.
Co ciekawe, bardziej umiarkowany światopogląd cechuje stronę rządową, tworzoną głównie przez wyznawców alawizmu. Alawici rządzą Syrią od 1971 roku, a więc od przejęcia władzy przez ojca obecnego dyktatora. Z wszystkich nurtów islamskich, alawitom jest chyba najbliżej spotkać się w pół drogi z dominującym geopolitykę wyznaniem chrześcijańskim. Alawici nie uznają szariatu, nie odbywają wędrówek do Mekki, obchodzą część świąt tożsamo z chrześcijanami. Wyznawcy tego nurtu często decydują się na edukację na europejskich uniwersytetach. W Syrii, w której jest ich bodaj największe na świecie zagęszczenie, opanowali kręgi rządowe i wojskowe.
Dlaczego więc, mimo podobieństw kulturowych, alawici (a więc strona rządowa) nie zyskali poparcia Zachodu? Odpowiedź zapewne kryje się w postaci obecnego dyktatora Baszara al-Asada, oskarżanego przez międzynarodową społeczność o łamanie praw człowieka i korupcję. Czy na ten obraz jednak nie wpływa fakt, że Asad od momentu objęcia władzy, twardo trzymał się postawy permanentnego sprzeciwu dla działań USA i Izraela?
Niemniej, są to kwestie polityczne, których rozwinięcie zmieniłoby esej w szerszą publikację, więc czyniąc nawrót, znajdźmy społeczną przyczynę, dla której wystąpienie przeciw sprawującej władzę strukturze, stało się możliwe, akceptowalne właśnie przez część społeczeństwa. Ta przyczyna także tkwi w Asadzie i w jego wyznaniu.
Alawici, stanowiący niecałe 15% społeczeństwa syryjskiego, przez czterdzieści lat skupiali wokół siebie władzę, rządząc wyznawcami nie tylko własnego nurtu, ale też szyitami, sunnitami, immamitami, czy jakimiś 5% przedstawicieli wyznań chrześcijańskich.
O ile jednak szyici akceptują formę islamu wyznawanego przez alawitów, o tyle podejście sunnickie jest w tej kwestii zdecydowanie bardziej radykalne, wręcz do uznania alawitów za niewiernych. W tym tkwi właśnie zarzewie obecnego konfliktu. Mniejszość sprawująca władzę, zdefiniowana w świadomości poddanej władzy większości jako niewierni, dobrnęła do punktu sprzyjającemu temu, by zdefiniować narodową tożsamość na nowo. Bezpośrednim impulsem stały się kwestie ekonomiczno-gospodarcze i nieumiejętne reakcje Asada na pierwsze protesty. Wewnętrzny bodziec zaś stanowiło przekonanie, że krajem powinni rządzić swoi, czyli prawdziwi muzułmanie. Wbrew temu, co próbują sprzedać o konflikcie syryjskim media, większości organizacji tworzących opozycję, czy raczej wspierających rebelię, gdyż nie zlewają się w jednolity twór, na poziomie ideologicznym, nie chodzi o liberalizację prawa w Syrii, a przeciwnie, o większą radykalizację i odejście od alawickiego państwa laickiego. Co jeszcze ciekawsze, Bractwo Muzułmańskie, szeroko krytykowane za działania w Egipcie, od lat siedemdziesiątych prowadzi otwartą walkę z władzami Syrii (jak również z wszystkimi twarzami partii Baas, której część syryjska rządzi Syrią - tak, zaznaczam jak masło maślane, że część syryjska partii Baas, bo w zależności od państwa, działania i idee członków partii różnią się znacznie) i stanowi jedną z sił napędowych obecnych ugrupowań opozycyjnych.
Zatem, odpowiadając sobie na pytanie wstępne, czyli o co właściwie cho w całej zawierusze, jak często przy konfliktach lokalnych, chodzi o to, kto jest lepszym obywatelem danej nacji, w tym wypadku, kto jest muzułmaninem, a kto nim nie jest. To w rozwiązaniu tego problemu powinny pomóc Syryjczykom organizacje międzynarodowe, w mediacji wyłuszczającej bezzasadność linii podziału, w uzmysłowieniu podobieństw i scalających wartości. W mediacji, nie w słaniu karabinów i bomb.
Opierałam się na następujących źródłach:
wywiad z Ammarem Waqqafem, członkiem Syrian Social Club (acz zrezygnowałam
z podparcia się tezą, że większość społeczeństwa popiera reżim, nie znajdując dla
tej opinii wystarczającego poparcia w innych źródłach)
Raport Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, artykuł Tomasza Ołtowskiego
Wikipedia
"Współczesna Wojna", praca zbiorowa, Warszawa 2006
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
maikhaodjai

Re: Syria - właściwie o co cho?

Post autor: maikhaodjai » 09 października 2013, 20:24

Hmmm... Za krótko. :P

Za krótko jak na zarys najnowszej historii Syrii, za krótko jak na pobieżną charakterystykę nurtów w islamie, za krótko wreszcie jak na przybliżenie globalnego dla Bliskiego Wschodu, politycznego tła konfliktu, czyli różnic ideologicznych pomiędzy partią Baas a Bractwem.
Jest po trochu o wszystkim, a w rezultacie dociekliwy czytelnik nadal nie wie nic nowego.

Wiem, że na opisanie "wszystkiego" to i papieru w Polsce by zabrakło, ale może powinnaś się zdecydować na któryś z tych tematów i rozwinąć go choć odrobinę. Z chęcią bym poczytał.

No chyba, że chciałaś tylko zaznaczyć, że media w Polsce w ogóle nie podejmują jakichkolwiek prób przybliżenia tła tej wojny... Jeśli tak, to pierwsze zdanie wyczerpało temat. ;)

Awatar użytkownika
donut13th

Re: Syria - właściwie o co cho?

Post autor: donut13th » 13 stycznia 2014, 16:50

A propos, ostatnio słyszałem, że do sił rebeliantów dołączyli byli żołnierze amerykańscy pomagający im teraz w szkoleniu wojowników. Nie wiem ile w tym prawdy, ale samo zjawisko jest ciekawe. Wyciekł nawet filmik na którym jeden z tych amerykanów cieszy sie po udanym zestrzeleniu samolotu sił rządowych przez rebeliantów.

Awatar użytkownika
Dr Rupert

Re: Syria - właściwie o co cho?

Post autor: Dr Rupert » 17 października 2014, 10:54

Mi się najbardziej podobali amerykańscy żołnierze i ich logiczny protest przeciw wojnie w Syrii... a później się spakowali i pojechali powojować.
I Wołsz ostatnio mam z tym bardzo duży problem właśnie. Ja już nie wiem w co wierzyć. Jest tak wielki natłok informacji, że ja już nie wiem, które są prawdziwe, a które nie. Wiem, że jeśli jest konflikt, to trzeba go rozwiązać. A tutaj nagle cały świat się w to zaangażował, każdy coś mówi, ale sam pewnie nie wie co. Chodzi pewnie o ropę, albo inny syf. Ogólnie strach, lęk i terroryzm. Wojny muszą być cobyśmy się bali i głosowali na tych samych ludzi, co finansują wojny. Bo widzisz konflikt kończy się na kłótni najczęściej, no chyba, że ktoś Was uzbroi i sprowokuje. To już inna para kaloszy. Ogólnie to wiem, że nic nie wiem.

ODPOWIEDZ