Tytuł Tekstu maja zdobył "Bestiariusz" MononokeGirl.

Serdecznie gratulujemy! :D

I oczywiście zachęcamy użytkowników do lektury i komentowania.

Wojna z terroryzmem czy drenaż umysłów?

PUBLICYSTYKA
A kto powiedział, że publicystyka ma być nudna? Nudną robią ci, którzy nie potrafią robić interesującej. ~ Irena Dziedzic
Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Wojna z terroryzmem czy drenaż umysłów?

Post autor: wołszebnik » 27 maja 2013, 13:40

Według raportu niemieckiej Fundacji Bertelsmanna, Muzułmanie stanowią obecnie ok 5% populacji Europy.
Jednocześnie, jak wiemy dzięki doniesieniom mediów, trwa światowa wojna z “islamskim terroryzmem”. Wojna, która w perspektywie europejskiej, stanowi zatem starcie z owymi pięcioma punktami procentowymi cywilizacyjnego tygla. Komu, na naszym kontynencie, tak naprawdę zagraża więc islam? Czy w ogóle możemy mówić o zjawisku islamizacji świata? Czy jeśli pośród setki ludzi mamy pięcioro wyznających tę religię, to stanowią oni realne “zagrożenie” uprawniające do tworzenia nad nimi narzędzi nadzoru, monitorowania, prewencji? I wreszcie, która “siła” jest rzeczywistą ofiarą wojny z “islamskim terroryzmem”?
Terroryzm to zjawisko stare niemal jak świat. Akty przestępcze wymierzone w liczne grupy ludzi z powodów ideologicznych i politycznych nie stanowią wymysłu ostatnich lat. Sam termin wywodzi się z greki i łaciny (greckie: τρέω/treo - bać się, stchórzyć; i łacińskie: terror, -oris - przerażenie, strach, straszna wieść). To, co charakterystyczne dla działań objętych mianem terroryzmu, to fakt, że działania te zwykle wymierzone są w grupy ludzi nie mających bezpośredniego wpływu na realizację żądań stawianych przez organizacje terrorystyczne. Obliczone są na wywarcie efektu psychologicznego, a ich skuteczność opiera się w znacznej mierze o medialność poczynań i oddźwięk społeczny.
Jednak przede wszystkim termin “terroryzm” jest trudnodefiniowalny, a te same działania, które w danej społeczności terroryzmem są nazywane, w ramach moralności innych kręgów kulturowych mogą mieścić się w granicach działań zbrojnych, czy narodowowyzwoleńczych. Stąd na przykład trudności w ocenie poczynań organizacji takich jak IRA, czy ETA, ale też państw: Izraela, Palestyny, Stanów Zjednoczonych, Chin, Tybetu, Rosji, Czeczeni, czy organizacji międzynarodowych jak NATO.
O dziwo, właśnie z powodu trudności z jednoznacznym zdefiniowaniem terminu “terroryzm”, Wikipedia proponuje używanie określenia: "zbrojne organizacje uznawane za terrorystyczne", a nie "organizacje terrorystyczne". Tyle Wikipedia. Mniej więcej analogicznie postępują przedstawiciele mediów zachodniego świata przy relacjonowaniu przebiegu aktów terroru. Mniej więcej, bowiem w przypadku zdarzeń z udziałem osób wyznających islam, używa się jednak terminu “terroryzm islamski”. Stanowi to przypadek, czy także ma wywrzeć określone reakcje? Dlaczego świat nie prowadzi wojny z organizacjami wywodzącymi się z ekstremistycznych środowisk, zainspirowanych reinterpretacją Koranu, tylko walkę definiuje jako “wojnę z islamskim terroryzmem”, czy wręcz “wojnę z islamem”? Przy tak stosowanych terminach rozmywa się rozłożenie odpowiedzialności na konkretne przestępcze organizacje, a przetransponowana zostaje ona (odpowiedzialność) na całą grupę wyznaniową. Za działania organizacji stygmatyzuje się całą kulturę. To tak, jakby wiec Młodzieży Wszechpolskiej został przedstawiony w mediach zagranicznych jako demonstracja młodych Polaków. Brzmi podobnie, ale to nie to samo.
Nie przeczę, że istnieją organizacje we własnym zakresie i na swoje potrzeby interpretujące Koran, organizacje, które są niczym innym jak bandami przestępców. Są takie organizacje: Al-Kaida, Hamas, Hezbollah, Dżabhat al-Nusra, Boko Haram.
Także chrześcijaństwo, czy hinduizm “posiadają” własne organizacje przestępcze. Narodowe Stowarzyszenie Ochotników, czy ugandyjska Armia Bożego Oporu Josepha Kony mają na rachunku setki tysięcy ludzi. Obie organizacje usprawiedliwiają swoją działalność także względami religijnymi. I w tej perspektywie Muzułmanie nie różnią się od wyznawców innych nurtów - jak u Muzułmanów, tak u Chrześcijan, Żydów, Hinduistów, Prawosławnych dochodzi do zjawisk nie mających nic wspólnego z religią, a będących jedynie przestępstwami. Ale oddzielajmy akty przestępcze od wiary i społeczności. Za pierwsze odpowiedzialne są wąskie grona ludzi, szukających w wierze jedynie usprawiedliwienia, pretekstu, pozoru sensowności przeprowadzanych zbrodni.
Nieuzasadniona stygmatyzacja prowadzi zaś do zjawiska, gdy w państwie, w którym jest mniej niż 1% ludzi wyznających islam (znów za raportem Bertelsmanna), ludzie czują się zagrożeni islamizacją. Jakim cudem obywatele cywilizowanego państwa mogą drżeć przed 1% populacji i mówić o prowadzeniu w tych warunkach “wojny”?
Tak, tym państwem z procentem Muzułmanów jest oczywiście Polska. Stale zagrożona islamizacją.



źródła: http://www.gatestoneinstitute.org/3696/ ... lam-threat
https://pl.wikipedia.org/wiki/Terroryzm
http://www.euroislam.pl/index.php/2013/ ... grazajacy/
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: czarownica » 27 maja 2013, 14:11

Uważam Twój artykuł za celny i na temat. Dodałabym jeszcze do niego może rozważania na temat przyczyn takiego stanu rzeczy. Pozwolę sobie wysunąć jedno założenie w tym temacie. Ciekawym zawsze wydawał mi się zbieg okoliczności (?), że apele środowisk opiniotwórczych wzniecające panikę anty-islamizacyjną, kierowane są do określonych grup społecznych, w określonych sytuacjach. Stanowią, swego rodzaju, temat zastępczy, w sytuacji, gdy niezadowolenie ludzi z warunków życia lub prowadzonej przez rząd polityki zaczyna się zwiększać. Wtedy środki masowego przekazu, pozostające w rękach rządzących, zaczynają epatować się takimi tematami, by odwrócić uwagę społeczności od przyczyn złego stanu rzeczy. Ludzie niezadowoleni prędko dają się wciągnąć w ten mechanizm i kierują swój gniew w stronę wskazaną przez media. A to już jest paskudne, godne potępienia i w końcowym efekcie niebezpieczne, bo podsyca nienawiść i tendencje nacjonalistyczne. . To się tyczy nie tylko muzułmanów. Jakimże świętym oburzeniem pałają w stosunku do imigrantów niektórzy nasi obywatele, pomstując na przykład na Ukraińców, odbierających im pracę. Nie myślą oni, że wielu Polaków, pracujących na zachodzie Europy może także być postrzeganych w ten sam sposób. To trochę odbiegnięcie od tematu, ale mechanizm widzę podobny.
Temat jest trudny, niełatwo go wyczerpać i bardzo ciekawy, bo stwarza duże pole do dyskusji.
Pozdrawiam (kosmopolitycznie ;) ).

Awatar użytkownika
Ookami

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: Ookami » 02 czerwca 2013, 17:27

Miałam skomentować Twoją tekst już wcześniej. Ułożyłam w głowie cały post, ale niestety choroba dała mi mocnego kopa, tak że wpadłam prosto do łóżka i większość po prostu ze mnie wyparowała. Teraz trochę bardziej czuję się na siłach, żeby go skomentować, lecz z góry przepraszam, jeśli się w czymś pomylę albo nie zrozumiesz mojego postu, będę próbowała wyjaśnić jeszcze raz. Może na początek zacznę od ogólników odnośnie tekstu, a potem przejdę do konkretów z nim związanych :).

Ogólnie sądzę, że znacznie mogłabyś urozmaicić swój tekst, gdybyś wyciągnęła jakieś inne ciekawostki i to te wygrzebane nie tylko z artykułów zamieszczonych na pewnych stronach. W samej historii znajdziesz wiele przykładów, kiedy to ścierała się kultura islamska z chociażby kulturą chrześcijańską. Oczywiście biorę pod uwagę, że nie piszesz wyłącznie o powszechnym obecnie zjawisku islamizacji, lecz ogólnie o terroryzmie, co tylko daje Ci jeszcze szersze pole. Uważam, że mogłaś bardziej zagłębić się w ten temat oraz mocniej zaznaczyć swoją opinię. Niby można ją wyczuć, ale bardziej podobałoby mi się, gdyby była ona bardziej bezpośrednia. Domyślam się, iż dla innych mógłby być to minus, lecz podeszłoby to wtedy pod felieton, co chyba nie byłoby aż tak strasznym rozwiązaniem. Poza tym Twoje opinie, podobnie jak wspomniane wcześniej ciekawostki, mogłyby dodać trochę lekkości. Tak to wydaje mi się on być całkiem ciężki, a przecież sam temat w sobie nie należy do tych najłatwiejszych, dlatego moje odczucie zostało nieco spotęgowane. W Twoich tekstach zawsze podobała mi się pewna swoboda, czego jakby mi trochę zabrakło.

Teraz o samym meritum sprawy. Dobrze zauważyłaś, że terroryzm to nie jest nic nowego. Zawsze był i będzie, bo chyba najprostszym sposobem jest wymuszenie czegoś poprzez zastraszenie. Przyznam szczerze, choć wiem, iż może zabrzmi to dziwnie, lecz nigdy tak naprawdę nie zastanawiałam się nad terroryzmem. Był mi odległy i niezrozumiały. Dopiero Twój tekst zachęcił mnie do rozmyślań, za co muszę przyznać Ci ogromny plus. Temat ten niewątpliwie został głównie nasilony przez pryzmat ostatnich wydarzeń, czyli obcięciu głowy żołnierzowi brytyjskiemu w samym środku dnia. Później w internecie, gazetach i telewizji zalała nas fala o terroryzmie islamskim. Bez wątpienia był to brutalny akt, który wywołuje ogromny szok, ale tak jak każdy inny zniknie w przypływie kolejnych wydarzeń, co jest oczywiste. Pozostanie po nim jedynie kolejny obraz Muzułmanina. Problemem jest tutaj utożsamianie grup z całą resztą ludzi, którzy są chociażby Muzułmanami, co rzecz jasna ma wywołać określone reakcje, które sądzę, że już na dobre zakorzeniły się w naszej tożsamości. Wystarczy wpisać w google grafika frazę "islamiści", a pokazuje się nam twarz człowieka z twarzą umazaną krwią albo z bronią w ręku. Taki wizerunek nie zniknie, bo ci którzy nie utożsamiają się z radykałami nie mają siły przebicia, a tym samym uwagi.
wołszebnik pisze:Nieuzasadniona stygmatyzacja prowadzi zaś do zjawiska, gdy w państwie, w którym jest mniej niż 1% ludzi wyznających islam (znów za raportem Bertelsmanna), ludzie czują się zagrożeni islamizacją. Jakim cudem obywatele cywilizowanego państwa mogą drżeć przed 1% populacji i mówić o prowadzeniu w tych warunkach “wojny”?
Tak, tym państwem z procentem Muzułmanów jest oczywiście Polska. Stale zagrożona islamizacją.
Ksenofobia była u nas już bardzo dawno temu (nawet przed samym XVI wiekiem), więc tak naprawdę nie ma, co się dziwić, że boimy się nawet tego 1%, chociaż z szerszej perspektywy oczywiście wydaje się to naprawdę śmieszne. Taka jest natura Polaka, którego świadomość i strach przed obcymi pozostała i nie prędko się ona zmieni. Mówi się, że stopień ksenofobii spada, ale osobiście w to nie wierzę. Komuś innemu możemy powiedzieć, że nie mamy nic przeciwko Afroamerykanom, lecz w głębi serca - głównie dzięki mediom i telewizji - ich nie lubimy. W dokumencie zamieszczonym na stronie MSW jest interesujący dokument, mówiący o "Ksenofobii i dyskryminacji na tle etnicznym w Polsce - zarys sytuacji" z 2008 roku, kiedy już mówiono, iż "ujęci w jedną kategorię" Arabowie cieszą się najmniejszą sympatią wśród Polaków. Dlatego będziemy się bać tego 1%, nawet jeśli zagrożenie z ich strony jest minimalne.
Ewka pisze:Ciekawym zawsze wydawał mi się zbieg okoliczności (?), że apele środowisk opiniotwórczych wzniecające panikę anty-islamizacyjną, kierowane są do określonych grup społecznych, w określonych sytuacjach. Stanowią, swego rodzaju, temat zastępczy, w sytuacji, gdy niezadowolenie ludzi z warunków życia lub prowadzonej przez rząd polityki zaczyna się zwiększać. Wtedy środki masowego przekazu, pozostające w rękach rządzących, zaczynają epatować się takimi tematami, by odwrócić uwagę społeczności od przyczyn złego stanu rzeczy. Ludzie niezadowoleni prędko dają się wciągnąć w ten mechanizm i kierują swój gniew w stronę wskazaną przez media. A to już jest paskudne, godne potępienia i w końcowym efekcie niebezpieczne, bo podsyca nienawiść i tendencje nacjonalistyczne.
Zdecydowanie nie jest to zbieg okoliczności, bo nie bez powodu media nazywane są czwartą władzą. Najlepiej jest bowiem skierować złość nie na siebie, czyli rząd i tak dalej, ale kogoś kogo wszyscy nie cierpią, a ostatnio w tym przypadku są to islamiści. Takim o to sposobem żaden problem nie zostaje rozwiązany, a tylko zamieciony pod dywan. Ten zabieg jest często spotykany. Dla podania najlepszego przykładu, który przychodzi mi teraz na myśl. Na początku 2012 roku zrodził się problem z pieczątkami "refundacja do decyzji nfz", długie kolejki, ogólnie chaos, o ile dobrze pamiętam rodziły się wtedy nawet głosy, żeby odwołać ministra ds. zdrowia. Szybko jednak temat został ten zastąpiony małą Madzią z Sosnowca, o której było na tyle głośno, że sprawa dotykająca miliony Polaków dosłownie zniknęła. Wiem, iż może to nie jest przykład związany z głównym tematem, aczkolwiek chciałam bardziej naświetlić swoje myśli. Tak jednak działa telewizja, media. Czy to jest paskudne i godne potępienia? Zdecydowanie, ale w dzisiejszych czasach nawet tego nie zrobi, bo nie zdaje sobie z tego sprawy. Po prostu istnieje za mała świadomość społeczeństwa, a żeby to naprawić potrzeba by było zreformować niemalże wszystko.

Na koniec powiem. Człowiek człowiekowi zawsze będzie wilkiem, jak można cały czas żyć w zgodzie na takim dużymi globie, a religia oraz inne preteksty to - według mnie - jedynie tło, mające być wyłącznie usprawiedliwieniem do czynienia zła.

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 423
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: Kompot » 04 czerwca 2013, 22:53

Wspaniale mi się czytało wołszo, ale...
Moim zdaniem piszesz bardzo dobrze, ale krótko. Właściwie oczekiwałam, że wrzucisz elaborat załadowany wołszową propagandą, a tutaj takie przyjemne pitu pitu. Przyjemne i mało. Przeczytałam jednym tchem i uważam, że jesteś dobra w publicystyce. Mam nadzieję na rozwinięcie i jakieś nowości, które mnie zaskoczą, zbulwersują i tak dalej. XD
Obrazek

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: wołszebnik » 05 czerwca 2013, 07:32

Off Topic
tak w sumie... to starałam się napisać jak najkrócej. Bo długich tekstów nikt nie czyta, a celem było tylko skłonić do pomyślunku i uważniejszego wgryźnięcia się w problem ;)

Dziękuję Wam :heart:
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 423
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: Kompot » 05 czerwca 2013, 19:11

No to cel osiągnięty wołszo, ale i tak chętnie bym przeczytała więcej. Zresztą wlazłam na całą dyskusje, która się wywiązała i czytało mi się zacnie. Publicystyki jest mało, więc nie krępuj się wrzucać dłuższych tekściorów.
Obrazek

Awatar użytkownika
maikhaodjai

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: maikhaodjai » 09 czerwca 2013, 00:14

Nie pozostaje nic innego, jak pochwalić za inicjatywę i zganić za długość tekstu... a raczej jego krótkość. Leniuszek. :P

A można było napisać o największym ostatnimi czasy zamachowcu w Europie, który wcale nie jest islamistą tylko prawicowym bęcwałem, któremu renifery mózg wyjadły (Breivik), o tym, że w wielu rejonach świata ludzie drżą przed terrorem narodowych separatystów (Tamilskie Tygrysy, Partia Pracujących Kurdystanu) lub lewicowych oszołomów (FARC, Świetlisty Szlak), a nie muzułmanów, o tym jak to ciepło byli opisywani w polskich mediach "bojownicy islamscy" z OWP przed '89 rokiem, lub "bojownicy czeczeńscy" przed 2001 (oni do tej pory są jakby "lepszymi" terrorystami, bo leją Ruskich i oddali nam Khalidova :roll: ) i wreszcie o tym, że stan zagrożenia musi trwać, jak nie przymierzając zabawa sylwestrowa, a w obliczu końca jednej zimnej wojny, media sprezentowały nam kolejną i nikt już nie pamięta o pięknej Ulrike Meinhof. Wszystko w jednym zdaniu.

Awatar użytkownika
sweetkompost

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: sweetkompost » 11 czerwca 2013, 12:22

Ta osoba uważa, że Khaleesi jest w błędzie i ośmiela się puścić swój niegodny język w taniec, by błąd ów wytknąć.

Otóż: wydaje mi się, iż zbyt pochopnie połączyłaś i pomieszałaś pojęcia islamu, terroryzmu i fali Muzułmanów, które, jakkolwiek na co dzień intensywnie się przeplatają, nie są tożsame.

Głosy, do których się odnosisz podniosły się w lwiej części w reakcji na stale rosnący procentowy udział Muzułmanów w Europie. Nie ekstremistów, terrorystów czy głosicieli zagłady ale zwyczajnych, przeciętnych państwa Kowalskich (w tym przypadku Mahmud, Begum czy Khan [KHAAAAAAAAAAN!]), którzy w swym zwykłym, przeciętnym dążeniu do bycia w miarę szczęśliwymi w życiu doczesnym od czasu do czasu sobie kopulują.

Te wszystkie badania wykazują, że o ile posiadanie ziemnioka nie jest dla rodowitego Niemca powodem do zadowolenia dostatecznym by podjąć aktywne działania na rzecz przedłużenia gatunku, tak imigrant pochodzenia łotewskiego wszedłszy w posiadanie tegoż samego ziemnioka ze szczęścia ma przywidzenia i kopuluje na potęgę. W obliczu tego zatrważającego faktu wychodzi nam, że co pokolenie ubywa rodowitych Niemców (jak i Europejczyków) a przybywa biednych Muzułmanów (w tej chwili drogi czytelniku zdajesz sobie sprawę, że to o Łotyszach to taka metafora była, co więcej metafora akwatyczna, gdyż Łotysze z uwielbieniem taplają się w ziemniokach), agresywnie wyrywających tym pierwszym coraz to lepsze posady, z dnia na dzień pomnażając tak ilość posiadanych ziemnioków jak i swe pogłowie.

Z jednej strony już teraz wiadomo, że prognozy typu "do 2050 będą stanowili już 50%" są leciutko przesadzone, z drugiej nie jest to coś, co możemy ocenić na podstawie codziennych obserwacji. Dążenie każdego człowieka do trzymania ze swoimi oraz prawicowe organizacje zachęcające do aktywnej walki z Muzułmańską falą tylko taką ocenę utrudniają - można codziennie chadzać ulicami miasta ze znacznym udziałem wyznawców danej religii i żadnego nie spotkać (ankiety wykazują, że Wrocław ma 0,5% Jedi a ja jeszcze żadnego nie spotkałem :/).

Nikt tak naprawdę nie prowadzi wojny z islamskim terroryzmem (poza USA, które wciąż dostają drgawek na samo brzmienie słowa terrorysta, zwłaszcza jeśli gdzieś w okolicy domu rzeczonego osobnika znajduje się złoże wysokoenergetycznego nieodnawialnego surowca naturalnego), natomiast Europejska prawica (która z uwielbieniem przytacza wspomniane przez Khaleesi dane Fundacji Bertelsmanna) coraz ostrzej prowadzi wojnę z islamem. Zarówno tym nabytym, rozniesionym przez nawróconego celebrytę, jak i przywiezionym na pokładzie nielegalnego imigranta. I ja się boję. Nie wiem czy bardziej tego, że mogą mieć rację i religia, która leży niemal u naszych korzeni jednak zniknie z Europy, czy tego że na tym całym straszeniu najbardziej ekstremalna prawica urośnie w siłę i tej siły użyje. Bo z drugiej strony, według badań innej fundacji (im. Friedricha Eberta), przez to całe gadanie popiera ich już 10% Niemców. W Polsce też już nie stanowią marginesu i ich akurat skromny obserwator codzienności wręcz nie może nie zauważyć.

Aha! Zakładam ekstremalną Buddyjską organizację terrorystyczną, kto dołączy? Rzucimy Europę na kolana używając gazu rozweselającego i łaskotek.

(Jak już napisałem coś tak długiego to mam dosyć punktów by upublicznić moje fantastyczne opowiadanie fantastyczne, zatytułowane "opowieść fantastyczna", czy jeszcze muszę ciułać?)

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: wołszebnik » 11 czerwca 2013, 13:02

sweetkompost pisze:Ta osoba uważa, że Khaleesi jest w błędzie i ośmiela się puścić swój niegodny język w taniec, by błąd ów wytknąć.

Otóż: wydaje mi się, iż zbyt pochopnie połączyłaś i pomieszałaś pojęcia islamu, terroryzmu i fali Muzułmanów, które, jakkolwiek na co dzień intensywnie się przeplatają, nie są tożsame.
Szczerze mówiąc celem tej notki (bo to w sumie notka, przyczynek mający dać impuls do zastanowienia, dalszego poszperania sobie za informacjami) było wskazanie, że połączenie w jeden ciąg myślowy pojęć islam-terroryzm-fala Muzułmanów (tudzież islamizacja), jest połączeniem na wyrost i zbyt pochopnym. Oraz że każde ze wspomnianych to pojęcia oddzielne i nie funkcjonują jak synonimy ;)
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
sweetkompost

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: sweetkompost » 12 czerwca 2013, 14:46

Test, test.

EDIT: Badania Fundacji im. Serengira wykazały ponad wszelką wątpliwość, że postowanie w tym miejscu przybliża postujących do możliwości zamieszczania własnych opowiadań. Fundacja Bertelsmanna zawstydzona.

Awatar użytkownika
sweetkompost

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: sweetkompost » 12 czerwca 2013, 14:55

wołszebnik pisze:Szczerze mówiąc celem tej notki (bo to w sumie notka, przyczynek mający dać impuls do zastanowienia, dalszego poszperania sobie za informacjami) było wskazanie, że połączenie w jeden ciąg myślowy pojęć islam-terroryzm-fala Muzułmanów (tudzież islamizacja), jest połączeniem na wyrost i zbyt pochopnym. Oraz że każde ze wspomnianych to pojęcia oddzielne i nie funkcjonują jak synonimy ;)
Hmmm, być może, być może. Jednakże zauważ proszę, iż wychodząc od terrorystów posiłkujesz się danymi z sekcji "fala Muzułmanów". Ktoś czytający twój wpis w pośpiechu i z totalnym brakiem należytego szacunku mógł ów wstęp opacznie odczytać i nie drążąc dalej ulepić naprędce odpowiedź.

Awatar użytkownika
ilzen

Re: Wojna z terroryzmem, czy drenaż umysłów?

Post autor: ilzen » 12 czerwca 2013, 19:41

Ja bym jednak skrytykował tekst, bo jak na publicystykę to to jest zbyt na szybko napisane,bardziej pasuje na zadanie domowe do szkoły albo na ulotkę propagandową (bo mało miejsca do zadrukowania).

Czyli mamy przedstawienie tez wyjściowych, danych, postawienie pytań i... parę zdań machniętych ot tak, z podsumowaniem. Brakuje części analitycznej. Gdyby ten tekst miał mnie do czegokolwiek przekonać, nie zrobiłby tego, bo tu mamy tylko rzucenie haseł ze słabym podparciem merytorycznym.

Cóż, o ile wołsza umie napisać dobrze gdy chce, to tutaj chyba się jej spieszyło :P .

ODPOWIEDZ