TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Czarna Strzała

Awatar użytkownika
Szary Wilk
Posty: 23
Rejestracja: 15 grudnia 2012, 21:35

Czarna Strzała

Post autor: Szary Wilk » 14 września 2013, 10:59

Witam.

To mój debiut pisarski na tym forum. Opowiadanie funkcjonuje jako oddzielna całość, chociaż możliwe że stanie się pierwszym opowiadaniem z cyklu. Chętnie przyjmę wszelkie uwagi zarówno dotyczące pisowni, błędów, stylu, jak również fabuły.


Czarna Strzała

Wiatr wiał niemiłosiernie, kiedy zdesperowany puchacz starał się powrócić do gniazda. W dziobie trzymał zdobycz dla swoich młodych. To ich głód zmusił go do wyprawienia się na łowy w taką pogodę. Nie miał on wiele szczęścia, ponieważ gdy wracał rozpętała się burza. Starał się jak najszybciej dotrzeć do młodych. Jego drogę rozświetlały błyskawice, a pod skrzydłami rozpościerał się widok na warownie stojącą na wzgórzu pod lasem. Zamek otoczony był pierścieniem stworzonym z ognisk biwaków oblegającej go armii. Żołnierze pomimo ulewnego deszczu i burzy starali się za wszelką cenę podtrzymać przygasający ogień. Ptak jednak nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, gdyż jego cel znajdował się kilka staj dalej. Machając skrzydłami, najszybciej jak tylko mógł, minął po drodze jeszcze dwie wsie oraz potok i już widział swe gniazdo znajdujące się na rozłożystym świerku.
Drzewo to stanowiło wymarzony punkt obserwacyjny. Rozciągał się z niego widok nie tylko na rozległe tereny łowieckie, ale także na położony niedaleko gotycki zamek. W chwili, gdy puszczyk rzucał swoją ofiarę rozkrzyczanym potomkom, można było spostrzec postać, która szybko szła krużgankiem. Coraz to nowy błysk oświetlał idącego prędkim krokiem mężczyznę. Na głowę miał on zaciągnięty kaptur. Dotarł do drzwi i otworzył je szybkim ruchem. Wkroczył do pokoju, w którym palił się kominek będący jednocześnie jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu. Stał tam długi stół, wokół którego siedziało dziesięciu mężczyzn, znajdowało się tam także jedno wolne krzesło. Zgromadzeni, za wyjątkiem brodatego człowieka odzianego w ozdobną tunikę, ubrani byli w lekkie paradne zbroje. Światło odbijało się od tych stalowych, wypolerowanych powierzchni.
– No, nareszcie jesteśmy w komplecie - rzekł mężczyzna siedzący pośrodku stołu. – Proszę siadaj lordzie Czarna Strzała.
Mężczyzna w płaszczu bez słowa zrzucił kaptur i usiadł. Wówczas ukazały się jego długie ciemnobrązowe włosy spięte w kucyk. Na prawym policzku miał ciągnącą się prawie do nasady ucha bliznę, którą, gdyby się uśmiechał, można by uznać za przedłużenie ust. Jednak w tej chwili ta młoda twarz wyrażała pełne skupienie. Jasnozielone oczy utkwione były w brodatym mężczyźnie, który przed chwilą go powitał.
– Wiesz jak wygląda nasza obecna sytuacja? – spytał człowiek w tunice.
– Tak. Zamek oblegany jest już od miesiąca i jak na razie brak przełomu – skwitował krótko.
– Zgadza się – odparł hrabia. Trudno było dostrzec rozmówcy wyraz jego twarzy, ponieważ siedział zwrócony plecami do palącego się kominka.
– Należy jeszcze dodać, iż możemy liczyć na dwie kompanie z pobliskich zamków jednak nie dostaniemy nawet jednego rekruta więcej. Książę Anraj dobrze się okopał. Co więcej otrzymałem informację, że w naszym kierunku zmierza armia mająca na celu przerwanie oblężenia. Jak nam wszystkim wiadomo krążą plotki o tym, iż księżniczka Lavena ma zostać wydana za mąż za króla Cedrika. Wówczas mając na prawej flance sprzymierzone z naszym wrogiem królestwo szanse na pozytywny obrót sprawy wydają się nikłe. Nawet gdybyśmy wygrali tę bitwę, to nie wiem, jak potoczyłaby się wojna - opisał sytuację głównodowodzący. - Krótko mówiąc zależy nam na czasie – posumował.
– Pozwolisz hrabio, że zapytam inaczej: czemu zawdzięczam zaproszenie tutaj? Zazwyczaj moi mocodawcy nie garną się do tego, by tak szczegółowo zapoznawać mnie ze swoimi planami – wytłumaczył młodzieniec w kucyku.
– Sytuacja jest patowa. Nie mogę dojść do porozumienia z dowódcami. Część z nich chce szybko zaatakować i z tej pozycji rozpocząć pertraktacje pokojowe, lecz to doprowadzi do sporego rozlewu krwi. Druga grupa pragnie zaś wycofać się i utrzymać dwa uprzednio zdobyte zamki, kończąc tym samym kampanię w Księstwie. To jednak przekreśliłoby nasz miesięczny wysiłek wojenny. Z kolei ty lordzie jesteś również dowodzącym armią i w związku z tym impasem postanowiliśmy udzielić ci prawa głosu. Wszakże zapewne nie raz miałeś do czynienia z podobnymi sytuacjami w swoim fachu najemnika – odparł hrabia akcentując silnie słowo „lord”.
Dowódca najemników czuł na sobie świdrujące spojrzenie hrabiego, tak jakby ten oczekiwał, iż za odpowiednie wynagrodzenie potrafi on rozwiązać wszystkie jego problemy.
– Moim zdaniem – rozpoczął powoli po dłuższej chwili – błędnym jest założenie, że istnieją tylko te dwa rozwiązania. – Wśród zebranych przebiegł pomruk niezadowolenia, w końcu to były ich propozycje. – Wysunąłbym trzecią. Należy porwać księżniczkę – powiedział, jakby stanowiło to coś oczywistego. – Kiedy hrabia uwięzi tę białogłowę, będzie miał w ręku więcej argumentów w pertraktacjach z Anrajem, a i z mariażu nici, kiedy nie ma się z kim żenić. Cóż, dalszą politykę zostawiam hrabiemu. Ze swej strony mogę zaoferować wykonanie tej misji. Jednak będę potrzebował do tego pomocy ludzi hrabiego.
– Ale czy możemy być pewni lojalności twoich ludzi? – spytał jeden z dowódców.
– Ja jestem pewny ich wierności wobec mnie, a do czasu jak będziecie płacić możecie być pewni mojej lojalności wobec waszej sprawy – rzekł do wszystkich, ale jego wzrok stale spoczywał na hrabim. – Pytanie brzmi czy hrabia jest pewny swoich podwładnych? – zapytał ironicznie.
Po raz kolejny jego słowa spotkały się z pomrukiem dezaprobaty, jednak nikt nie chciał głośno wyrazić swego zdania, do chwili, kiedy nie uczyni tego ich przywódca.
– Pomimo twej arogancji, twoja skuteczność oraz opowieści krążące na twój temat każą mi zastanowić się nad tym - rzekł hrabia z zadumą. – Przystanę na twoją propozycję. Powiedz, czego będziesz potrzebował?
– Całej twojej armii, mój panie – odparł, schylając przy tym głowę.

* * *

Burza ustała, lecz ziemia pod wpływem opadu stała się grząska i śliska. Lord obejrzał się za siebie by popatrzeć na swoich kompanów. Wszyscy czekali w napięciu na jego znak. Stali pod murami zamku. Jednak, żeby mogli się tam dostać, krąg płomieni musiał na chwilę przygasnąć na całej swej długości, by po chwili znowu błysnąć światłem, które oślepiało obrońców i nie pozwalało im śledzić ruchów nieprzyjacielskich wojsk. Wśród oblegających oddziałów zapanował hałas i ruch w związku z czym obrońcy zdwoili czujność. Było to na rękę młodzieńcowi z blizną, ponieważ oznaczało, iż najprawdopodobniej niewielka szczelina w murze, która powstała na skutek delikatnego osunięcia się zbocza, pozostała bez ochrony, jeśli oczywiście nadal istniała. Minęło trochę czasu od kiedy był tu po raz ostatni.
Ogromny atut przywódcy najemników stanowiło to, iż w odróżnieniu od wojsk hrabiego znał bardzo dobrze ten zamek. Jego zawód może nie był usłany różami, ale umożliwia podróżowanie w poszukiwaniu zleceń lub, jak w przypadku lorda, przy przyjmowaniu ofert. Cały oddział był ubrany na czarno. Nie mieli przy sobie nic żelaznego oprócz ostrzy, żeby nie zdradzić się niepotrzebnym szczękiem. Byli doskonale widoczni w świetle płomieni, jednak poruszali się w martwym polu tuż przy murach zamku.
– Błogosławione lenistwo – powiedział z uśmiechem, który z powodu blizny wydawał się bardzo szeroki, w chwili kiedy zobaczył, że szczelina nadal istnieje.
Szpara, a właściwie niewielka dziura przy fundamentach, pozwalała na przejście na czworaka dorosłemu mężczyźnie. Na zamku wiedziało o niej jedynie kilka osób, które w ten sposób skracały sobie drogę do sterty śmieci za miastem. Gdy wszyscy znaleźli się po drugiej stronie muru, Czarna Strzała bez większego trudu doprowadził ich do jednego z wejść na zamek. Kilkukrotnie musieli przystawać, kiedy jacyś spóźnieni strażnicy biegli na mury obronne, zwabieni nagłą wrzawą panującą w obozie przeciwników. Przechodzili przez kolejne korytarze, a czynili to nawet nazbyt ostrożnie, ponieważ większość obrońców znajdowała się na blankach. Gdy zbliżyli się do komnaty księżniczki i jej służby, lord zatrzymał swoich kompanów.
– Pamiętacie opisy, które wam podałem – szepnął. Kiedy otrzymał od nich potwierdzenie kontynuował. - Jak najmniej hałasu, jak najmniej krwi. Przygotujcie worki i liny. Trzech z was zostanie ze mną. Zaczynajcie – zakomenderował.
Cały oddział szybko wbiegł do wyznaczonej komnaty. Po chwili zaś dało się słyszeć szczęk oręża i długi przeciągły krzyk.
– A niech to – zdenerwował się przywódca – schowajcie się w tamtej wnęce – rzekł do dwóch ze swoich ludzi.
Sam zaś plecami przylgnął do drzwi, za które przed chwilą wysłał swoich ludzi. Spojrzał na kompana, który z nim pozostał. Ten uczynił to samo co jego lider, działali przecież tak już nie pierwszy raz. Zgodnie z przewidywaniami Czarnej Strzały, za chwilę usłyszeli tupot okutych stóp.
– Na szczęście tylko dwóch – pomyślał lord, kiedy zobaczył nadbiegających rycerzy.
Rozpoczęła się walka. Po krótkiej wymianie ciosów Czarna Strzała przyklęknął na jedno kolano. Rycerz, który z nim walczył pewny już swego zwycięstwa, uniósł miecz wysoko nad głowę, żeby zadać decydujący cios. W tej właśnie chwili pod wpływem zamaszystego ruchu, pomiędzy płytami jego pancerza powstała szczelina, która szybko została wypełniona przez dwa zabójcze sztylety, należące do ukrytych w cieniu najemników. Po chwili drugi z rycerzy padł martwy na ziemię, nie mając szans w starciu z czterema przeciwnikami. Teraz, kiedy porywacze stracili element zaskoczenia, ich jedynym atutem pozostała szybkość działania. Weszli do komnaty. Na posadzce spoczywało pięć ciał. Cztery należały do poległych strażników, a jedno do napastników. Przy ścianie, wspierając się o nią plecami, leżały damy dworu. Ręce i nogi miały związane, na głowy zaś założono im worki. Starały się krzyczeć, lecz nałożone wcześniej kneble skutecznie dławiły krzyk. Stało tam również wielkie łoże z baldachimem, którego kotary postrzępione były od ciosów mieczem.
– Czarna Strzało, zgodnie z rozkazem, oto twoja księżniczka. Co mamy zrobić z tą drugą? – zameldował jeden z podkomendnych, prowadząc dwie kobiety z workami na głowach. Na dźwięk tego znanego imienia siedzące pod ścianą dworki umilkły.
– Bardzo dobrze, ale musimy się śpieszyć. Tą drugą zaprowadźcie hrabiemu, zna ją, ucieszy się na jej widok i zapewne sypnie złotem. Mi dajcie księżniczkę. Ruszajcie tą samą drogą, którą tutaj przyszliśmy. W tym miejscu rozdzielimy się, jeśli nie wrócę, to wiecie co macie robić. Teraz szybko podajcie mi kuszę – powiedział.
Po chwili trzymał w rękach tę zabójczą broń. Ze swego kołczanu przytroczonego do pasa wyciągnął czarny bełt. Następnie wycelował w wezgłowie łoża i wystrzelił. Bełt utkwił w twardym drewnie.
– No, formalnościom stało się zadość. Teraz będą wiedzieli czyje to dzieło – podsumował młodzieniec z blizną oddając kuszę swemu kompanowi. – Tej damie nie może spaść włos z głowy, a jak się dowiem, że spadł jej wianek to wam odpadną głowy – przestrzegł.
Wybiegli z komnaty prowadząc porwaną kobietę. Lord zarzucił na głowę kaptur i ruszył z księżniczką, jednak w przeciwnym kierunku niż reszta żołnierzy. Zmierzał do nadwornej piekarni. Wiedział, iż w jej piwnicy oprócz zapasu mąki można znaleźć tajemne przejście do wąskiego tunelu prowadzącego za miasto. Szli tak szybko, jak tylko na to pozwalał zarzucony na głowę księżniczki worek. Mijali kolejne kręte korytarze, schody, drzwi. Czarna Strzała zaczynał już liczyć w duchu, że uda im się stąd równie łatwo wyjść jak wcześniej wejść. Jednak tak się nie stało. Z jednej z komnat wybiegło kilkunastu rycerzy i zagrodziło im drogę do wyjścia. Nie było najmniejszego sensu wracać, gdyż dworki zapewne narobiły już tyle hałasu, że i za nimi ruszył pościg.
– Witajcie mości rycerze, nie będę miał okazji was pewnie poznać, ale wy znacie mnie – rzekł lord szyderczym głosem i odrzucił kaptur.
Widząc, jakie zrobiło to na nich wrażenie, wykorzystał tę chwilę. Wyciągnął sztylet i przysunął go do worka.
– Jako, że jesteśmy ludźmi honoru proponuję układ. Wy przepuścicie nas wolno, a Lavenie nic się nie stanie.
Kiedy to powiedział uśmiechnął się tak, że po raz kolejny blizna stworzyła przerażającą jedność z ustami. Rycerze wyciągnęli miecze przed siebie.
– Skąd mamy wiedzieć, że to nasza księżniczka? – rzekł jeden z nich.
– Wszak rzekłem, iż jesteśmy ludźmi honoru – to powiedziawszy, przycisnął jeszcze mocnej sztylet, a księżniczka starała się coś wykrzyczeć.
Wywarło to zamierzone wrażenie. Rycerze powoli położyli swoje miecze na posadzce i odsunęli się do jednej ze ścian korytarza. Czarna Strzała szybko podszedł do wrót cały czas patrząc na nich i trzymając jednocześnie uniesiony sztylet. Stanął tyłem do drzwi, następnie kopnął je i zniknął za nimi. Wypuścił Lavenę, błyskawicznie zamknął oraz zaryglował przejście.
– Nie mamy czasu. To nie będzie już konieczne – mówiąc to ściągnął worek z głowy księżniczki.
Zza lnianej zasłony wyłoniła się twarz przykryta kaskadą falowanych kasztanowych włosów. Księżniczka miała oczy koloru głębokiej zieleni, które idealnie komponowały się z delikatnymi rysami twarzy. Kiedy tylko zdjęto jej worek poprawiła sobie włosy i oczyściła twarz z kurzu.
– Twoi ludzie oszukali cię, nie jestem księżniczką – powiedziała z nutką triumfu, kiedy tylko wyjęła knebel.
– Nieroztropnie mówić takie rzeczy, wszakże nakazali mi doprowadzić księżniczkę całą i zdrową. – a widząc przerażenie rysujące się na tej uroczej twarzy dodał: – Nie obawiaj się, nie zabiję cię. Teraz szybko, biegiem!
Biegli dopóki nie dotarli do drzwi prowadzących na zewnątrz. Tutaj zatrzymali się, żeby dama złapała na moment oddech.
– Wybacz pani, ale to ja ich oszukałem, wiem kim jesteś – powiedział lord korzystając z chwili czasu.
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, kiedy ponaglił ją do dalszego biegu. Na zewnątrz zaczął jaśnieć horyzont, jednak nadal widać było światło bijące od zapalonych ognisk i pochodni. Nagle nad zamkową wieżę wzbiła się ognista strzała. Czarna Strzała nawet się nie obejrzał. Wiedział co to oznacza. Rozpoczął się szturm na zamek. Zaczęły spadać pociski wyrzucane przez trebusze. Wówczas rozpętało się ogromne zamieszanie wśród ludzi, którzy zaczęli panikować, zaś pozostałe na zamku wojsko starało się zaprowadzić jak najszybciej porządek. W całym tym rozgardiaszu nikt nie zwrócił uwagi na Lorda i jego towarzyszkę, pomimo tego, że kobieta miała związane ręce. Szybko i stosunkowo bezpiecznie dotarli do piekarni. Wejście do piwnicy znajdowało się na zewnątrz, a lekko nadpróchniałe drzwi szybko ustąpiły pod uderzeniami buta. Weszli do środka. Nie było tam zbyt wiele miejsca. Znajdowały się tam ułożone rzędami worki, a ziemię pokrywała warstwa mąki. To pozwalało wykryć czy ktoś wchodził do tego pomieszczenia.
– Szukamy niewielkiego kółka wyrytego w posadce – rzekł młodzieniec i rozciął kobiecie sznur krępujący jej dłonie.
Oboje przylegli do ziemi i zaczęli rozgarniać mąkę. Po chwili lord wyczuł pod palcami obiekt swych poszukiwań. Odwrócił się, żeby powiedzieć o tym zakładniczce i w ostatniej chwili podniósł rękę, dzięki czemu zablokował cios zadany łopatą do wkładania chleba do pieca. Siła ciosu nie pozwoliła mu szybko się podnieść.
– Deirde! – zawołał kiedy młódka stała już u wyjścia z piwnicy.
Dziewczę zatrzymało się w drzwiach, a następnie powoli obróciło.
– Skąd znasz moje imię? – zapytała podchodząc do niego.
– Ty także znasz moje – odparł.
Następnie Czarna Strzała wstał i spojrzał jej głęboko w oczy.
– Sulivan? – rzekła cicho z niedowierzaniem. – Czy to naprawdę ty?
Jedyna odpowiedź jaką otrzymała zawarta była w jego spojrzeniu.
– Nie ma na to teraz czasu – powiedział krótko.
Podniósł się szybko. Włożył dwa palce w wyryty znak, przesuwając je po nim kilkukrotnie. Coś zgrzytnęło, okrąg zajaśniał światłością. Jeden rząd worków stał się tak biały jakby leżała tam tylko sama mąką. Następnie mąką zmieniła się w mgłę, a ta została wchłonięta w wąski korytarz, który pojawił się za nią.
– Ruszaj przodem, nic ci tam nie grozi – zapewnił Czarna Strzała.
Wędrówka przez tunel przebiegła szybko i sprawnie. Była jednak męcząca, ponieważ niewielkie rozmiary tego tajnego przejścia zmuszały do marszu w zgarbionej pozycji. Deirde dotarła do końca tunelu i pchnęła sędziwe deski. Wejście otworzyło się nadzwyczaj łatwo. Z zewnątrz porośnięte było grubą warstwą mchu, a przy nim znajdowały się dwa duże kamienie, które dobrze je skrywały. Koniec tunelu znajdował się na pobliskim pagórku, w młodym gęstym lesie. Przedarli się przez tą gęstwinę. Z tego miejsca mieli idealny widok na oblegane miasto. Lord spojrzał na dziewczynę. Stała z pochyloną głową, a kasztanowe włosy przesłaniały jej twarz. Zbliżył się do niej.
– Płaczesz? - zapytał, rozchylając jej włosy.
– Dlaczego płacz słodkim jest dla nieszczęśliwych? - spytała szlochając.
– Wiem tylko, że łzy są kroplami krwi duszy. Zrozum mnie, dokąd mogłem uciec od samego siebie?
– Jak to jest możliwe? – dopytywała się. – Jak mnie znalazłeś?
– Kiedy dowiedziałem się, że zostałaś wygnana i wysłana przez portal, nie mogłem się z tym pogodzić. Długo szukałem pomocy u druidów, aż w końcu znalazłem. Otworzyli dla mnie portal i zjawiłem się tutaj. Minęły trzy lata zanim natrafiłem na twój ślad. Przez ten czas żyłem jako najemnik i koczownik. Zdobyłem sławę, pieniądze, wierną kompanie, bliznę, oraz przydomek lord Czarna Strzała, a co zaś najważniejsze rozliczne kontakty, ponieważ cały czas szukałem ciebie, Deirde. – uśmiechnął się, ale tym razem był to uśmiech jak najbardziej przyjacielski – nadarzyła się okazja. Dowiedziałem się w końcu gdzie przebywasz, a hrabia rozpoczął kampanię przeciwko twemu księstwu. Nie musiałem długo czekać, aby dostać zaproszenie na te „wydarzenie”. A teraz proszę uśmiechnij się do mnie – powiedział, dotykając jej podbródka, unosząc delikatnie głowę dziewczyny i patrząc jej w oczy.
Odwzajemniła się uroczym uśmiechem oraz tym spojrzeniem, na które tak długo czekał.
– Używasz kuszy, nie łuku. - zauważyła.
– Nie wchodząc w szczegóły, powiem tylko, że strzała brzmi o wiele lepiej niż bełt – zażartował.
Słońce wzniosło się już nad horyzont. Jego pierwsze promienie oświetliły twarz Deirde. Lico, chociaż pokryte mąką i kurzem, w których ściekające łzy pozostawiły swe ślady, miała jednak szczęśliwe. Słońce oświetlało także zmagania wojenne na zamku. Aż tutaj docierały odgłosy walczących armii.
– Powiedz mi, co się stanie z ludźmi w zamku? Co będzie z twoimi kompanami? – zaniepokoiła się.
– Kiedy księżniczka dotrze do hrabiego ten pozorowany szturm skończy się, a rozpoczną się pertraktacje pokojowe. Stanowiło to tylko część planu, który miał ułatwić wykonanie zadania. Moi ludzie – zastanowił się chwilę - to stare wiarusy. Po kilku dniach uznają mnie za zmarłego i nie będą po mnie płakać. Po prostu wykonają mój ostatni rozkaz, a potem będą wolni.
– Jaki to rozkaz?
– Podzielą się łupem i dokonają niezbędnych przygotowań do otwarcia portalu. Kiedy przez niego przejdziemy będziemy wyglądać tak samo jak kiedyś.
– Czy to możliwe? – zdumiała się dworka.
– Tak, jest pewien sposób – wyszeptał ze szczęściem wypisanym na twarzy i przytulił ją mocno – Czy to nie wspaniałe? – zapytał.
– Nie – odparła z przestrachem, co bardzo zaniepokoiło lorda.
– O co chodzi? Czyż trudziłem się na darmo? Może to, co zostało wypowiedziane w naszej ojczyźnie nie jest już ważne? Czy może nie pamiętasz tamtego księżyca, tamtych gwiazd i ognia? – pytając, odsunął się i chwycił ją za dłonie.
– To będzie ważne przez całe nasze życie, ale ja jestem banitką, tam nie ma miejsca dla mnie, tam nie ma miejsca dla nas - wytłumaczyła.
– Co ja teraz zrobię? Tak bardzo skupiłem się na tym, żeby cię odnaleźć i wrócić, że nie pomyślałem o żadnej alternatywie.
– Proszę, zostańmy tutaj - zaproponowała.
Sulivan wymownie milczał i zdawało się im, że cisza rozprzestrzeniała się wokół. Jednak ten spokój zapanował na skutek zakończenia walk pod zamkiem. Całe słońce wzniosło się już nad horyzontem. Wokół pary zaczęła unosić się mgła, lecz miała kolor złota. Poczęła wznosić się ku czubkom głów, aż całkowicie zakryła Sulivana i Deirde. Nagle silny podmuch wiatru momentalnie rozwiał mgłę. Lecz ich już tam nie było, a raczej byli, lecz odmienieni. Oboje ubrani w długie, powłóczyste szaty koloru ciemnej zieleni. Stali się także wyżsi o kilka cali, dłonie wychudły, a palce wydłużyły się. Oboje również mieli rozpuszczone włosy opadające na plecy. Na twarzach nie było widać śladów wydarzeń minionej nocy, a Sulivan nie miał blizny. Od całych postaci bił delikatny blask, nadając im szczególnego piękna.
– W naszej ojczyźnie nikt nas nie przyjmie. Dobrze wiesz, że elfy mają bardzo dobrą pamięć, a wyrozumiałość nie należy do mocnych cech naszych pobratymców – przekonywała go. – Ty możesz tam wrócić, ja nie.
Równie szybko jak się zmienili, powrócili do swych dawnych postaci. Znów stali obok siebie zmęczeni i brudni. Sulivan oszpecony i z bolącym przedramieniem, a Deirde zapłakana. Cały ten czas trzymali się za ręce.
– Dobrze, zo... – Czarna Strzała nie zdążył dokończyć słowa, bo jego ukochana mocno przylgnęła do niego.
– Ty znowu płaczesz? – zmartwił się.
– Tak, ale tym razem to nie krew duszy – powiedziała uśmiechając się i płacząc jednocześnie.
Odwrócili się, by jeszcze raz spojrzeć na umęczone miasto skąpane w promieniach wschodzącego słońca.

Dziękuję za wytrwałość.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1462
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Czarna Strzała

Post autor: Kanterial » 14 września 2013, 19:45

SpoilerShow
Wiatr wiał niemiłosiernie, kiedy zdesperowany puchacz starał się powrócić do gniazda. W dziobie trzymał zdobycz dla swoich młodych. To ich głód zmusił go do wyprawienia się na łowy w taką pogodę. Nie miał on wiele szczęścia, ponieważ gdy wracał rozpętała się burza. Starał się jak najszybciej dotrzeć do młodych. Jego drogę rozświetlały błyskawice, a pod skrzydłami rozpościerał się widok na warownie stojącą na wzgórzu pod lasem. Zamek otoczony był pierścieniem stworzonym z ognisk biwaków oblegającej go armii. Żołnierze pomimo ulewnego deszczu i burzy starali się za wszelką cenę podtrzymać przygasający ogień. Ptak jednak nie zwrócił na to najmniejszej uwagi przecinek gdyż jego cel znajdował się kilka staj dalej. Machając skrzydłami, najszybciej jak tylko mógł, minął po drodze jeszcze dwie wsie oraz potok i już widział swe gniazdo znajdujące się na rozłożystym świerku.
Drzewo to stanowiło wymarzony punkt obserwacyjny. Rozciągał się z niego widok nie tylko na rozległe tereny łowieckie, ale także na położony niedaleko gotycki zamek. W chwili przecinek gdy puszczyk rzucał swoją ofiarę rozkrzyczanym potomkom przecinek można było spostrzec postać otuloną w płaszcz idącą szybko krużgankiem *"która szła szybko krużgankiem" proponuję w tym miejscu, bo trochę to zdanie dziwnie wygląda przez taką budowę. Albo słowa "otuloną w płaszcz" można potraktować jak wtrącenie, czyli oddzielić z przodu i z tyłu przecinkami, dzięki czemu będzie czytelniej. Do przemyślenia.* Coraz to nowy błysk oświetlał idącego prędkim krokiem mężczyznę. Na głowę miał on zaciągnięty kaptur, a dudnienie jego skórzanych butów odbijało się echem o kamienną posadzkę. *echo to fala dźwiękowa, która odbija się od przeszkody i wraca - najczęściej odbija się ten dźwięk o drzewa, skały albo ściany, ale żeby podłoże powodowało echo? Koleś idzie krużgankiem, więc na pewno ten korytarz ma jakieś sklepienie, ściany/kolumny po bokach - i to może fala dźwiękowa napotkać, prędzej, niż podłogę w tym sensie. No i odbijać się może tylko OD czegoś, a nie O coś. Proponuję więc "skórzane buty dudniły, a dźwięk ten odbijał się echem od czegoś".* Dotarł do drzwi i otworzył je szybkim ruchem. Wkroczył do pokoju, w którym palił się kominek będący jednocześnie jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu. Stał tam długi stół, wokół którego siedziało dziesięciu mężczyzn, znajdowało się tam także jedno wolne krzesło. Zgromadzeni, za wyjątkiem brodatego człowieka odzianego w ozdobną tunikę, ubrani byli w lekkie paradne zbroje. Światło odbijało się od tych stalowych, wypolerowanych powierzchni.
– No sugeruję przecinek! nareszcie jesteśmy w komplecie - rzekł mężczyzna siedzący pośrodku stołu. – Proszę siadaj lordzie Czarna Strzała. (nie sądzisz, że "proszę siadaj lordzie" brzmi niecodziennie? Nie piszę tego, żeby się Ciebie czepić :D tylko takie zwykłe "proszę, usiądź" albo "proszę usiąść" jakoś od razu mi się nasuwa...)
Mężczyzna w płaszczu bez słowa zrzucił kaptur i usiadł. Wówczas ukazały się jego długie ciemnobrązowe włosy spięte w kucyk. Na prawym policzku miał ciągnącą się prawie do nasady ucha długą *z słów "ciągnąca się prawie do nasady ucha" wynika, że była długa, więc napisanie tego słowa zaraz obok brzmi jak masło maślane*bliznę, którą przecinek gdyby się uśmiechał przecinek można by uznać za przedłużenie ust. Jednak w tej chwili ta młoda twarz wyrażała pełne skupienie. Jasnozielone oczy utkwione były w brodatym mężczyźnie, który przed chwilą go powitał.
– Wiesz jak wygląda nasza obecna sytuacja? – spytał człowiek w tunice.
– Tak. Zamek oblegany jest już od miesiąca i jak na razie brak przełomu – skwitował krótko.
– Zgadza się – odparł hrabia. Trudno było dostrzec rozmówcy wyraz jego twarzy, ponieważ siedział zwrócony plecami do palącego się kominka.
– Należy jeszcze dodać, iż możemy liczyć na dwie kompanie z pobliskich zamków przecinek jednak nie dostaniemy nawet jednego rekruta więcej. Książę Anraj dobrze się okopał. Co więcej otrzymałem informację, że w naszym kierunku zmierza armia mająca na celu przerwanie oblężenia. Także *wyraz "także" bardzo źle tu wygląda, jest niepoprawnie użyty, bo nie nawiązuje do niczego wcześniej, nie znaczy "również" w stosunku do czegoś. Można nim zacząć zdanie, gdy chcesz na coś zwrócić uwagę, np. "Umiem władać każdą bronią. Także mieczem.", ale tutaj naprawdę nie powinno go być. Proponuję w ogóle go usunąć, zdanie nie zmieni znaczenia.* jak nam wszystkim wiadomo krążą plotki o tym, iż księżniczka Lavena ma zostać wydana za mąż za króla Cedrika.

Jest zdanie, na które chcę zwrócić Twoją uwagę:
Wówczas mając na prawej flance sprzymierzone z naszym wrogiem królestwo szanse na pozytywny obrót sprawy wydają się nikłe.
1) w tym zdaniu podmiotem są "szanse". To one wykonują czynności/znajdują się w stanie. Z zapisu zdania wynika, że te szanse mają coś na flance. Musisz osobno zaznaczyć, że człowiek w tunice mówi o sobie i innych, że to ONI mogą mieć na flance jakieś królestwo, a wtedy ICH szanse będą nikłe. Koniecznie trzeba wspomnieć o tym zbiorowym podmiocie, bo jedyny, jaki się nasuwa sam, to albo te nieszczęsne "szanse" albo księżniczka Lavena, która jest bohaterką poprzedniego zdania i automatycznie łapie tę funkcję.
2) szanuję Cię jako autora i wiem, jak wkurzające jest "sugerowanie od siebie" ale chcę tylko pokazać, o co mi chodzi - "Wówczas, jeśli na prawej flance mielibyśmy sprzymierzone z naszym wrogiem królestwo, nasze szanse na pozytywny obrót spraw byłyby nikłe" - decyzja należy do Ciebie


Nawet gdybyśmy wygrali tą bitwę przecinek to nie wiem przecinek jak potoczyłaby się wojna zbędna kropka - opisał sytuację głównodowodzący. - Krótko mówiąc zależy nam na czasie – poDsumował.
– Pozwolisz hrabio, że zapytam inaczej: czemu zawdzięczam to zaproszenie tutaj? Zazwyczaj moi mocodawcy nie garną się do tego przecinek by tak szczegółowo zapoznawać mnie ze swoimi planami – wytłumaczył młodzieniec w kucyku.
– Sytuacja jest patowa. Nie mogę dojść do porozumienia z dowódcami. Część z nich chce szybko zaatakować i z tej pozycji rozpocząć pertraktacje pokojowe, lecz to doprowadzi do sporego rozlewu krwi. Druga grupa pragnie zaś wycofać się i utrzymać dwa uprzednio zdobyte zamki, kończąc tym samym kampanię w Księstwie. To jednak przekreśliłoby nasz miesięczny wysiłek wojenny. Z kolei ty lordzie jesteś również dowodzącym armią i w związku z tym impasem postanowiliśmy udzielić ci prawa głosu. Wszakże za pewne *zapewne łącznie!* nie raz miałeś do czynienia z podobnymi sytuacjami w swoim fachu najemnika – odparł hrabia akcentując silnie słowo „lord”.
Dowódca najemników czuł na sobie świdrujące spojrzenie hrabiego, tak jakby ten oczekiwał, iż za odpowiednie wynagrodzenie potrafi on rozwiązać wszystkie jego problemy.
– Moim zdaniem – rozpoczął powoli po dłuższej chwili – błędnym jest założenie, że istnieją tylko te dwa rozwiązania znak interpunkcyjnyWśród zebranych przebiegł pomruk niezadowolenia, w końcu to były ich propozycje. – Wysunąłbym trzecią. Należy porwać księżniczkę – powiedział przecinek jakby stanowiło to coś oczywistego. – Kiedy hrabia uwięzi tę białogłowę, będzie miał w ręku więcej argumentów w pertraktacjach z Anrajem, a i z mariażu nici, kiedy nie ma się z kim żenić. Cóż, dalszą politykę zostawiam hrabiemu. Ze swej strony mogę zaoferować wykonanie tej misji. Jednak będę potrzebował do tego pomocy ludzi hrabiego.
– Ale czy możemy być pewni lojalności twoich ludzi? – powiedział spytał/zaniepokoił się/wahał się jeden z dowódców.
– Ja jestem pewny ich wierności wobec mnie, a do czasu jak będziecie płacić możecie być pewni mojej lojalności wobec waszej sprawy – rzekł do wszystkich, ale jego wzrok stale spoczywał na hrabim. – Pytanie brzmi czy hrabia jest pewny swoich podwładnych? – zapytał ironicznie.
Po raz kolejny jego słowa spotkały się z pomrukiem dezaprobaty, jednak nikt nie chciał głośno wyrazić swego zdania, do chwili, kiedy nie uczyni tego ich przywódca.
– Pomimo twej arogancji, twoja skuteczność oraz opowieści krążące na twój temat każą mi zastanowić się nad tym - rzekł hrabia z zadumą. – Przystanę na twoją propozycję. Powiedz przecinek czego będziesz potrzebował?
– Całej twojej armii, mój panie – odparł przecinek schylając przy tym głowę.


Burza ustała, lecz ziemia pod wpływem opadu stała się grząska i śliska. Lord obejrzał się za siebie by popatrzeć na swoich kompanów. Wszyscy czekali w napięciu na jego znak. Stali pod murami zamku. Jednak, żeby mogli się tam dostać, krąg płomieni musiał na chwilę przygasnąć na całej swej długości, by po chwili znowu błysnąć światłem, które oślepiało obrońców i nie pozwalało im śledzić ruchów nieprzyjacielskich wojsk. Wśród oblegających oddziałów zapanował hałas i ruch w związku z czym obrońcy zdwoili czujność. Było to na rękę młodzieńcowi z blizną, ponieważ oznaczało to, iż najprawdopodobniej niewielka szczelina w murze, która powstała na skutek delikatnego osunięcia się zbocza przecinek pozostała bez ochrony, jeśli oczywiście nadal istniała. Minęło trochę czasu od kiedy był tu po raz ostatni.
Ogromny atut przywódcy najemników stanowiło to, iż w odróżnieniu od wojsk hrabiego znał bardzo dobrze ten zamek. Jego zawód może nie jest usłany różami co to za zmiana czasu z przeszłego na teraźniejszy w środku opowiadania? :D, ale umożliwia podróżowanie w poszukiwaniu zleceń lub przecinek jak w przypadku lorda przecinek przy przyjmowaniu ofert. Cały oddział był ubrany na czarno. Nie mieli przy sobie nic żelaznego oprócz ostrzy przecinek żeby tylko nie zdradzić się niepotrzebnym szczękiem. Byli doskonale widoczni w świetle płomieni, jednak poruszali się w martwym polu tuż przy murach zamku.
– Błogosławione lenistwo – powiedział z uśmiechem, który z powodu blizny wydawał się bardzo szeroki, w chwili kiedy zobaczył, że szczelina nadal istnieje.
Szpara, a właściwie niewielka dziura przy fundamentach, pozwalała NA przejście na czworaka dorosłemu mężczyźnie. Na zamku wiedziało o niej jedynie kilka osób, które w ten sposób skracały sobie drogę do sterty śmieci za miastem. Gdy wszyscy znaleźli się po drugiej stronie muru przecinek Czarna Strzała bez większego trudu doprowadził ich do jednego z wejść na zamek. Kilkukrotnie musieli przystawać, kiedy jacyś spóźnieni strażnicy biegli na mury obronne, zwabieni nagłą wrzawą panującą w obozie przeciwników. Przechodzili przez kolejne korytarze, a czynili to nawet nazbyt ostrożnie, ponieważ większość obrońców znajdowała się na blankach. Gdy zbliżyli się do komnaty księżniczki i jej służby przecinek lord zatrzymał swoich kompanów.
– Pamiętacie opisy, które wam podałem – szepnął. Kiedy otrzymał od nich potwierdzenie kontynuował. - Jak najmniej hałasu, jak najmniej krwi. Przygotujcie worki i liny. Trzech z was zostanie ze mną. Zaczynajcie – zakomenderował.
Cały oddział szybko wbiegł do wyznaczonej komnaty. Po chwili zaś dało się słyszeć szczęk oręża i długi przeciągły krzyk.
– A niech to – zdenerwował się przywódca – schowajcie się w tamtej wnęce – rzekł do dwóch ze swoich ludzi.
Sam zaś plecami przylgnął do drzwi, za które przed chwilą wysłał swoich ludzi. Spojrzał na kompana, który z nim pozostał. Ten uczynił to samo co jego lider, działali przecież tak *"tak przecież", odwrotny szyk* już nie pierwszy raz. Zgodnie z przewidywaniami Czarnej Strzały, za chwilę usłyszeli tupot okutych stóp.
– Na szczęście tylko dwóch – pomyślał lord, kiedy zobaczył nadbiegających rycerzy.
Rozpoczęła się walka. Po krótkiej wymianie ciosów Czarna Strzała przyklęknął na jedno kolano. Rycerz, który z nim walczył pewny już swego zwycięstwa, uniósł miecz wysoko nad głową Ę, żeby zadać decydujący cios. W tej właśnie chwili pod wpływem tego zamaszystego ruchu przecinek pomiędzy płytami jego pancerza powstała szczelina, która szybko została wypełniona przez dwa zabójcze sztylety, należące do ukrytych w cieniu najemników. Po chwili drugi z rycerzy padł martwy na ziemię, nie mając szans w starciu z czterema przeciwnikami. Teraz, kiedy porywacze stracili element zaskoczenia, ich jedynym atutem pozostała szybkość działania. Weszli do komnaty. Na posadzce spoczywało pięć ciał. Cztery należały do poległych strażników, a jedno do napastników. Przy ścianie, wspierając się o nią plecami, leżały damy dworu. Ręce i nogi miały związane, na głowy zaś założono im worki. Starały się krzyczeć, lecz nałożone wcześniej kneble skutecznie dławiły krzyk. Stało tam również wielkie łoże z baldachimem, którego kotary postrzępione były od ciosów mieczem.
– Czarna Strzało przecinek zgodnie z rozkazem przecinek oto twoja księżniczka. Co mamy zrobić z tą drugą? –spacjazameldował jeden z podkomendnych, prowadząc dwie kobiety z workami na głowach. Na dźwięk tego znanego imienia siedzące pod ścianą dworki umilkły.
– Bardzo dobrze, ale musimy się śpieszyć. Tą drugą zaprowadźcie hrabiemu, zna ją, ucieszy się na jej widok i zapewne sypnie złotem. Mi dajcie księżniczkę. Ruszajcie tą samą drogą, którą tutaj przyszliśmy. W tym miejscu rozdzielimy się, jeśli nie wrócę, to wiecie co macie robić. Teraz szybko podajcie mi kuszę – powiedział.
Po chwili trzymał w rękach tą TĘ (biernik) zabójczą broń. Ze swego kołczanu przytroczonego do pasa wyciągnął czarny bełt. Następnie wycelował w wezgłowie łoża i wystrzelił. Bełt utkwił w twardym drewnie.
– No, formalnościom stało się zadość. Teraz będą wiedzieli czyje to dzieło – podsumował młodzieniec z blizną oddając kuszę swemu kompanowi. – Tej damie nie może spaść włos z głowy, a jak się dowiem, że spadł jej wianek to wam odpadną głowy – przestrzegł.
Wybiegli z komnaty prowadząc porwaną kobietę. Lord zarzucił na głowę kaptur i ruszył z księżniczką, jednak w przeciwnym kierunku niż reszta żołnierzy. Zmierzał do nadwornej piekarni. Wiedział, iż w jej piwnicy oprócz zapasu mąki można znaleźć tajemne przejście do wąskiego tunelu prowadzącego za miasto. Szli tak szybko, jak tylko na to pozwalał zarzucony na głowę księżniczki worek. Mijali kolejne kręte korytarze, schody, drzwi. Czarna Strzała zaczynał już liczyć w duchu, że uda im się stąd równie łatwo wyjść jak wcześniej wejść. Jednak tak się nie stało. Z jednej z komnat wybiegło kilkunastu rycerzy i zagrodziło im drogę do wyjścia. Nie było najmniejszego sensu wracać, gdyż dworki zapewne narobiły już tyle hałasu, że i za nimi *wynika, że za dworkami* ruszył pościg.
– Witajcie mości rycerze, nie będę miał okazji was pewnie poznać, ale wy znacie mnie – rzekł lord szyderczym głosem i odrzucił kaptur.
Widząc przecinek jakie zrobiło to na nich wrażenie przecinek wykorzystał tą chwilę. Wyciągnął sztylet i przysunął go do worka.
– Jako, że jesteśmy ludźmi honoru proponujĘ układ. Wy przepuścicie nas wolno, a Lavenie nic się nie stanie.
Kiedy to powiedział uśmiechnął się tak, że po raz kolejny blizna stworzyła przerażającą jedność z ustami. Rycerze wyciągnęli miecze przed siebie.
– Skąd mamy wiedzieć, że to nasza księżniczka? – rzekł jeden z nich.
– Wszak rzekłem, iż jesteśmy ludźmi honoru – to powiedziawszy, przycisnął jeszcze mocnej sztylet, a księżniczka starała się coś wykrzyczeć.
Wywarło to zamierzone wrażenie. Rycerze powoli położyli swoje miecze pod drzwiami i odsunęli się do jednej ze ścian korytarza. Czarna Strzała szybko podszedł do drzwi cały czas patrząc na nich i trzymając jednocześnie uniesiony sztylet. Stanął tyłem do drzwi, następnie kopnął je i zniknął za nimi. Wypuścił Lavenę, błyskawicznie zamknął oraz zaryglował drzwi.
– Nie mamy czasu. To nie będzie już konieczne – mówiąc to ściągnął worek z głowy księżniczki.
Zza lnianej zasłony wyłoniła się twarz przykryta kaskadą falowanych kasztanowych włosów. Księżniczka miała oczy koloru głębokiej zieleni, które idealnie komponowały się z delikatnymi rysami twarzy. Kiedy tylko zdjęto jej worek poprawiła sobie włosy i oczyściła twarz z kurzu.
– Twoi ludzie oszukali cię, nie jestem księżniczką – powiedziała z nutką triumfu, kiedy tylko wyjęła knebel.
– Nieroztropnie mówić takie rzeczy, wszakże nakazali mi doprowadzić księżniczkę całą i zdrową. – a Widząc przerażenie rysujące się na tej uroczej twarzy dodał dwukropekNie obawiaj się przecinek nie zabiję cię. Teraz szybko biegiem. takie zdanie nie ma prawa istnieć w naszym języku, chyba, że dasz przecinek po "szybko" - i tak jednak wygląda dziwnie
Biegli dopóki nie dotarli do drzwi prowadzących na zewnątrz. Tutaj zatrzymali się przecinek żeby dama złapała na moment oddech.
– Wybacz pani, ale to ja ich oszukałem, wiem kim jesteś – powiedział lord korzystając z chwili czasu.
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, kiedy ponaglił ją do dalszego biegu. Na zewnątrz zaczął jaśnieć horyzont, jednak nadal widać było światło bijące od zapalonych ognisk i pochodni. Nagle nad zamkową wieżą Ę wzbiła się ognista strzała. Czarna Strzała nawet się nie obejrzał. Wiedział co to oznacza. Rozpoczął się szturm na zamek. Zaczęły spadać pociski wyrzucane przez trebusze. Wówczas rozpętało się ogromne zamieszanie wśród ludzi, którzy zaczęli panikować, zaś pozostałe na zamku wojsko starało się zaprowadzić jak najszybciej porządek. W całym tym rozgardiaszu nikt nie zwrócił uwagi na tą TĘ parę *nie wiadomo, o jaką parę chodzi, pomiędzy kawałkiem o lordzie i księżniczce a tym, było kilka zdań o sytuacji na zamku*, pomimo tego, że kobieta miała związane ręce. Szybko i stosunkowo bezpiecznie dotarli do piekarni. Wejście do piwnicy znajdowało się na zewnątrz, a lekko nadpróchniałe drzwi szybko ustąpiły pod uderzeniami buta. Weszli do środka. Nie było tam zbyt wiele miejsca. Znajdowały się tutaj tam czy tutaj? ułożone rzędami worki, a ziemię pokrywała warstwa mąki. To pozwalało wykryć czy ktoś wchodził do tego pomieszczenia.
– Szukamy niewielkiego kółka wyrytego w posadce – rzekł młodzieniec i rozciął kobiecie sznur krępujący jej dłonie.
Oboje przylegli do ziemi i zaczęli rozgarniać mąkę. Po chwili lord wyczuł pod palcami obiekt swych poszukiwań. Odwrócił się, żeby powiedzieć o tym zakładniczce i w ostatniej chwili podniósł rękę, dzięki czemu zablokował cios zadany łopatą do wkładania chleba wkładania chleba gdzie?. Siła ciosu nie pozwoliła mu szybko się podnieść.
– Deirde! – zawołał kiedy młódka stała już u wyjścia z piwnicy.
Dziewczę zatrzymało się w drzwiach, a następnie powoli obróciło.
– Skąd znasz moje imię? – zapytała podchodząc do niego.
– Ty także znasz moje – odparł.
Następnie Czarna Strzała wstał i spojrzał jej głęboko w oczy.
– Sulivan? – rzekła cicho z niedowierzaniem. – Czy to naprawdę ty?
Jedyna odpowiedź jaką otrzymała zawarta była w jego spojrzeniu.
– Nie ma na to teraz czasu – powiedział krótko.
Podniósł się szybko. Włożył dwa palce w wyryty znak, przesuwając je po nim kilkukrotnie. Coś zgrzytnęło, okrąg zajaśniał światłością. Jeden rząd worków stał się tak biały jakby leżała tam tylko sama mąką. Następnie mąką zmieniła się w mgłę, a ta została wchłonięta w wąski korytarz, który pojawił się za nią.
– Ruszaj przodem, nic ci tam nie grozi – zapewnił Czarna Strzała.
Wędrówka przez tunel przebiegła szybko i sprawnie. Była jednak męcząca, ponieważ niewielkie rozmiary tego tajnego przejścia zmuszały do marszu w zgarbionej pozycji. Deirde dotarła do końca tunelu i pchnęła sędziwe deski. Wejście otworzyło się nadzwyczaj łatwo. Z zewnątrz porośnięte było grubą warstwą mchu, a przy nim znajdowały się dwa duże kamienie, które dobrze je skrywały. Koniec tunelu znajdował się na pobliskim pagórku, w młodym gęstym lesie. Przedarli się przez gęstwinę. Z tego miejsca mieli idealny widok na oblegane miasto. Lord spojrzał na dziewczynę. Stała z pochyloną głową, a kasztanowe włosy przesłaniały jej twarz. Zbliżył się do niej.
– Płaczesz? - zapytał przecinek rozchylając jej włosy.
– Dlaczego płacz słodkim jest dla nieszczęśliwych? - spytała szlochając.
– Wiem tylko, że łzy są kroplami krwi duszy. Zrozum mnie, dokąd mogłem uciec od samego siebie?
– Jak to jest możliwe? – dopytywała się. – Jak mnie znalazłeś?
– Kiedy dowiedziałem się, że zostałaś wygnana i wysłana przez portal, nie mogłem się z tym pogodzić. Długo szukałem pomocy u druidów przecinek aż w końcu znalazłem. Otworzyli dla mnie portal i zjawiłem się tutaj. Minęły trzy lata zanim natrafiłem na twój ślad. Przez ten czas żyłem jako najemnik i koczownik. Zdobyłem sławę, pieniądze, wierną kompanie, bliznę, oraz przydomek lord Czarna Strzała, a co zaś najważniejsze rozliczne kontakty, ponieważ cały czas szukałem ciebie przecinek Deirde. – uśmiechnął się, ale tym razem był to uśmiech jak najbardziej przyjacielski – nadarzyła się okazja. Dowiedziałem się w końcu gdzie przebywasz, a hrabia rozpoczął kampanię przeciwko twemu księstwu. Nie musiałem długo czekać, aby dostać zaproszenie na te TO „wydarzenie”. A teraz proszę uśmiechnij się do mnie? pyta czy prosi? zbędny znak zapytania – powiedział, dotykając jej podbródka, unosząc delikatnie głowę dziewczyny i patrząc jej w oczy.
Odwzajemniła się uroczym uśmiechem oraz tym spojrzeniem, na które tak długo czekał.
– Używasz kuszy, nie łuku. - zauważyła.
– Nie wchodząc w szczegóły, powiem tylko, że strzała brzmi o wiele lepiej niż bełt zbędna kropka – zażartował.
Słońce wzniosło się już nad horyzont. Jego pierwsze promienie oświetliły twarz Deirde. Lico przecinek chociaż pokryte mąką i kurzem, w których ściekające łzy pozostawiły swe ślady, miała jednak szczęśliwe. Słońce oświetlało także zmagania wojenne na zamku. Aż tutaj docierały odgłosy walczących armii.
– Powiedz mi, co się stanie z ludźmi w zamku? Co będzie z twoimi kompanami? – zaniepokoiła się.
– Kiedy księżniczka dotrze do hrabiego ten pozorowany szturm skończy się, a rozpoczną się pertraktacje pokojowe. Stanowiło to tylko część planu, który miał ułatwić wykonanie zadania. Moi ludzie – zastanowił się chwilę - to stare wiarusy. Po kilku dniach uznają mnie za zmarłego i nie będą po mnie płakać. Po prostu wykonają mój ostatni rozkaz, a potem będą wolni.
– Jaki to rozkaz?
– Podzielą się łupem i dokonają niezbędnych przygotowań do otwarcia portalu. Kiedy przez niego przejdziemy będziemy wyglądać tak samo jak kiedyś.
– Czy to możliwe? – zdumiała się dworka.
– Tak, jest pewien sposób – wyszeptał ze szczęściem wypisanym na twarzy i przytulił ją mocno – Czy to nie wspaniałe? – zapytał.
– Nie – odparła z przestrachem, co bardzo zaniepokoiło lorda.
– O co chodzi? Czyż trudziłem się na darmo? Może to, co zostało wypowiedziane w naszej ojczyźnie nie jest już ważne? Czy może nie pamiętasz tamtego księżyca, tamtych gwiazd i ognia? – pytając, odsunął się i chwycił ją za dłonie.
– To będzie ważne przez całe nasze życie, ale ja jestem banitką, tam nie ma miejsca dla mnie, tam nie ma miejsca dla nas - wytłumaczyła.
– Co ja teraz zrobię? Tak bardzo skupiłem się na tym, żeby cię odnaleźć i wrócić, że nie pomyślałem o żadnej alternatywie.
– Proszę przecinek zostańmy tutaj - zaproponowała.
Sulivan wymownie milczał i zdawało się im, że cisza rozprzestrzeniała się wokół. Jednak ten spokój zapanował na skutek zakończenia walk pod zamkiem. Całe słońce wzniosło się już nad horyzontem. Wokół pary zaczęła unosić się mgła, lecz miała kolor złota. Poczęła wznosić się ku czubkom ich głów, aż całkowicie zakryła Sulivana i Deirde. Nagle silny podmuch wiatru momentalnie rozwiał mgłę. Lecz ich już tam nie było, a raczej byli, lecz odmienieni. Oboje ubrani w długie, powłóczyste szaty koloru ciemnej zieleni. Stali się także wyżsi o kilka cali, ich dłonie wychudły, a palce wydłużyły się. Oboje również mieli rozpuszczone włosy opadające im *jak ONI mieli włosy, to IM na opadały, co za dużo to niezdrowo* na plecy. Na ich twarzach nie było widać śladów wydarzeń minionej nocy, a Sulivan nie miał blizny. Od całych ich postaci bił delikatny blask, nadając im szczególnego piękna.
– W naszej ojczyźnie nikt nas nie przyjmie. Dobrze wiesz, że elfy mają bardzo dobrą pamięć, a wyrozumiałość nie należy do mocnych cech naszych pobratymców – przekonywała go. – Ty możesz tam wrócić, ja nie.
Równie szybko jak się zmienili, powrócili do swych dawnych postaci. Znów stali obok siebie zmęczeni i brudni. Sulivan oszpecony i z bolącym przedramieniem, a Deirde zapłakana. Cały ten czas trzymali się za ręce.
– Dobrze, zo... – Czarna Strzała nie zdążył dokończyć słowa, bo jego ukochana mocno przylgnęła do niego.
– Ty znowu płaczesz? – zmartwił się.
– Tak, ale tym razem to nie krew duszy – powiedziała uśmiechając się i płacząc jednocześnie.
Odwrócili się, by jeszcze raz spojrzeć na umęczone miasto skąpane w promieniach wschodzącego słońca.
Wilku!
Zacznę od nieprzyjemnego zrzędzenia. Strasznie dużo u Ciebie "tych". To/tego/te/tym/tamtym/tymi - natłok tych określeń sprawia, że zaczynają złościć. Im bliżej byłam końca, tym większą miałam ochotę zakreślać na kolorowo kolejne powtarzające się TE i TO, bo naprawdę, nie są konieczne! Wcale nie trzeba co dwa zdania przypominać, że skoro się pisze o drzwiach to TE drzwi się otworzyły i TYMI drzwiami ktoś wszedł. Podobnie z opisywaniem postaci - oni, ich, jego, jej - aż rażą po oczach przez to, w jakiej ilości są użyte. Tobie zostawiam decyzję i sprawdzenie swojego tekstu, możesz usunąć połowę takich wyrazów i tekst ani trochę nie ucierpi.
Druga sprawa to przecinki - masz z nimi problem. I problem nie polega na dawaniu ich w złym miejscu, tylko na ich, prawie zupełnym, braku. Może to wynika z obaw przed błędem? Nie używasz przecinków bo nie chcesz umieszczać ich w niepotrzebnych miejscach... Ale lepiej próbować, powoli się uczyć i poprawiać błędy, niż puszczać taki tekst, gdzie w zdaniach złożonych nie rozdzielasz przecinkami ich składowych części. Na Literce jest dużo osób, które mają lub miały problemy z interpunkcją, bo to wielka zmora pisarzy początkujących, ale wszyscy, których kojarzę, robią niesamowicie szybkie postępy i aż miło patrzeć na ich kolejne prace, coraz lepsze w tym względzie. Zapraszam więc do rozmowy o interpunkcji, taki wątek na pewno już na Literce jest, albo do pytania o sposób zapisu. Przecinki nie gryzą i na pewno jesteś w stanie pisać bezbłędnie, jeśli będziesz chciał.
Było parę błędów w zapisie dialogów, odsyłam więc do wątku na forum http://www.literka.info/viewtopic.php?f=15&t=123

No i tą/tę - jest prosta zasada. TĘ książkĘ i TĄ książkĄ - biernik i narzędnik.

Fabuła u Ciebie nieco sztampowa, tempo szybkie i trochę gubiące. Powinno to opowiadanie funkcjonować zdecydowanie jako część większej całości, bo samo jest wyrwane z kontekstu. Piszesz, że tak nie jest, ale może się to zmieni... wiesz, czemu chcę Cię zachęcić do rozszerzenia tego? Ano jest kilka powodów - po pierwsze, spójrz, ile poświęciłeś miejsca nakreślaniu sytuacji królestw, zamków, powodów i możliwych rozwiązań sporów - a potem jest chaotyczna ucieczka, jakieś magiczne przejście przez portal, inna rasa, inna bajka i CIĘCIE, koniec. A co z nierozwiązanym wątkiem początkowym? Hrabia, prawdziwa księżniczka, akcja na zamku, żołnierze... Jakieś to takie ruszone, a potem zostawione i rzucone w kąt, jakbyś nie miał pomysłu, jak wszystko zakończyć. Źle mi się to widzi jako samodzielna całość - czytelnik skupia się na relacjach lorda z innymi, na jego legendarności (o której nic tak naprawdę nie było, nie wspomniałeś, czemu wszyscy go rozpoznawali) początkową część uważa za najważniejszą, a okazuje się, że liczy się tylko jakaś dziewczyna, którą przez większość czasu uważamy za zbędną fabularnie. Poznali się w kilka sekund, wymiana imion, przypomnienie i zdziwienie, a potem zmiana tempa i naprawdę "znikąd" zakończenie.

Reasumując - gdyby nie błędy to czytałoby się nawet ciekawie, pomysł jest, zrealizowany sztampowo ale nieźle, więc pozostaje mi tylko namawiać Cię do dalszego pisania i publikowania! Ja na pewno przeczytam.
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
Szary Wilk
Posty: 23
Rejestracja: 15 grudnia 2012, 21:35

Re: Czarna Strzała

Post autor: Szary Wilk » 18 września 2013, 22:00

Dziękuję za komentarz.
W szczególności za przecinki. Wiem, że mam z nimi problem. Znam większość zasad, ale co innego znajomość zasad, a co innego zastosowanie w praktyce.
Również, za poprawę przypadków. Sam nie wiem skąd biorą się u mnie takie błędy.
Zaimki? To chyba wynika ze specyfiki mojego języka mówionego. Tam pod koniec, to rzeczywiście grubo przesadziłem.
SpoilerShow
Kanterial pisze: – No sugeruję przecinek! nareszcie jesteśmy w komplecie - rzekł mężczyzna siedzący pośrodku stołu. – Proszę siadaj lordzie Czarna Strzała. (nie sądzisz, że "proszę siadaj lordzie" brzmi niecodziennie? Nie piszę tego, żeby się Ciebie czepić :D tylko takie zwykłe "proszę, usiądź" albo "proszę usiąść" jakoś od razu mi się nasuwa...)
Słowo lordzie może brzmieć sztucznie, jednak zostało użyte celowo, ponieważ chciałem przez to wyrazić pewien stosunek hrabi do tej postaci. Mam nadzieje, że stało się to jasne po dalszej lekturze.
Kanterial pisze:
– Pomimo twej arogancji, twoja skuteczność oraz opowieści krążące na twój temat każą mi zastanowić się nad tym - rzekł hrabia z zadumą. – Przystanę na twoją propozycję. Powiedz przecinek czego będziesz potrzebował?
Tutaj słowa twej, twoja są również zastosowane specjalnie. Uzasadnienie, to specyfiką języka mówionego i wyżej wymieniony argument.
Kanterial pisze: Jego zawód może nie jest usłany różami co to za zmiana czasu z przeszłego na teraźniejszy w środku opowiadania? :D, ale umożliwia podróżowanie w poszukiwaniu zleceń lub przecinek jak w przypadku lorda przecinek przy przyjmowaniu ofert.
Wiem z czego wynika to, że napisałem to tak, a nie inaczej, sam nie zauważyłbym tego błędu. Dzięki.
Kanterial pisze: Ten uczynił to samo co jego lider, działali przecież tak *"tak przecież", odwrotny szyk* już nie pierwszy raz.
Poproszę o wyjaśnienie, dlaczego? Czy to jest na to jakaś reguła czy po prostu tak się to piszę i tyle.
Kanterial pisze: Nie było najmniejszego sensu wracać, gdyż dworki zapewne narobiły już tyle hałasu, że i za nimi *wynika, że za dworkami*
I w sumie to chciałem napisać. :)
Kanterial pisze: Teraz szybko biegiem. takie zdanie nie ma prawa istnieć w naszym języku, chyba, że dasz przecinek po "szybko" - i tak jednak wygląda dziwnie
Na celu miałem uzyskać efekt pospiechu, pogoni. Bohaterowie nie muszą się wyrażać poprawnie gramatycznie i stylistycznie, zwłaszcza kiedy czują na sobie oddech ścigających ich wrogów.
Kiedy piszę to właśnie za punkt odniesienia biorę sobie ten temat zamieszczony forum. Znam go dobrze, a błędy to chyba brak warsztatu.
Warsztat jest do dopracowania, byle się nie zniechęcać. I jednak, to że najlepiej się uczyć na własnych błędach to prawda. :)

Fabuła miała być z założenia szybka. Możliwe, że za bardzo wdałem się w jakąś geopolitykę, jednak chciałem pokazać kluczowy moment pewnej historii. Możliwe również, że trudno mi się utrzymać w ryzach jedno wątkowego krótkiego utworu.
Słowo sztampowe, nie ukrywam, że trochę kuje moje ego, ponieważ właśnie tego chciałem uniknąć. Widocznie, kiedy ucieka się z jednej "formy" trafia się w drugą, parafrazując Gombrowicza. Jestem wstanie uwierzyć Ci na słowo, że tak to odbierasz, jednak najprawdopodobniej dalej zostanę przy swoim "sztampowym" stylu twórczości, chociażby z tego powodu, że to mój styl. :P
Jeżeli będziesz w stanie to proszę daj mi znać dokładniej, jak to schematyczność opowiadania?

Kontynuacja? Miałem świadomość, że poruszyłem wiele wątków (chciałem jakoś zainteresować czytelnika), jednak głównym w tym opowiadaniu było porwanie księżniczki. Kiedy pisałem o tym, że planuje cykl miałem na myśli opowiadania, które jakoś rozwinęły te wątki Np.: Skąd Sulivan "dorobił się" blizny, dlaczego Deirde została wygnana, jaka była dalsza sytuacja w Królestwie itp.
Bardziej to widzę w konwencji prequeli, choć nie ukrywam, że możliwe jest rozwinięcie w stronę kontynuacji.
Kanterial pisze: Reasumując - gdyby nie błędy to czytałoby się nawet ciekawie, pomysł jest, zrealizowany sztampowo ale nieźle, więc pozostaje mi tylko namawiać Cię do dalszego pisania i publikowania! Ja na pewno przeczytam.
Jeszcze raz dziękuję za komentarz, w szczególności tak zasłużonego użytkownika. Wiele pomógł mi on zauważyć. Wszelka polemika mile widziana.

P.S. Osobiście chciałem również zachęcić inne osoby do komentowania, ponieważ odbiór czytelników, to bardzo ważny element w mojej pracy twórczej.

Awatar użytkownika
Kanashi

Re: Czarna Strzała

Post autor: Kanashi » 02 listopada 2013, 13:02

Witam , jestem nowy na forum . Na pisaniu opowiadań się nie znam , ale w przyszłości zamierzam tu publikować :) .
Według mnie zdecydowanie za mało opisów miejsc , w których rozgrywa się akcja . Szczególnie odczułem ich brak po przejściu bohatera i jego ludzi przez "szczelinę" . Nie mogę wyobrazić sobie jak wyglądała droga na zamek .

Zapowiadało się ciekawie ( szczególnie na początku ) , ale końcówka tego fragmentu do mnie nie przemawia . Chciałbym zobaczyć następną część . Oczywiście prequele są mile widziane , ale chyba nie zostawisz ich w takiej sytuacji ? ;>

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Czarna Strzała

Post autor: R. Bates » 17 stycznia 2014, 10:31

CHRONOLOGIA CZYTELNICZEGO SPONTANU:
- „…rozpościerał się widok na warownie stojącą na wzgórzu pod lasem…” - ‘warownię’.
- „Żołnierze pomimo ulewnego deszczu i burzy…” - no tu trochę masło maślane, bo ulewny deszcz zwykle towarzyszy burzy.
- „– Pomimo twej arogancji, twoja skuteczność oraz opowieści krążące na twój temat każą mi zastanowić się nad tym…” - no tutaj potrójne ‘twej, twoja, twój’ ciężko mi usprawiedliwić dialogiem, bo inne postacie też używają tego zaimka często.
- „Nie mieli przy sobie nic żelaznego oprócz ostrzy, żeby nie zdradzić się niepotrzebnym szczękiem.” - tutaj przykład przekombinowanego zdania. Piszesz, że nie mieli niż żelaznego, po czym dodajesz, że mieli jednak żelazo – ostrza.
- „Szpara, a właściwie niewielka dziura przy fundamentach, pozwalała na przejście na czworaka dorosłemu mężczyźnie” - tutaj podobna sytuacja. Piszesz, że była tam ‘szpara’, po czym informujesz, że było to raczej ‘niewielka dziura’. Szparę trzeba było pominąć i napisać: „Niewielka dziura przy fundamentach…”.
- „– Dlaczego płacz słodkim jest dla nieszczęśliwych? …” - podoba mi się to zdanie ;).
- „Wokół pary zaczęła unosić się mgła, lecz miała kolor złota.” - to zdanie nie ma sensu. Mgła to nic innego jak kondensacja pary wodnej.
- Przyznam, że to sprawa z portalem do innego świata i ogólnie zwrot akcji w tym kierunku pozytywnie mnie zaskoczył.

PODSUMOWANIE:
Ok. Zacznijmy od negatywów. Jeszcze musisz popracować nad składnią zdań, stylistyką, żeby było płynne i miodnie. Nie jest źle, ale widać jeszcze nie w pełni wyrobiony styl. Dużo zaimków dzierżawczych ‘swój, swoja, twój, jego’ itp., trochę pogarsza jakość tekstu. Od czasu do czasu zdarzają się w zdaniach masła maślane. Dialogi też wydają mi się trochę sztuczne. Brakuje w nich naturalności, potoczności. Bohaterowie wypowiadają się bardzo podobnie, pełnymi zdaniami, z akademicką wręcz poprawnością. Dopiero w dalszej części, w rozmowach elfickich uciekinierów odczułem powiew indywidualizmu. Dialogi to świetny sposób żeby nadać cech indywidualnych bohaterom, ale żeby tak było, to w nich muszą być jakieś emocje. Ktoś klnie, ktoś inny zacina się, używa pokracznej składni, naśladownictwa itp. Np. „hau, hau, ale z pana kurewsko szczwany list, lordzie” – przykład używania onomatopei i przekleństw przez jakiegoś bohatera, może sprawić, że taki ktoś bardziej się będzie wyróżniał. To głupkowata wypowiedź, trochę przeze mnie przerysowana, ale czy mało wokół nas głupków? ;).
Z pozytywów to przede wszystkim masz niezłą koncepcję, zachowujesz równowagę w rozwoju fabuły, w ilości opisów, dialogów i akcji. Samych opisów mogłoby być trochę więcej. Zaczynasz od pisania prostych, typowych opowiadań i dobrze, bo dzięki temu szybko ogarniesz niezbędne podstawy, a Twoja koncepcja będzie ewoluować i wskakiwać na coraz wyższy poziom. Mimo iż historia jest dosyć typowa, to podchodzisz do niej w sposób właściwy, bez jakiś katastrofalnych logicznych nieporozumień. Fajnie wyszła ekspozycja z puszczykiem. Nie wiem co więcej napisać.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

ODPOWIEDZ