TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Krwawe dłonie

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Eranor » 07 października 2010, 16:42

Rivet nie Riviet :P
Pomysł jest, początek jest, kwestia dopisania, się zebrać od dłuższego czasu nie mogę a obecnie może być z tym nawet i ciężej ale się zobaczy ;)

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Eranor » 08 października 2011, 16:34

No dobra. To reaktywujemy, aczkolwiek nie bardzo chce mi się od nowa wrzucać, czy coś z tym robić. Może jak będę miał dobry dzień.
I ta zainteresowani są na bieżąco :P





Po wizycie u Mistrzyni Silvy, Rivet ruszył prosto do zajmowanej przez niego i Alix kwatery. Zastała go tam cisza i ciemność. Jako, że był już środek nocy, spodziewał się śpiącej dziewczyny, jednak łóżko było puste. Nie zastanawiając się nad tym, skierował się w stronę łazienki. Wraz z potem zmył z siebie część zmęczenia, zostawił ubranie leżące na podłodze, wytarł się na tyle, aby nie ociekać wodą i wrócił do sypialni. Na pościeli siedziała Alix w stroju asasynki, bawiąc się w rękach sztyletem.
– Nareszcie! Ile można kazać damie czekać? – powiedziała i, uśmiechając się do niego, rzuciła sztyletem.
Odchylił głowę w bok, pozwalając ostrzu wbić się w drewno za nim, po czym podszedł do szafy, odwracając się plecami do kobiety. Obserwowała uważnie ruch mięśni jego ciała, gdy wkładał spodnie. Skrzywiła się z zazdrości na myśl, jak jego śniada cera i czarne jak smoła włosy wtapiają się w cienie. W porównaniu do niego, jej blada skóra wyglądała na jeszcze jaśniejszą.
– Gdzie byłeś? – zagadała, podnosząc się z łóżka.
– Mistrzyni Silva ma dla nas misję – odparł, odwracając się do niej.
Na dźwięk imienia asasynki, oczy Alix zwęziły się groźnie i wpatrywały podejrzliwie w mężczyznę. Powolnym krokiem skierowała się w stronę drzwi łazienki, z których wystawał głęboko wbity sztylet. Wyciągnęła go i zaczęła sprawdzać ostrość opuszkiem palca. Z oczami cały czas wpatrującymi się w lśniące ostrze, zrobiła kilka kroków w stronę ubierającego się mężczyzny. Przystanęła w niewielkiej odległości od asasyna.
– Podobno spotkałeś Karię – spytała.
– Ano – mruknął w odpowiedzi.
– Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o naszej umowie?
– Nie. – Odwrócił się do niej i spojrzał podejrzliwie. – Czemu pytasz?
– No nie wiem. Może jakieś dziwne pomysły przyszły ci do głowy po spotkaniu z dawną znajomą.
– Jakby to miało cokolwiek wspólnego. – Wyminął kobietę, podchodząc do stolika, na którym stała kryształowa karafka wypełniona czerwonym płynem. Nalał wina do stojących obok kieliszków, a następnie chwycił je w dłonie. Zanim zdążył się obrócić, poczuł chłód stali na plecach.
– Nic? – zapytała Alix. – Dziwna sprawa. Mówisz tak, jakby była ci całkiem obojętna.
Odwrócił się do asasynki, wyciągając rękę z trunkiem w jej kierunku. Ostrze sztyletu pozostawiło na jego plecach długą, cienką linię, w której, szybko zgromadzona krew, zaczęła powoli spływać po skórze.
– Bo jest – powiedział, gdy wzięła od niego naczynie.
Upili łyk wina, mierząc się uważnie wzrokiem. Czegoś tu nie rozumiała, lecz nie wiedziała co to może być. Przyglądała się jego twarzy bardzo uważnie, próbując coś z niej wyczytać. Oboje brązowych oczu wpatrywało się w nią pewnie i spokojnie. Przynajmniej miała pewność, że nie korzysta ze swojej części Shakathy. Ponownie podniosła kieliszek do ust, a następnie odłożyła trunek na bok.
– Czegoś tu nie rozumiem – odezwała się. Widząc pytającą minę asasyna, ciągnęła dalej. – Jeśli jest ci taka obojętna jak twierdzisz, to dlaczego nadal dotrzymujesz naszej umowy?
– Ciekawe – odpowiedział. – Mistrzyni spytała mnie o to samo.
– Naprawdę? I co jej odpowiedziałeś? – spytała chłodno.
– Kto wie.
Wziął jeszcze jeden łyk i odłożył kieliszek. Przysunął się do kobiety, wyciągając z jej dłoni zakrwawiony sztylet. Z miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się stal, pociekła strużka krwi.
– A mi jak odpowiesz?
– Hmm... Zakochałem się?
– Akurat – odpowiedziała pogardliwie i pchnęła go na łóżko zanim jego usta zbliżyły się do jej warg. Ściągając z siebie obcisłą bluzkę, mówiła dalej. – Teraz będę potrzebowała innej gwarancji, skoro zdrowie twoich przyjaciół cię nie obchodzi.
– Wielka Alix czuje się niepewnie? – zapytał, po czym pocałował kładącą się na nim asasynkę. – W razie czego zabijesz mnie.
– O tak. Zabiję.


Siedział na parapecie okna, spoglądając w mrok cichej nocy. Chłodny wiatr otulał jego nagą skórę, rozwiewając opadające na czoło kosmyki włosów. W głębi pomieszczenia jego partnerka leżała pogrążona w głębokim śnie. Jej rytmiczny, spokojny oddech towarzyszył śpiewu wiatru, który zagłuszał ciszę. Albo ją tworzył. Oparł głowę o zimny kamień, zamknął oczy i pogrążył się w dźwiękach nocy. Zdarzały mu się takie, podczas których zatracał się w otaczającej go teraźniejszości. Siadał wówczas w ciemnym kącie, w odosobnieniu rozkoszując się chłodem, brakiem odgłosów, nicością.
Znów filozof zbudził się w środku nocy, co?
Ironiczny uśmiech wykrzywił jego twarz na znajomy, irytujący dźwięk. Otworzył oczy i zaczął przyglądać się księżycowi. Błąkający się w swej wiecznie niezmienionej wędrówce po niebie, skrył się właśnie za osamotnioną chmurą, która najwyraźniej ciesząc się z towarzystwa, przywarła do niego, zasłaniając cały blask. Noc stała się ciemna jak życie asasyna.
Obie zadały ci dziś to samo pytanie. Czemu nie odpowiedziałeś żadnej? Też chciałbym znać odpowiedź!
Odpowiedziałem im.
Tak, oczywiście. Zbyłeś je. Może sam nie znasz odpowiedzi, co?
Może.

Znał odpowiedź, aż za dobrze. Uśmiechnął się lekko do samego siebie, a irytujący głos kontynuował.
Znam ten ton. No, no. Nie jesteśmy w sosie, co? A cóż takiego się stało naszemu maleństwu?
Lubisz wściubiać nosa w nie swoje sprawy, co?
Jakie nie moje sprawy. Toż to oburzające! Twoje sprawy, na nasze nieszczęście, są również moimi. Nad czym tak myślisz? Nie wiesz co tu robisz? Dlaczego jesteś asasynem? Dlaczego nie odszedłeś? Biedna dzidzia.

Nie dało się nie wyczuć oburzonego i drwiącego tonu, który zresztą nie miał być w żaden sposób skrywany.
Co tutaj robię? Dobre pytanie. Zabijam czas jak sądzę.
Zabijasz ludzi. Nie ekscytuje cię to?
Taki fach. Nic więcej.
Powiem ci prawdę. Boisz się.
Boję?
Boisz się odejść, zrobić czegoś ze swoim życiem. Wziąć je we własne ręce. Jesteś tchórzem do tego stopnia, że gotów jesteś poświęcić życie swoich ofiar zamiast stanąć na własnych nogach. No cóż... przynajmniej w ten sposób masz całkiem niezłą robotę.
Lubisz widzieć śmierć innych, prawda?
Szczególnie twoją.
To zapewne byłaby ostatnia rzecz jaką byś zobaczył.
Z pewnością warto. Tymczasem dalej będziesz zabijał na zlecenie, bo tylko to znasz. Nie wiesz co mógłbyś robić innego i niczego nie pożądasz.
A czas przemijać będzie dalej.

Rivet westchnął. Przeczesał palcami powiewające na wietrze włosy i ponownie zapatrzył się w mrok, pogrążony w rozmyślaniach. Srebrny księżyc uwolnił się nareszcie od samotnej chmury i odrobinę rozświetlił czerń nocy. Jednak w życiu asasyna niezmiennie panowała nieprzenikniona ciemność.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Maradine » 08 października 2011, 17:14

"pogrążył się w dźwiękach nocy. Zdarzały mu się takie, podczas których" - zdarzały mu się... takie noce, tak? Czy może chwile?

+ o tych nocach tyle jeszcze, że powtarzają się trzy razy. Poza tym wyżej wypisanym, w pierwszym zdaniu i w pierwszej wypowiedzi. Nie za dużo?

"Czemu nie odpowiedziałeś żadnej? Też chciałbym znać odpowiedź!
Odpowiedziałem im.
Tak, oczywiście. Zbyłeś je. Może sam nie znasz odpowiedzi, co?
Może.
Znał odpowiedź, aż za dobrze." - 5x odpowiedź ^^ (poza tym, w ostatnim, wydaje mi się, że bez przecinka)

"Lubisz wściubiać nosa w nie swoje sprawy, co?" - według mnie lepiej brzmi "nos"

"Zabijam czas jak sądzę." - przecinek po "czas"

"że gotów jesteś poświęcić życie swoich ofiar zamiast stanąć na własnych nogach" - tu też, po "ofiar"

"Nie wiesz co mógłbyś robić innego i niczego nie pożądasz." - przecinek po "nie wiesz". Ale tu też nie jestem do końca pewna.

Co do treści, to właściwie niezbyt dużo się działo ;D Szkoda mi tego faceta trochę, ale go lubię. Filozof... to dobrze. Ciekawa jestem, co tak na prawdę sobie myśli.
Za to ta Alix jest jakaś niewydarzona. Niech on ją w końcu zabije xD

Chciałam się przyczepić do długości opisów, jednak doszłam do wniosku, że może takie oszczędne odkrywanie przemyśleń i reakcji bohatera robi z niego bardziej tajemniczego.

Wracając na chwilę do strony technicznej, to masz kilka powtórzeń. Te najbardziej... rażące już Ci wykazałam.
Dziwnym cudem znalazłam jakieś wpadki tylko w drugiej części. Ciekawe dlaczego...

I standardowa prośba ode mnie - pisz dalej, bo chcę wiedzieć, co będzie ^^
Obrazek

Awatar użytkownika
Vipera

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Vipera » 08 października 2011, 17:29

Mara, kocham cie :* za tekst z Alix

Awatar użytkownika
Mortis

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Mortis » 09 października 2011, 22:26

Hej, po raz pierwszy od dłuższego czasu zajrzałem tu i to dzień po tym jak reaktywowano jeden z moich ulubionych tematów. Noo, to czekam, czekam, pisz bo dobrze ci wychodzi :D Co tu dużo mówić.

Awatar użytkownika
czekolada

RE: Krwawe dłonie

Post autor: czekolada » 10 października 2011, 01:38

chwyciła za nadgarstek natychmiast łamiąc go mu.


Tutaj proponuję (styl) - natychmiast mu go łamiąc albo natychmiast go łamiąc - wiadomo, że chodzi o nadgarstek.


Wg mnie powinnaś popracować nad lekkością w tekście, bo czasem trafia Ci się takie coś, jak to i niepotrzebnie obciąża tekst.
***
W pierwszym dialogu - poinformowała - lepiej będzie rzuciła. Brzmi lżej i bez zadęcia.
***
Gdy tylko wyszli usłyszeli wrzask, kiedy do mężczyzny doszedł ból złamanego nadgarstka. --- pierwsze zdanie bez sensu, nie wiadomo o co chodzi dopiero po przeczytaniu akapitu okazuje sie co i jak.

- Musiałaś to zrobić? - westchnął jej towarzysz.

***
- Czego się obawiasz Colio? - odpowiedziała, obserwując spadające płatki śniegu. - W tej dziurze i tak nic nam nie grozi.

Gdy ze sobą rozmawia dwie osoby to nie trzeba pisać poinformowała, odpowiedziała itp., to wiadomo od razu, że dialog się toczy miedzy dwoma osobami.

***
- Po prostu mu współczuję, bo go rozumiem- odpowiedział Colio, patrząc wymownie na jej pośladki.

Uwaga jak wyżej plus nadużywasz tego słowa.

***

- Łatwa robota. Pójdzie raz, dwa i zostanie nam cała długa noc na inne rzeczy. - Spojrzał pożądliwie na swoją towarzyszkę.

Zaznaczone było wcześniej, że się na jej widok ślini, nie powtarzaj tego co chwila.

***
- Ruszamy - zakomenderowała dziewczyna, ignorując propozycję.

Odpowiedziała, zakomenderowała - nadużywasz.

***
Poruszali się bezgłośnie w cieniach uliczki w stronę domu, który asasyn wskazał.

wskazał asasyn będzie lepiej.

###########

To tyle ode mnie. Oczywiście nikt nie musi się stosować do moich rad, nie ma takiego obowiązku.

Treść bardzo ciekawa, fajnie to sobie wymyśliłaś/eś. Najwięcej problemu masz przy akapitach.
Pozdro.

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Eranor » 10 października 2011, 11:00

Stary fragment, którego poprawioną wersje nawet nei chciało mi się wstawiać... no bo po co skoro nie zakładałem nowych czytelników.



I na litość boską :| z której strony ten nick brzmi żeńsko? :|:|:|

Awatar użytkownika
czekolada

RE: Krwawe dłonie

Post autor: czekolada » 10 października 2011, 11:58

Eranor pisze: Stary fragment, którego poprawioną wersje nawet nei chciało mi się wstawiać... no bo po co skoro nie zakładałem nowych czytelników.



I na litość boską :| z której strony ten nick brzmi żeńsko? :|:|:|

A gdzie dziękuje? :D Stary, nie stary, ale błędów cała kupa.

A gdzie brzmi męsko czy damko? W dzisiejszych czasach, gdy ludzie biorą sobie za niki ulubione postaci z książek, piosenkarzy itd. nie raz się okazuje, że Justin to naprawdę Aśka :D

Poza tym, tu jest możliwość określenia swej płci ;p Dla chcącego nic trudnego i nie będzie nieporozumień.

Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Eranor » 10 października 2011, 12:24

;> tak samo męsko jak czekolada żeńsko ;>

Tranwesem nie jestem, więc wypraszam sobie takie udziwnienia :P Jak ktoś bierze nick żeński to niech wówczas nie marudzi nawet, że się do niego zwracają jak do kobiety.

A co do określenia płci... nie przypominam sobie aby było tu coś takiego.

A dziękuje umknęło, gdyż zaspanym był. Teraz dziękować, mimo że jedno zdanie :P

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Eranor » 22 października 2011, 21:19

Tej samej nocy, gdy Rivet spoglądał z okna w otchłań, w pewnym niewielkim budynku na placu cytadeli miało miejsce dziwne spotkanie. Przez cały wieczór do zapuszczonej, porośniętej na ścianach mchem chaty, ściągało wiele tajemniczych cieni. Skrzypiące drzwi co chwila oznajmiały nadejście kolejnych postaci. Ostatnie dwie przemykały wśród brudnych ulic i świszczącego wiatru, rozmawiając przyciszonymi głosami.
– Daj już spokój! Później!
– Och, nie nadymaj się tak. Ja tylko chciałem wiedzieć.
– Później!
– A czemu nie teraz? Czemu nie chcesz mi nic powiedzieć przed zebraniem?
– Colio, zamknij się już, dobra? – wycedziła Karia przez zaciśnięte zęby.
Sama nie mogę uwierzyć w to, co zobaczyłam, pomyślała. Spotkanie z dawnym przyjacielem, w którego była zapatrzona, poważnie wstrząsnęło dziewczyną. Pal licho to, że próbowała go zabić wraz ze wspólnikiem, czego o mało sami nie przypłacili życiem. Pal licho jego misję, w której została zmuszona mu pomóc. Nawet jego chłodne zabójstwo niewinnego dziecka nie pozostawiło tak wyraźnego śladu w jej umyśle, jak wypowiedziane przez niego słowa, które powracały do niej echem przez całą drogę powrotną do cytadeli: „Uważasz, że ile jest warte słowo marnej asasynki przeciw słowu jednego z Ostrzy Cienia?”. Rivet Ostrzem Cienia. Ten miły, uczynny, opiekuńczy Rivet. Ostrzem Cienia. Rozmyślała nad tym już tysiące razy, jednak nadal nie była w stanie w to uwierzyć, pomimo że widziała w nim fragment Shakathy – niezaprzeczalny dowód przynależenia do najniebezpieczniejszej grupy asasynów.
Doszli w końcu do rozpadającego się wejścia zaniedbanego budynku, więc musiała odłożyć swoją wewnętrzną kłótnię na później. Nacisnęła klamkę, drzwi ustąpiły i dwa ostatnie cienie wślizgnęły się ostrożnie do środka.
Wewnętrzny pokój budynku oświetlała tylko jedna świeca, pozostawiając otoczenie w półmroku. W niewielkim pomieszczeniu znajdowała się grupa asasynów, wyczekująca w prawie całkowitej ciszy na rozpoczęcie spotkania. Brązowowłosy mężczyzna, ze srebrną linią przecinającą połowę lewego policzka, wprowadził do środka ostatnie osoby, po czym zamknął drzwi i ruszył w kierunku stolika ze świecą. Stanąwszy za meblem, odczekał chwilę, po czym zwrócił się do asasyna obok.
– Kin, miałeś rację. – Odwrócił się do oczekującej grupy. – Sądzę, że wszyscy i tak już słyszeli wieści, więc nie ma sensu tego przeciągać. Kario, pozwolisz tu na chwilę?
Z tłumu wyłoniła się kobieta średniego wzrostu i, milcząc, przeszła na przód grupy.
– Czy to prawda, że spotkałaś Riveta? – zapytał mężczyzna.
– Tak – odpowiedziała, po czym dodała bardziej do siebie: – A przynajmniej kogoś łudząco do niego podobnego.
– Też chciałbym w to wierzyć. – Położył rękę na jej ramieniu. – Niestety taka jest prawda. Wraz z Kinem zachowywaliśmy ten sekret między sobą. Mieliśmy zamiar to robić, póki nie upewnimy się co do naszych informacji, a przynajmniej taki był plan zanim dowiedzieliśmy się całej prawdy.
– Rob, czy on... – Głos Karii był słaby, niepewny, jakby nie chciała usłyszeć odpowiedzi, którą już znała. – Czy Rivet naprawdę jest Ostrzem Cienia?
– Niestety. – Rob spuścił na chwilę głowę, po czym odezwał się do grupy. – Dla części z was nie jest to nic ważnego, jednak musicie zrozumieć, że dla reszty jest to sprawa istotna, ponieważ mowa o osobie, która zaszczepiła w nas nadzieję i siłę prowadzące do wyzwolenia. Wszyscy sądziliśmy, że Rivet nie żyje, lecz on jakimś cudem przeżył. – W grupie widać było entuzjastyczne reakcje. – Jednak nie jest to Rivet jakiego znaliśmy. Mówię to żebyście byli przygotowani na to, że on się zmienił i nie zdziwili się. Został Ostrzem Cienia, a wszyscy dobrze wiemy co to oznacza.
Nastąpiła chwila ciszy. Wszyscy obecni zastanawiali się nad wypowiedzianymi słowami, niektórzy kiwając ponuro głowami. Rob widząc, że towarzysze zaczynają pojmować zaistniałą sytuację, ponownie zabrał głos:
– Sądzę, że nie muszę nic więcej mówić na ten temat, gdyż wszyscy rozumiecie co to oznacza. Przedyskutujemy tę nagłą nowinę na następnym zebraniu, teraz czekają nas ważniejsze sprawy. – Dał znak Karii, że może wrócić na swoje miejsce, po czym przywołał mężczyznę stojącego obok. – Kin przygotował pierwsze plany i raport z naszych obecnych przygotowań.
Kin podszedł do stolika i obrzucił pomieszczenie surowym spojrzeniem. Niezwykle wysoki asasyn zachowywał nietypową dla siebie powagę, toteż oczy wszystkich spoczęły na nim wyczekująco.
– Za niecałe dwa miesiące nadarzy się dla nas idealna okazja – zaczął Kin. Wyjął z kieszeni świstek papierów i kontynuował. – Mamy wystarczająco dużo czasu, aby przygotować się i dopilnować wszystkiego.

Po zakończonym spotkaniu i omówieniu wszelkich planów i spisków, Karia stała na korytarzu, czekając aż wszyscy asasyni wyjdą. Ranny Colio, chcąc czy nie, musiał dać jej spokój z powodu swojego stanu i obowiązku stawienia się w lecznicy. Zabójcy opuszczali budynek w niewielkich grupkach w pewnych odstępach czasu, co zajmowało trochę czasu. Bezpieczeństwo i ostrożność nigdy nie oszczędzały czasu, pomyślała ponuro. Kreśliła właśnie czubkiem buta kolejną ósemkę, kiedy z pomieszczenia w końcu wyłoniły się ostatnie postacie. Pierwszy wyszedł wysoki Kin, spojrzał dziewczynie w oczy i odwrócił się bez słowa, opierając o ścianę. Tuż za nim wyłonił się zamyślony Rob. Karia odezwała się nie czekając, aż zamknie drzwi.
– Rob, dlaczego tak długo milczeliście skoro, jak sam twierdzisz, wiedzieliście o tym z Kinem już od dawna?
Mężczyzna popatrzył na nią, po czym westchnął.
– Wiedziałem, że nie odpuścisz. – Oparł się o zamknięte drzwi w taki sposób, że wyglądał jak mniejsza kopia stojącego obok Kina. – Zdobycie minimalnej ilości informacji jakie posiadamy zajęło nam sporo czasu. Nic zresztą dziwnego skoro został Ostrzem Cienia, a to powinno ci wszystko wyjaśniać. – Spojrzał na nią z naganą w zielonych, przypominających kocie, oczach.
– Przecież obaj jesteście wysoko w hierarchii, prawda? Macie dojścia tam, gdzie większość nie może się nawet pokazać, dlatego jesteście naszymi przywódcami. Na pewno wiecie więcej niż mówicie, a Rivet na pewno nie jest Ostrzem Cienia! – rzuciła oskarżycielsko. – Rob? Kin? Dlaczego tak stoicie i milczycie? Odpowiedzcie mi!
– Karia... – zaczął Kin i urwał. – Karia rozumiemy co czujesz, jednak on...
– Rivet ma oko Shakathy – wtrącił się Rob. – Widziałaś je, prawda? Wiesz co to oznacza, nawet jeśli nie wiesz czym tak naprawdę jest – przerwał na chwilę, po czym ciągnął ostrym tonem. – Jest Ostrzem Cienia. Tylko oni posiadają fragmenty Shakathy i wiesz dobrze, że są ponad wszystko w Cytadeli. Ostrza Cienia są poza hierarchią, są krwiożerczy, zdradliwi, zabójczy. Milczeliśmy, bo wiedzieliśmy jak to przeżyją wszyscy nasi, a najlepiej jak przeżyjecie to ty i Lumi – zakończył cicho.
Nastąpiła chwila ciszy, przerwana tylko otwarciem i zamknięciem drzwi, gdy kolejni asasyni opuścili budynek.
– Tak – odpowiedziała Karia. – Widziałam jego oko. Było przerażające. On sam był przerażający i uosabiał wszystko od czego próbujemy się uwolnić – powiedziała, patrząc mężczyźnie w oczy. – Dziękuję, Rob. Potrzebowałam tej rozmowy i teraz już wiem co muszę zrobić.
– Prawdopodobnie zdecydujemy to na następnym zebraniu – odpowiedział.
Karia pokiwała głową i ruszyła w stronę drzwi, by dołączyć do ostatniej grupki spiskowców. Mężczyźni patrzyli jak wychodzi z budynku, uważnie obserwując wszystkie szczegóły jej postaci.
– Udaje – rzekł Kin. – Jeszcze trochę minie zanim się ze wszystkim pogodzi.
– Tak. – odparł ponuro Rob. – Dobrze, że Lumi jest na misji.

Awatar użytkownika
Mortis

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Mortis » 23 października 2011, 17:19

Powiem krótko, bo i czasu mam mało: jeśli masz pomysł na coś dłuższego, to nie czekaj tylko już teraz dzwoń po wydawnictwach i odkładaj kase na wydruk :)

Awatar użytkownika
Voronwë
Posty: 124
Rejestracja: 01 sierpnia 2010, 17:15
Kontaktowanie:

RE: Krwawe dłonie

Post autor: Voronwë » 11 listopada 2011, 21:28

Na samym początku o dialogach, a w zasadzie o dywizach oraz braku spacji. No właśnie na początku jest z tym strasznie nierówno, ale przeważa brak spacji i to przy dywizach, które znaleźć się tam nie powinny. Im dalej tym było z tamtego było mniej, aż w końcu znikło. Wynika to zapewne od tego, że na początku pisałeś źle, a potem nie poprawiłeś. To mozolna praca, a jednak apeluje o zrobienie tego, bo przeszkadzało mi to w czytaniu.

Teraz kilka małych błędów lub moich sugestii:
Część druga:
A teraz co niby robie?
Ogonka brak.
-Ojj mogłeś mi powiedzieć.
Mimo wszystko jedno "j" według mnie by wystarczyło
i uwiesił się na nim własnym ciężarem spoglądając z góry na młodszych uczni.
uczni?!

Cześć piąta:
Niecodzień mają okazję zjeść coś tak luksusowego.
Nie co dzień :)

Część ostatnia, która się pojawiła:
Zabójcy opuszczali budynek w niewielkich grupkach w pewnych odstępach czasu, co zajmowało trochę czasu. Bezpieczeństwo i ostrożność nigdy nie oszczędzały czasu, pomyślała ponuro.
Cały czas "czas". A kilka zdań wcześniej i kilka później też się pojawił.

To tyle, ile udało mi się wyłapać (możliwe, że poprawki się powtórzyły), ale powiem szczerze, że nie skupiałem się szczególnie nas tym.

Powiem Ci, że od razu do mnie trafiłeś. Od pierwszej strony wiedziałem, że tekst mi się bardzo spodoba, co nie ułatwia mi tego komentarza.

Dowiadujemy się trochę o relacjach Riveta z grupką młodych, ale nie wiemy zupełnie nic, co z jego grupą rówieśniczą. Pobieżnie zostało wspomniane, jak nie lubi z nimi przebywać. Cóż nie był może zbytni przywiązany do tamtej grupki, ale chcąc nie chcąc spędzał z nimi trochę czasu. Dlatego chciałbym chociaż w jednym akapicie dowiedzieć się coś więcej o tych relacjach.

Próba Krwi też w sumie została raczej pominięta i użyta jako tło, a ja chciałbym wiedzieć o niej coś więcej. Co prawda mam ogólny zarys, o tym jaki był jej cel i o co w niej chodziło, ale wiele rzeczy jest dla mnie niejasnych, a myślę, że mogłoby to być dość ciekawe. I przydałoby się skoro ściśle wiąże się z akcją.

Przede wszystkim zabrakło mi jednak wiedzy na temat Alix i Lerkina. Według mnie dość znaczące postacie, a ja wiem tylko tyle, ze są i właściwie tyle. Nawet ich stosunki z Rivetem chociaż niby ukazane pozostają w sferze domysłów. To mi się nie podoba. Chciałbym mieć chociażby zarys skoro już musza one pozostać w tajemnicy. O Alix dowiadujemy się trochę więcej po powrocie do teraźniejszości, ale mi tego zabrakło.

No i Rivet był i zdaje się być takim trochę robotem. Strasznie mało czuje. Nie wiem czego się obawia, ano co lubi, co sprawia mu trudność, nawet "miłość" do młodych asasynów jest podana na podstawie suchych faktów, a nie jego odczuć. O ile, gdy jest już "Ostrzem Cienia", czyli mógł wyzbyć się pewnych naturalnych odruchów człowieka o tyle, gdy był jeszcze młodszy powinien coś czuć, no.

Poza tym wciągnąłem się i to bardzo. I mogę powiedzieć, że na pewno chciałbym więcej. Trafiłeś w mój gust, chociaż mogło być lepiej, trochę zabrakło. Zwłaszcza większego wglądu w myśli i odczucia bohaterów.

Kłapouchy.

ODPOWIEDZ